Pani dyrektor, mogę chwilę? w drzwiach gabinetu zatrzymał się jeden z moich zastępców.
Oczywiście, panie Janie, proszę wejść skinęła głową stanowczo pani dyrektor Elżbieta Nowak. Jak sytuacja dzisiaj?
A sytuacja gdzie?
No na dziale.
A, na dziale. Tam wszystko w porządku, pani dyrektor. A o co chodzi?
Jak to o co? Przecież przyszedł pan tutaj chyba nie bez powodu. prawdopodobnie coś chce pan przekazać w sprawach zawodowych.
No tak, rzeczywiście mruknął posępnie Jan Bukowski, mój zastępca. adekwatnie przyszedłem z prośbą.
Prośbą? Elżbieta spojrzała na tego inteligentnego z wyglądu mężczyznę, potrząsnęła głową. Panie Janie, od pewnego czasu jakby mniej pan do mnie pasuje.
Od jakiego czasu?
Ostatnio ma pan jakąś przyciemnioną minę. Jakby miał pan tragedię rodzinną. Wszystko w domu dobrze?
Trudno powiedzieć westchnął ciężko. Jeszcze chwila, a w domu będzie bardzo źle, jeżeli nie dostanę od pani pewnego zaświadczenia.
Zaświadczenia? Elżbieta się wyprostowała. O czym pan mówi?
Wiem, iż pani nie rozumie Jan przybrał dramatyczny wyraz twarzy. Ale inaczej nie mogę. Potrzebuję zaświadczenia do okazania żonie.
Słucham? Pani dyrektor aż otworzyła szeroko oczy. Zaświadczenia? Dla żony? W jakim sensie?
Że między nami nigdy nic nie było Jan oblał się rumieńcem. No w sensie relacji osobistych.
Czy pan zwariował?! Elżbieta wręcz zbielała. Albo sobie pan żartuje?
Niestety nie. Od tej kartki z pani podpisem i pieczątką zależy dalszy los mojej rodziny. Żona wbiła sobie do głowy, iż jesteśmy kochankami.
Dyrektorka na moment zamarła, potem zapytała ostrożnie:
Pańska żona ma jakieś problemy? Zaświadczenie od męża, iż z pracą jest tylko praca? O czymś takim choćby w polskim kinie nie słyszałam.
Ja wszystko rozumiem! zawołał żałośnie Jan. Ale nic nie poradzę! Mamy dzieci. Powiedziała, iż jeżeli pani nie potwierdzi, iż jesteśmy tylko dyrektorką i zastępcą, złoży pozew o rozwód. Potem zabierze dzieci i wyjedzie do mamy do Szczecina. A to przecież prawie koniec Polski. Proszę, napiszcie to głupie zaświadczenie.
Panie Janie! Elżbieta nie mogła uwierzyć, iż ten dialog ma miejsce. Dlaczego twoja żona w ogóle coś sobie ubzdurała? choćby się z nią nie znam! I nie ma szans, by znalazła ślad mojej szminki na pańskich koszulach. O czym ona myśli?
Zobaczyła Jan wydobył telefon z marynarki, wyszukał zdjęcie i podsunął je dyrektorce. To zdjęcie przelało czarę goryczy.
No i? Elżbieta oglądała fotografię, na której cała administracja fabryki stała razem po otrzymaniu nagród miasta. Też mam takie zdjęcie. Przecież nas było dużo, musieliśmy się zmieścić w kadrze!
Tak, ale na tym zdjęciu stoję obok pani i trzymam rękę na pani ramieniu. A żona stwierdziła, iż tylko zakochana kobieta kładzie głowę na piersi mężczyzny.
Słucham?! oczy Elżbiety zabłysły z oburzenia. Jakie jeszcze zakochane kobiety?! Czy pańska żona nie widzi, iż obok mnie była Ania, która kwiatami mogła zasłonić mi twarz?
Też jej tłumaczyłem, ale im bardziej się tłumaczyłem, tym mocniej rosły jej podejrzenia. Bez zaświadczenia koniec małżeństwa. Słowo honoru.
Ale to jest niedorzeczne! wybuchła Elżbieta. Czy naprawdę aż tak się pan żony boi?
Tak, jestem pantoflarzem szepnął Jan, na tyle cicho, by tylko ja to słyszała. Ze względu na dzieci. Bez nich nie wyobrażam sobie życia. Rozumie pani?
Co za absurd mruknęła niechętnie Elżbieta, sięgnęła po czystą kartkę. Dobrze. Skoro już taka potrzeba Dyktuj pan.
Proszę pisać, pani dyrektor: Ja, Elżbieta Nowak, oświadczam, iż nie znoszę swojego zastępcy Jana Bukowskiego.
Elżbieta podniosła na niego zdziwione spojrzenie, ale gestem kazał jej pisać dalej.
Tak, tak, niech pani tak napisze. I jeszcze: A choćby go nienawidzę.
Jak to nienawidzę?! Przecież nie mogę pracować z zastępcą, którego nienawidzę!
To proszę dopisać nienawidzę jako mężczyzny. I nigdy nie poszłabym z nim do łóżka, choćby za milion złotych. Na końcu podpis i pieczątka. Dla pewności.
Pieczątkę ma księgowość odruchowo odparła dyrektorka, czytając raz jeszcze to kuriozalne oświadczenie i nagle podarła je na kawałki.
Co pani wyprawia? przestraszył się Jan. To jest dokument! Potrzebuję go!
Panie Janie Elżbieta uśmiechnęła się dziwnie. Proszę się rozwieść z tą swoją Natalią, zanim będzie za późno.
Co pani mówi?! Nie mogę! Ona zabierze dzieci! Na pewno zabierze.
Nie zabierze ciągle uśmiechnięta Elżbieta pokiwała głową. Mam znajomego prawnika, bardzo dobrego. Dopilnuje w sądzie, żeby dzieci zostały z panem.
Ale przecież ja
A jeżeli coś, sama pomogę panu w wychowaniu dzieci przerwała mu życzliwie.
Pani? Mnie? Osobiście?
Oczywiście. Jako zastępca jest pan bardzo w porządku. Znajdziemy najlepszą nianię pod słońcem. Będzie pan zadowolony.
A Natalia?
Natalia niech jedzie do mamy do Szczecina. Albo niech zgłosi się do mnie może porozmawiamy szczerze, przy kawie. To lepsze, niż jakieś idiotyczne oświadczenia z pieczątkami.
Nie sądziłem, iż życie wystawi mnie na próbę aż tak absurdalną. Teraz wiem szczerość i odwaga w rozmowie są więcej warte, niż cały plik urzędowych papierów.







