Otwórz, dotknij, przestaw – pop upowa historia sztuki.

nn6t.pl 3 godzin temu

Można dotykać i poznawać. Można się śmiać przy czymś, co chwilę później prowadzi do naprawdę trudnego pytania – z projektantką komunikacji wizualnej i inżynierką papieru rozmawia Maja Cieślak

Maja Cieślak: Siła Formy. Pop-Up. Artystki Polskie XX i XXI Wieku łączy historię sztuki z projektowaniem, inżynierią papieru i edukacją. Skąd wziął się pomysł, żeby o twórczości polskich artystek opowiedzieć właśnie dzięki książki pop-up? Co daje przestrzenna forma, czego nie daje tradycyjna publikacja?

Marta Maria Madej: Daje jakiś punkt zaczepienia. Możesz najpierw zobaczyć, dotknąć, zdziwić się, zaśmiać się, coś sobie pomyśleć, a dopiero później sprawdzić oryginał albo przeczytać tekst. Wiedza „książkowa” tam jest, tylko nie jest pierwszą rzeczą, która staje pomiędzy człowiekiem a pracą. Pojawia się pewna ciekawość i trochę więcej czasu. Pop-up jest językiem, którym często pracuję i lubię, więc kiedy zaczęłam myśleć o spotkaniu z twórczością tych artystek, naturalne było dla mnie przełożenie ich prac właśnie na papierową, przestrzenną formę.

MC: Jak wybierałaś artystki do projektu? Czy myślałaś o tej selekcji jako o próbie przepisania kanonu, z którego kobiece twórczynie przez lata były marginalizowane? Jak prowadzić taką opowieść, żeby pokazać jej możliwie pełny i różnorodny obraz?

MMM: Nie myślałam o tym projekcie jako o próbie napisania nowego kanonu. Wybór jest bardzo subiektywny. Zaczynałam od prac, które mnie interesowały i w których widziałam potencjał do przełożenia na język pop-upu. Czasem po pierwszych próbach okazywało się, iż dana praca w tej formie po prostu nie działa i wtedy zmieniałam wybór. Sam pomysł, żeby pracować wyłącznie z artystkami, wyrósł jednak z poczucia braku. Chciałam zobaczyć te kobiety razem. Czasami śmieję się z oznaczeń toalet, chociaż to jest trochę śmiech przez łzy.

Mamy toaletę męską i drugą toaletę, na której pojawia się kobieta, dziecko, osoba z niepełnosprawnością. Czyli trochę: mężczyźni i cała reszta. I takie komunikaty są adekwatnie wszędzie. Przestrzeń miejska też do nas mówi. Instytucje do nas mówią.

Tworząc tę książkę, chciałam po prostu zrobić przestrzeń, w której przez chwilę mówią tylko kobiety. Własnymi językami, bardzo różnymi od siebie i podobnymi zarazem. Bez dokładania im od razu etykiety feminizmu, ekologii czy jakiejś kolejnej kategorii, która ma wyjaśnić, o czym „jest” ich sztuka. Chciałam zobaczyć, co się stanie, kiedy po prostu będą obok siebie i kiedy przez chwilę to ich komunikaty wypełnią całe pole. Może właśnie takie małe działania pozwalają zauważyć, według jakich reguł na co dzień patrzymy i kto te reguły wcześniej ustawił. Nie po to, żeby od razu budować nowy porządek, tylko żeby w ogóle zacząć go widzieć i pytać „o co tu chodzi??”.

Marta Maria Madej, Detal projektu, Siła Formy. Pop-up. Artystki polskie XX i XXI wieku, 2025. Fot. Marta Szostek.

MC: W projekcie płaska reprodukcja dzieła zamienia się w obiekt, który można otworzyć, poruszyć, rozłożyć i zobaczyć z różnych stron. Jak wygląda proces takiego przekładania istniejącej pracy na język papieru? Gdzie kończy się rekonstrukcja, a zaczyna własna interpretacja?

MMM: adekwatnie nie umiem dokładnie powiedzieć, jak ten proces wygląda dokładnie w mojej głowie, bo to jest po prostu praca twórcza. Oczywiście dużo oglądam, czytam o danej pracy, próbuję zrozumieć, co jest w niej dla mnie ważne, ale potem przychodzi taki moment, kiedy trzeba się temu trochę oddać. Robię jakąś wersję, potem ewentualnie inną, coś zmieniam, przyglądam się. Jest w tym sporo sprawdzania i takiego flow, którego chyba nie potrafiłabym rozpisać na kolejne kroki. Czasami, chociaż raczej rzadko, pokazuję komuś powstającą formę i pytam po prostu: „co tu widzisz?”. Szczególnie przy pracach, które interpretuję bardzo abstrakcyjnie. Taki feedback jest dla mnie ciekawy, bo pokazuje, czy to, co zrobiłam, uruchamia jeszcze coś poza moją własną interpretacją. I chyba przez cały czas nie umiem do końca powiedzieć, gdzie w tym procesie kończy się rekonstrukcja, a zaczyna moja interpretacja. To jest dla mnie trochę niewygodne, czasem choćby wstydliwe, iż biorę czyjąś pracę i przepuszczam ją przez swój sposób myślenia. Ale na pewno wiem, iż metafora jest mi bardzo bliska, bo lubię takie bawienie się znaczeniem. W pracy projektantki taka umiejętność jest naprawdę bardzo istotna. I chyba rzeczywiście coraz bardziej świadomie traktuję metaforę jako jedno z moich narzędzi. No i pojawia się jeszcze widz. Najpierw jest praca artystki, potem moje sito a później ktoś ogląda tę formę i dokłada do niej własny obraz. Może zobaczyć to samo, co ja, lub coś zupełnie innego, uruchomić jakieś własne skojarzenie. I z tego, co obserwuję, bardzo często tak właśnie się dzieje. To jest dla mnie chyba najciekawsze, iż moja interpretacja nie kończy, tylko może poruszyć czyjąś wyobraźnię i uruchomić następne.

