Parada Smoków i bilet za 250 zł. Gdzie kończy się dostępność kultury, a zaczyna wydarzenie premium?

krknews.pl 4 godzin temu

Jubileuszowa Wielka Parada Smoków miała być świętem Krakowa. Wydarzeniem, które łączy mieszkańców, przyciąga turystów i pokazuje miasto od najlepszej strony. Tymczasem po zakończeniu widowiska coraz częściej pojawia się pytanie, czy rzeczywiście była to impreza dla wszystkich, czy może przede wszystkim dla tych, których było stać na zakup biletu do Loży Honorowej.

Bo choć oficjalnie udział w Paradzie Smoków był bezpłatny, to w praktyce najlepszy widok na najważniejszą część wydarzenia kosztował 250 zł od osoby. Dla wielu uczestników właśnie ten fakt stał się symbolem tegorocznej edycji.

Tym bardziej iż cena 250 zł za osobę nie jest kwotą symboliczną. Dla czteroosobowej rodziny oznacza to wydatek rzędu tysiąca złotych. Trudno uznać taki koszt za powszechnie dostępny dla mieszkańca Krakowa .

Nikt rozsądny nie kwestionuje prawa organizatorów do poszukiwania dodatkowych źródeł finansowania. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy wydarzenie organizowane przez miejską instytucję kultury i promowane przez miasto zaczyna przypominać model znany ze stadionów, festiwali komercyjnych czy imprez biznesowych. Tam strefy VIP są czymś naturalnym. Parada Smoków przez lata była jednak czymś zupełnie innym – wspólnym świętem mieszkańców.

W tym roku wielu uczestników odniosło wrażenie, iż powstały dwie równoległe imprezy. Jedna dla tych, którzy siedzieli w Loży Honorowej i bez przeszkód oglądali całe widowisko. Druga dla tysięcy mieszkańców próbujących znaleźć miejsce pomiędzy barierkami, tłumem i ograniczoną widocznością.

I właśnie tutaj pojawia się zasadnicze pytanie. Czy podczas wydarzenia współfinansowanego pośrednio z pieniędzy krakowian, organizowanego przez miejską instytucję kultury utrzymywaną z wielomilionowej dotacji z budżetu miasta, najlepsze miejsca powinny być dostępne wyłącznie dla osób gotowych zapłacić dodatkowe 250 zł?

To nie jest spór o samą lożę. To spór o filozofię organizacji wydarzeń publicznych. Mieszkańcy mają prawo oczekiwać, iż impreza promowana jako otwarta i ogólnodostępna będzie rzeczywiście dostępna dla wszystkich w porównywalnym stopniu. Oczywiście nie każdy musi siedzieć w pierwszym rzędzie. Ale też nie powinno być tak, iż komfortowe uczestnictwo staje się przywilejem kupowanym za dodatkowe pieniądze.

Tym bardziej iż Wielka Parada Smoków nie jest prywatnym przedsięwzięciem nastawionym na zysk. To wydarzenie, które od lat buduje markę Krakowa, korzysta z miejskiej promocji, miejskiej infrastruktury i jest organizowane przez instytucję finansowaną z publicznych środków.

Dlatego dziś warto postawić pytanie, którego dotąd nikt głośno nie zadał: gdzie przebiega granica między pozyskiwaniem dodatkowych środków a komercjalizacją wydarzenia publicznego?

Bo jeżeli po zakończeniu święta miasta dominującym komentarzem staje się stwierdzenie: „trzeba było zapłacić 250 zł, wtedy wszystko było widać”, to być może coś poszło nie tak.

I być może problemem nie jest sama loża honorowa. Problemem jest to, iż dla wielu mieszkańców okazała się ona jedynym miejscem, z którego naprawdę można było zobaczyć smoki ale za drogim.

Grzegorz Górski

Idź do oryginalnego materiału