Patykoplastyka

nn6t.pl 5 godzin temu

O tym jak złożona może być relacja z materiałem organicznym, niby zwyczajnym, a jednak nieprzewidywalnym, z Zuzanną Stempską, wyróżnioną przez „NN6T” laureatką 14. Biennale Grafiki Artystycznej w Poznaniu, rozmawia Bogna Świątkowska

Bogna Świątkowska: Czy zgodziłabyś się nazwać przedstawicielką nurtu patykoplastyki?

Zuzanna Stempska: Myślę, iż tak, chociaż to dosyć nieskromne określenie – od razu zestawia mnie z jakimś szerokim pojęciem i klasyfikacją. Nie robię prac z patyków, bardziej sprawdzam, jak daleko można przesunąć ich znaczenie, zanim przestaną być rozpoznawalne. Ale mimo różnych wybojów, które te patyki przeżywały przez ostatnie lata, odkąd z nimi pracuję, cały czas są na tapecie. Były momenty załamania, kiedy wydawało mi się, iż studnia z nimi już wyschnie i przestaną być mi potrzebne w praktyce artystycznej, stracą znaczenie. Jednak kiedy przezwyciężyłam ten etap, to jeszcze bardziej nabrały siły. Wydaje mi się zatem, iż teraz mogę być patykoplastyczką.

Zuzanna Stempska, The Leftovers, fragment pracy, Tyranny of the Afterthought, Galeria Rdza, 2025, Poznań

BŚ: Jak wpadłaś na to, iż patyki mogą być ciekawym narzędziem pracy artystycznej? Tworzysz z nich instalacje czy może raczej obiekty?

Zdecydowanie obiekty! Instalacja kojarzy mi się z czymś działającym według określonego, większego schematu, a mnie zależy, żeby patyki zachowywały swoją użyteczność. Właśnie to było dla mnie ważne od początku pracy – czy też współpracy – z nimi. One zawsze uruchamiają jakieś wspomnienia. Są raczej symbolem niż czymś samym w sobie. Konceptualnym narzędziem. Najciekawsza jest możliwość przekształcania ich, dodawania im nowych funkcji i rozszerzania ich użyteczności, szukania kolejnych sposobów, tego, co można z nimi zrobić. I choćby mniej mnie interesują jako obiekty same w sobie, a bardziej ciekawi mnie to, jak działają w konkretnej sytuacji albo pod wpływem narracji, którą im nadaję.

BŚ: Powiedziałaś: współpraca. To bardzo ciekawe! Czyli to nie tak, iż tylko ty jesteś tutaj sprawczynią; także patyki mają swoją rolę w tym wszystkim. Jak nazywasz swoje patykowe prace? Jak nadajesz sens formie, którą wspólnie z patykami tworzycie?

Wydaje mi się, iż tytuł trochę odbiera im funkcjonalność, bo od razu zamyka różne ścieżki interpretacji i odbioru prac. Staram się minimalizować bodźce, które mogłyby sprawić, iż patyki staną się „odpatykowione”. Dobieram je nie ze względu na formę, ale raczej intencję, z którą ich szukam. Czasem po prostu otrzymuję je od innych osób. Wtedy bardziej wiążą się z konkretną osobą albo sytuacją i później chętnie korzystam z tych konotacji – z faktu, iż są prezentem albo pochodzą z danego miejsca.

Jeśli chodzi o samą współpracę, to interesują mnie jej różne formy w kontekście patyków, nie tylko te wymagające ludzkiej ingerencji. Aktualnie pracuję nad moją wystawą indywidualną w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu, która rozpocznie się 10 kwietnia. Będzie o ptakach i patykach – i o tym, jakimi użytkownikami patyków są te stworzenia i jak wzajemnie na siebie działają.

Zuzanna Stempska, fot. Ewa Dacko

BŚ: A wracając do twojej relacji z patykami: szukasz ich czy same się jakoś znajdują?

Koincydencja jest dla mnie ważna i pozwalam jej się wydarzać. Staram się nie planować za dużo rzeczy związanych z patykami, bo to jednak materiał organiczny i bywa nieprzewidywalny, zwłaszcza kiedy poddaje się go obróbce albo łączy z bardziej przemysłowymi materiałami. Ta kooperacja polega więc głównie na tym, iż raczej pozwalam im znaleźć mnie niż odwrotnie – nie stawiam granic, a jeżeli czegoś nie da się zrobić z patykami, to robię to inaczej i nie na siłę. Nie wszystko, co wymyślę, mogę zrobić – to interesuje mnie najbardziej.

BŚ: Bardzo swobodnie podchodzisz do tego, co patyki mogą robić nie tylko jako obiekt sztuki, ale też jako element mobilizujący do tego, żeby inaczej zobaczyć otoczenie, przestrzeń, pejzaż, krajobraz. Jest w nich dużo różnych możliwości, z których świetnie korzystasz. W ten sposób przechodzimy na inny poziom: z patykoplastyki na patykologię. Czy wchodzisz głębiej, czy szukasz wiedzy, która miałaby rozwinąć tworzone przez ciebie pole interpretacyjne?

