PEDRO ALMODÓVAR: – Samobiczowanie to najlepsza definicja tworzenia, jaką znam.
Obejrzawszy „Gorzkie święta”, też o tym pomyślałem.
Podczas pisania zawsze w końcu trafia się moment, w którym musisz napisać coś nieoczywistego, mimo iż wcale nie masz na to ochoty. Robię to jednak, ponieważ wymaga tego dobro historii. To nie znaczy, iż znajduję się w ciągłym procesie samobiczowania, niemniej cierpienie stanowi nieunikniony element tworzenia. Weźmy „Ból i blask”, w którym świadomie użyłem owego „bicza” przeciwko sobie. Antonio Banderas – na ekranie moje alter ego – wydaje się postacią niemal negatywną, co świadczy o surowości oceny, jakiej się poddałem.
W „Gorzkich świętach” też pojawia się pisarz-reżyser, w którym widzimy pana. walczy z migrenami, atakami paniki i utratą twórczej weny. Dlaczego tak obsesyjnie zależy mu na kontynuowaniu snutej przez niego opowieści?
Na tym polega tajemnica obsesji. Dla Raula, granego przez Leonarda Sbaraglię, i dla mnie pisanie czy reżyserowanie nie jest pracą. To pasja. Irracjonalna siła. Coś, z czym się urodziłem. Żadne doświadczenie nie jest porównywalne z euforią, gdy wszystkie elementy historii do siebie pasują – to chwila największego szczęścia. Dlatego momenty kryzysu twórczego i niemocy przypominają agonię.












