Paradise – recenzja 2. sezonu. Przeskoczenie rekina

popkulturowcy.pl 2 godzin temu

Pierwszy sezon Paradise okazał się intrygującą historią, która była czymś zupełnie innym, niż na początku się wydawało. Pomimo bycia zwartą i kompletną opowieścią, pozostawił nas z wieloma nurtującymi pytaniami, na które kontynuacja miała odpowiedzieć. Jak drugi sezon poradził sobie z udźwignięciem całego narzuconego bagażu?

Historię Paradise rozpoczynamy niedługo po zakończeniu ostatniego odcinka. Xavier Collins wyrusza w podróż w celu odnalezienia swojej żony. Kieruje się w stronę Atlanty, gdzie ostatni raz przebywała, gdy miał z nią kontakt. Na swojej drodze spotka wiele postaci, które pomogą mu zrozumieć, jak wygląda obecna sytuacja na świecie. Z częścią z nich nawiąże też nieoczywiste sojusze. Będziemy również obserwować sytuację w tytułowym „raju”. Po odejściu Xaviera i całym wywołanym wcześniej chaosie przyszłość tego miejsca jest bardzo niepewna. Część bohaterów będzie starać się o przywrócenie stabilizacji, inni zaś będą chcieli wykorzystać sytuację, by zakończyć panujące tam rządy.

Będę szczery: drugi sezon zdecydowanie nie porwał mnie w takim samym stopniu,jak pierwsza odsłona serialu. Początkowe odcinki są bardzo nużące, a tempo jest w nich zdecydowanie zbyt powolne. Szczególnie widać to w odcinku drugim, w którym początek podróży agenta Collinsa przeplata się z flashbackami ukazującymi, jak poznał swoją żonę. Przez cały czas odnosiłem wrażenie, iż fabuła nie jest popychana do przodu. Otrzymaliśmy dodatkową podbudowę relacji protagonisty z Teri, jednak pierwszemu sezonowi udało się to zrobić o wiele naturalniej i mniej ślamazarnie.

Fot. kadr z serialu Paradise

Ważnym dodatkiem do fabuły okazuje się grupa niedobitków, a szczególnie Link. Zostają nam zaprezentowani w pierwszym odcinku i choć wydają się dość niepozorni, okazują się kluczowi dla historii. Wątek Linka zostaje natomiast w dalszej części sezonu poprowadzony w bardzo nieoczywiste strony. Niestety, jego postać nie przypadła mi do gustu. Momentami wydawał mi się dość kreskówkowy oraz przesadzony. Ciągłe rzucanie przez niego i jego towarzyszy popkulturowych nawiązań tylko po to, by przypominać widzom, jak wielkimi są oni nerdami, momentami przyprawiało mnie o ciarki żenady. jeżeli chodzi o jego grupę, Papi okazuje się bardzo sympatycznym bohaterem, którego silna relacja z Linkiem jest wyraźnie zarysowana. Reszta natomiast pozostaje całkowicie jednowymiarowa, a w dalszej części sezonu nie byłem w stanie wymienić któregokolwiek z nich z imienia.

Najlepiej Paradise wypada, gdy wracamy do „raju”. Przez całkowite odwrócenie status quo część ważnych postaci zostaje odsunięta na dalszy plan. Dzięki temu miejsce znajdują bohaterowie, którzy choć ciekawi, wcześniej nie mieli zbyt wiele do zrobienia. Jeremy Bradford staje się pełnoprawnym rewolucjonistą, gotowym poświęcić własne bezpieczeństwo w celu odkrycia prawdy. Widać, jak coraz bardziej podąża śladami swojego ojca. Córka Xaviera, Presley, również dostaje szansę, by się wykazać, nie mając przy sobie hamującego ją ojca. Choć brak niektórych bohaterów jest odczuwalny, uważam, iż ci pozostali – szczególnie młodsza część obsady – bardzo dobrze spełniają swoje zadanie.

Fot. kadr z serialu Paradise

Twórcy w nieoczekiwany sposób poprowadzili postać Samanthy Redmond. Wydawało się, iż w poprzedniej odsłonie stała się całkowicie negatywną antagonistką. Tym razem została jednak przedstawiona w znacznie jaśniejszych barwach. Okazuje się również, iż ma własne motywacje, które do tej pory całkowicie ukrywano, a które są najważniejsze dla jej postaci. Miałem jednak wrażenie, iż jej przemiana była zbyt diametralna i nagła. Wcześniej odpowiadała za cierpienie kilku najbardziej lubianych bohaterów, a teraz serial zdaje się o tym zapominać. Widzowie mają wobec niej czuć żal, choć nie poniosła ona realnych konsekwencji swoich działań.

Kluczowy, poświęcony jej zwrot fabularny z końcówki sezonu również wydał mi się wzięty praktycznie znikąd. Do tej pory nie dostaliśmy niczego, co mogłoby go sugerować. Choć według twórców pełna fabuła była nakreślona jeszcze przed powstaniem Paradise, implementacja tego wątku wydała mi się bardzo absurdalna. Nie mam też pojęcia, w jakim kierunku twórcy zamierzają go poprowadzić. Nie łączy się on z tym, co do tej pory prezentował serial. Być może trzeci sezon zmieni moje zdanie, jednak na ten moment szokujące zakończenie drugiej części było dla mnie wyjątkowo rozczarowujące.

Paradise wraz z drugim sezonem przyniósł sporą dozę rozczarowania. Początkowo wciągająca i tajemnicza fabuła tym razem zawiera wiele przeciągniętych i nielogicznych elementów. Choć postacie przez cały czas są dobrze napisane i chce się śledzić ich losy, trudno przewidzieć, w jakim stylu historia zostanie zakończona. Powoli zamienia się to w całkiem generyczne sci-fi. Pomimo niższej jakości, niż oczekiwałem, będę czekał na trzeci sezon, by przekonać się, czy twórcom uda się uporządkować ten lekki bałagan.


Fot. główna: materiały prasowe

Idź do oryginalnego materiału