Fajne jest to, iż powiedziałaś, iż te patyki coś robią, bo to dla mnie ważne w działaniu razem z nimi – traktuję je raczej jako byty niż przedmioty, nadaję im jakieś życiowe, ludzkie cechy i przez to stają się bardziej relatywne względem mnie i odbiorcy.

Impulsem, który spowodował taki przeskok i utwierdził mnie w kierunku, w którym chcę działać, był Stephen Wright i jego W stronę leksykonu użytkowania. Ta książka, napisana bardzo prostym językiem, odkrywa dużo oczywistych oczywistości i czytając ją, miałam cały czas poczucie: przecież ja to wiem. Ale właśnie te zestawienia sytuacji ze świata przyrody z językiem sztuki w jakiś sposób mnie dotknęły. Etymologia słów, lingwistyczne gry i w ogóle recykling słownictwa skleiły mi się z patykami i osadziły to, co robię, w konkretnym miejscu. Dużo wniósł również Jerzy Ludwiński, jego teksty teoretyczne i eseje o postsztuce – to dla mnie przez cały czas niewyczerpane zaplecze teoretyczne.

Zuzanna Stempska, The Leftovers, fragment pracy, Tyranny of the Afterthought, Galeria Rdza, 2025, Poznań

BŚ: Ale rozumiem, iż też praktyczne?

Tak, bo czytamy, żeby później robić. Wiele z moich prac bezpośrednio wynika z mojej fascynacji – ogólnie rzecz biorąc – światem teorii i słów. Pomaga mi to dużo rzeczy uporządkować, jeżeli chodzi o myślenie o moich patykach.

Skręćmy w tylko pozornie inną ścieżkę. Chodzi mi o inicjatywę Artystyczny Związek Sportowy. Sztuka sportu, sport sztuki. Moim zdaniem łącznik jest czytelny i oczywisty, bo przecież nie ma łucznictwa bez patyków.

Tak, to prawda. Patyki w końcu mogą stać się wszystkim! Ten wątek powstał z przyjacielskiej relacji. Początkiem było to, iż poznałam Marcina Pietrucina. Chcieliśmy zrobić coś wspólnie, stworzyć sytuację, która pozwoli ludziom się poznać, a przy okazji spojrzeć na sztukę i sprawy z nią związane z innej perspektywy. Zależało nam na zestawieniu sztuki z czymś nieoczywistym. Działanie społeczne było dla nas bardzo ważne. Prowadziliśmy razem realny Akademicki Związek Sportowy na uczelni i spotkało się to z ciepłym, pozytywnym odbiorem. I nie chodziło choćby o samo uprawianie sportu ani o to, czy to jest artystyczne – tylko o to, iż tworzyliśmy sytuacje, w których ludzie mogli coś zrobić razem.

Podobnie było z dwiema większymi sytuacjami, które współtworzyliśmy – może choćby ich nie prowadziliśmy, raczej byliśmy ich opiekunami. Najpierw powstało Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Minecrafcie – wydarzenie to odbyło się w całości online. Stworzyliśmy wirtualną przestrzeń Muzeum, która w dniu otwarcia była dostępna dla każdej osoby posiadającej internet i komputer. Nie stworzyliśmy Minecraftowego Muzeum po to, żeby coś sobie udowodnić, ale żeby sprawdzić, jak to zaistnieje, z jakim odbiorem się spotka i jak forma muzeum sztuki może funkcjonować w tak prostej grze. Byliśmy otwarci na różnorodne formy ekspresji oraz oddolne inicjatywy, oferowaliśmy im przestrzeń do działania.

Podobnie było z turniejem sportowym w CSW Zamek Ujazdowski, który wymyśliliśmy z Mateuszem Hadasiem – nie chcieliśmy wywracać stołu i negować zasad, raczej sprawdzić, co by było, gdyby wszystko wyglądało inaczej – przez zabawę i nieformalne sytuacje sportowe. Sport pełnił funkcję jednoczącą. Dyscypliny nie były poważne, nie chodziło o najwyższe wyniki, tylko o to, iż ruszając się i robiąc coś razem, można się spotkać i spędzić ze sobą czas.

Zuzanna Stempska, fot. Ewa Dacko

BŚ: Ja tu widzę jeszcze jeden element: ucieczkę od rywalizacji w przestrzeni sztuki do czegoś bardziej konkretnego. Rywalizacja sportowa daje jednoznaczność wyniku – ktoś wyżej skoczył, szybciej pobiegł. A światem sztuki rządzą bardzo skomplikowane, niejasne zależności, które powodują, iż prace jakiejś osoby są bardziej preferowane przez instytucję dającą widoczność. Czytałam to jako wyraz waszego buntu i chęć przejścia na inny poziom rozmowy o zawodzie artysty i artystki, w którym jest dużo niepewności, nie ma za to przejrzystych zasad.

