– Pani Weroniko, można? – w drzwiach gabinetu dyrektorki zakładów stanął jeden z jej zastępców.

twojacena.pl 5 godzin temu

Pani Dyrektor, można? w progu gabinetu zatrzymał się jeden z moich zastępców.
Proszę wejść, panie Janie, skinąłem głową, starając się brzmieć rzeczowo. Jak tam nasze sprawy dziś?
Jakie sprawy? Gdzie?
Na dziale.
A, na dziale. W porządku, wszystko gra. Dlaczego pytasz?
No bo skoro już pan do mnie przyszedł, to pewnie nie bez powodu. O co chodzi?
Potrzebuję pana o coś poprosić, powiedział poważnie zastępca. adekwatnie choćby błagam.
Błagać? Spojrzałem na niego uważnie i pokręciłem głową. Panie Janie, ostatnio coś pan nie w sosie.
Ostatnio?
Tak. Jakoś pan chodzi zamyślony, ponury. Jakby jakaś tragedia w rodzinie. Wszystko u pana w domu w porządku?
Szczerze westchnął ciężko. Jeszcze trochę, i nie będzie w porządku wcale. jeżeli nie dostanę od pana jednego papierka.
Papierka? zmarszczyłem brwi. O jakim papierku mówisz?
Wiem, iż to brzmi absurdalnie Jan zrobił dramatyczną minę. Ale nie mam wyjścia. Chodzi o zaświadczenie. Dla mojej żony.
Proszę? aż mnie zatkało na chwilę. Zaświadczenie? Dla żony? W jakiej sprawie?
O tym, iż nic nas nie łączyło. I nie łączy.
Że co nas nie łączyło?
No, relacje takie jak między kobietą i mężczyzną.
Zwariował pan? aż pobladłem ze zdumienia. Czy mnie pan sobie teraz żartuje?
Niestety nie Od tej kartki z pana podpisem zależy przyszłość mojej rodziny. Moja żona uroiła sobie, iż się z panem spotykam. Że jesteśmy parą.
Przez dłuższą chwilę tylko się gapiłem w niego z otwartymi ustami. W końcu zapytałem ostrożnie:
Pani Anna kompletnie oszalała? Zaświadczenie od męża, iż nie miał romansu z szefową? Tego jeszcze nie słyszałem
Wiem, iż to wszystko dziwne westchnął Jan żałośnie. Ale nic nie poradzę! Mamy przecież dwójkę dzieci. Żona powiedziała, iż jeżeli nie przyniosę takiego zaświadczenia, to złoży pozew o rozwód. Zabierze dzieci i wyjedzie do mamy do Gdańska. To przecież koniec świata Błagam, spisz pan to, choćby miał to być największy absurd świata.
Panie Janie! aż nie mogę uwierzyć w tę rozmowę. Skąd w ogóle żonie przyszło do głowy, iż coś nas łączy? Przecież nigdy się choćby nie spotkałyśmy! I na pana koszulach nie było mojej szminki. O co jej chodzi?
O to Jan wyciągnął z kieszeni garnituru telefon, przesunął palcem i pokazał mi zdjęcie. O tę fotkę chodzi.
I co? spojrzałem z niedowierzaniem na zdjęcie całej naszej administracji. Mam takie samo w domu! Przecież to było po wręczeniu nam nagród przez prezydenta miasta.
Tak, z markotnym uśmiechem odparł Jan. Ale my tam stoimy obok siebie. I położyłem panu dłoń na ramieniu.
Bo nas było pełno, chcieliśmy wszyscy wejść w kadr!
No właśnie. Ale żona mówi, iż głowę pan skłonił, jakby do mojego serca. Że tak robią tylko kochające kobiety.
Proszę?! aż się zagotowałem. Jakie kochające kobiety! Przecież przesunąłem się bliżej, żeby kwiaty od pani Eweliny mi twarzy nie zasłoniły!
Tłumaczyłem żonie długo Im więcej, tym gorzej. Teraz już tylko zaświadczenie mnie uratuje. Naprawdę, panie Dyrektorze!
Bez przesady! zawołałem znowu. Czy pan naprawdę aż tak boi się swojej żony?
Tak, przyznaję się dla dzieci. Dla nich zrobię wszystko. Bez nich bym nie wytrzymał
Co za koszmar, mruknąłem, sięgnąłem po czystą kartkę. No dobrze skoro trzeba Dyktuj pan.
Proszę pisać: Ja, Zofia Rachwalska, niniejszym oświadczam, iż nie znoszę swojego zastępcy, Jana Pietrasiewicza.
Podniosłem na niego oczy ze zdziwieniem, ale gestem mnie pospieszył.
Tak, tak, nie znoszę. A najlepiej jeszcze: wręcz nie cierpię.
Przecież nie mogę napisać, iż nie cierpię kogoś, z kim pracuję!
To proszę dopisać: nie znoszę go jako mężczyzny. I za żadne pieniądze nie zgodziłabym się z nim spać. choćby za milion złotych. Podpis i pieczątka. Na wszelki wypadek.
Pieczątka jest w księgowości, powiedziałem odruchowo, czytając ten papier i łapiąc się za głowę.
Przecież to absurd, totalny absurd! powiedziałem zdecydowanym tonem, po czym zgiąłem kartkę i poderwałem ją na pół, potem jeszcze raz i jeszcze.
Co pan wyprawia?! wystraszony Jan zerwał się z krzesła. Przecież to dokument! Muszę go mieć!
Wie pan co uśmiechnąłem się dziwnie. Ja panu powiem jedno: niech pan się rozwiedzie z tą Anną, zanim się jeszcze pogrążycie.
Pan chyba żartuje! jęknął. Przecież ona mi dzieci zabierze! Wywiezie je na pewno!
Nie wywiezie, odpowiedziałem stanowczo. Mam znajomego, świetnego adwokata. Załatwi wszystko tak, iż dzieci zostaną przy panu.
Ale ja
A jeżeli coś, przerwałem mu, sam panu pomogę z opieką nad dziećmi.
Pan? Mnie? Naprawdę?
Pewnie. Ma pan u mnie szacunek jako zastępca. Znajdę panu świetną nianię, będzie pan zadowolony.
A Anna?
Anna niech jedzie do mamy do Gdańska albo niech przyjdzie do mnie, porozmawiamy szczerze, od serca. To lepsze niż idiotyczne zaświadczenia z podpisem i pieczątką.

Tego dnia pojąłem, jak absurdalne czasem bywają ludzkie podejrzenia i jak bardzo można się zaplątać, bojąc się konfrontacji. Czasem zamiast ulegać czyimś żądaniom, lepiej postawić sprawę jasno i szukać rozwiązania z głową w górze.

Idź do oryginalnego materiału