Tak, swoistym fundamentem naszego wejścia w debatę sportową było odejście od rywalizacji w świecie sztuki, czyli w grze, której zasad tak naprawdę nie znamy – i nie wiem, czy ktokolwiek je zna. Transparentność sportu – liczby, cyfry, kolejność, wszystko sformalizowane, wsparte tabelami wyników – wydawała nam się czymś zupełnie niepasującym do świata sztuki. I właśnie dlatego to było dla nas takie interesujące. Pojawiła się myśl: co by było, gdyby te dwie rzeczy zestawić obok siebie. Na pierwszy rzut oka są odległe, ale potem zaczęliśmy dostrzegać coraz więcej cech wspólnych. W sporcie też zdarzają się sytuacje, w których nie chodzi już o samo uprawianie dyscypliny, tak jak w sztuce nie chodzi tylko o samo robienie sztuki, ale o bycie wyżej, dalej, szybciej.

Były momenty, kiedy chcieliśmy w ogóle odejść od rywalizacji, żeby zostało samo uprawianie sportu, bez klasyfikacji. Jednak przy okazji turnieju czy dnia sportu na uczelni okazywało się, iż uczestnicy domagają się jakiejś formy rywalizacji. Tak jakby brak wyniku był dla nich niesatysfakcjonujący. Nie wiem, czy to kwestia przyzwyczajenia do systemów oceniania, czy potrzeba jasnego domknięcia sytuacji.

W U-jazdowski OPEN rzeczywiście forma rywalizacji o nagrodę mocno zarysowała projekt, który mógł być przez to odbierany jako agresywny czy buntowniczy, jakbyśmy byli narwanymi studentami z głupkowatym pomysłem. Zestawienie świata sztuki z zupełnie innym kontekstem dla wielu osób mogło być oburzające, a było po prostu działaniem maksymalnie eksperymentalnym. Nie zakładaliśmy – jak potem nam zarzucano – iż wszystkie open calle czy procesy decydowania o wystawach powinny tak wyglądać. To była sytuacja trochę inkubatorowa, stworzona po to, żeby sprawdzić, co się wydarzy. Byliśmy świadomi, iż pojawią się kontrowersje, bo to nie jest normalny tryb działania, ale nie spodziewaliśmy się aż takiej reakcji. Dla nas to zawsze był projekt artystyczny.

Po turnieju dostaliśmy bardzo pozytywny feedback, głównie za samo zorganizowanie tej sytuacji – dla wielu osób to było coś nowego i nieszablonowego. Niecodziennie przecież można w CSW zagrać w ping-ponga, w grę w krzesła czy postrzelać z łuku, który faktycznie łączy się z patykami.

Zuzanna Stempska, The Leftovers, fragment pracy, Tyranny of the Afterthought, Galeria Rdza, 2025, Poznań

BŚ: Co wtedy było nagrodą?

Indywidualna wystawa w CSW Zamek Ujazdowski.

BŚ: Kto wygrał?

Artemij Kopach z Wydziału Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. I według mnie – bo potem odwiedziliśmy go na tej wystawie – zrobił naprawdę dobrą rzecz. W trakcie turnieju pojawiały się różne pomysły, co kto by zrobił z taką nagrodą, ale dla mnie najważniejsze było to, iż daliśmy komuś realną szansę na zrobienie czegoś, na co może nigdy nie miałby okazji, bo nie wiadomo, jak potoczyłoby się życie.

BŚ: Jak zamierzacie rozwijać pomysł AZS-u?

Nie wiem, czy jeszcze do tego wrócimy – zobaczymy, co czas pokaże. Na ten moment każdy działa na własną rękę i robi to, co go najbardziej interesuje.

BŚ: A co najbardziej interesuje ciebie?

Patyki, patyki, patyki. To temat, który się nie kończy, przynajmniej na razie. Ale też piszę o wystawach do magazynu „Szum” – krytyka jest dla mnie fajną odskocznią od pracy manualnej i w ogóle od zajmowania się sztuką w bezpośredni sposób. Pisanie zawsze było istotną częścią mojej praktyki – do każdej pracy potrzebuję tekstu, choćby jeżeli piszę jedynie dla siebie. Krytyka artystyczna pomogła mi poukładać sobie pewne rzeczy w głowie, bo jestem wtedy po drugiej stronie i mogę interpretować czyjąś pracę, a nie swoją. Staram się pisać tak, żeby nie dawać odpowiedzi na pytania, tylko te pytania stawiać. Najważniejsze jednak jest dla mnie to, żeby tak ogólnie iść dalej i się nie zatrzymywać, choćby jeżeli pojawiają się chwile zwątpienia.

(ur. 2001, Poznań) – artystka wizualna i autorka tekstów. Absolwentka Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu, współzałożycielka Artystycznego Związku Sportowego. Od 2025 roku współpracuje z magazynem „Szum”. Zdobywczyni wyróżnień podczas 14. Biennale Grafiki Artystycznej Poznań 2025 za pracę Resztki, m.in. od redakcji „NN6T”. Entuzjastka patyków, rysowania i postsztuki.

Zuzanna Stempska, Regulamin współpracy z patykami, dzięki uprzejmości artystki

Idź do oryginalnego materiału