MC: Pop-up wymaga od odbiorcy fizycznego działania – trzeba czegoś dotknąć, pociągnąć, rozłożyć. Piszesz, iż ruch dłoni może stać się gestem interpretacyjnym. Co zmienia się w naszym odbiorze sztuki, kiedy zamiast tylko patrzeć, możemy ją również uruchomić?

MMM: Zmienia się przede wszystkim uwaga. Kiedy możemy czegoś dotknąć, uruchamiamy więcej zmysłów i wchodzimy w kontakt z pracą także poprzez ruch, opór materiału, przestrzeń. Wydaje mi się, iż dzięki temu doświadczenie mocniej zapisuje się w pamięci, bo pamiętamy już nie tylko to, co zobaczyliśmy, ale też to, co zrobiliśmy. Tak, w dużym skrócie.

Marta Maria Madej, Dokumentacja wystawy Przestrzeń między nami. Dekonstrukcja dystansu, Galeria Miejska Arsenał, Poznań, 2026, fot. Jakub Krzyżanowski

MC: Siła Formy nie proponuje jednej linearnej opowieści o historii sztuki. Karty można rozłączać, przestawiać i zestawiać ze sobą na nowo. Czy możliwość samodzielnego budowania wystawy jest również sposobem na podważenie tradycyjnego porządku?

MMM: Nie traktuję tego jako sposobu na podważenie tradycyjnego porządku. Historia zawsze jest układana pod jakimś kątem. Tworzenie historii jest trochę jak projektowanie. trzeba podjąć decyzję, w jaki sposób coś przedstawić.

Nie da się pokazać całej historii, wszystkich zależności, tego, co z czego wynika. To jest zbyt grzybiczne, zbyt mocno oparte na sieciach powiązań i asocjacji, żeby dało się je rozpisać w jednej linii. Idąc dalej, w pewnym sensie traktuje historyków jak kuratorów.

Kurator też podejmuje decyzję, o czym chce opowiedzieć, wybiera prace i układa z nich autorską opowieść. I ja nie chcę tego podważać, bo to są czyjeś wybory. Bardziej zależy mi na pokazaniu, iż można na te same rzeczy patrzeć z różnych stron. Można przestawić karty i zadać inne pytanie. Na przykład: co w tych dwóch pracach jest do siebie podobne? Co się wydarzy, kiedy położymy je obok siebie? Co wtedy zaczniemy widzieć? W takim układzie dzieła stają się też trochę narzędziami myślenia. Możemy przy ich pomocy zadawać pytania, porównywać swoje spostrzeżenia i rozmawiać. Nie jako przeciwności, nie po to, żeby coś obalać. Bardziej po to, żeby sprawdzić, jak jeszcze można na to spojrzeć, jak jeszcze można to poprzestawiać i co wtedy zobaczymy. Chodzi mi chyba przede wszystkim o poszerzanie perspektywy.

MC: Dużą rolę odgrywa tu edukacja, ale nie w formie klasycznego przekazywania wiedzy. Piszesz o edukacji, która ma przede wszystkim uruchamiać ciekawość, krytyczne myślenie i własne odkrywanie. Czy był taki moment, w którym zobaczyłaś, iż odbiorcy rzeczywiście zaczynają tworzyć własne interpretacje poprzez kontakt z książką?

MMM: Nie wiem, czy od razu nazwałabym to tworzeniem własnych interpretacji. Na pewno widzę, iż ludzie zaczynają się zastanawiać i rozmawiać ze sobą. Te książki miały już pokazy w Gdańsku, Warszawie, Szczecinie i kilka razy w Poznaniu, czasami zabieram je też na warsztaty. Zdarzało mi się również być incognito na własnych wystawach i po prostu podsłuchiwać ludzi. Pamiętam kolegę, poważnego prawnika, którego trochę zaciągnęłam na wystawę w Grid Hub w Gdańsku. W pewnym momencie nie miał już mojej pełnej atencji, więc chyba z nudów zaczął czytać teksty. Przyszedł do mnie i powiedział: „Okej, wiesz, teraz dopiero zacząłem to w ogóle kumać”. Bardzo zapamiętałam tę sytuację. Ucieszyła mnie. Dlatego chciałabym też pracować z tymi książkami inaczej niż tylko je wystawiać. Proponowałam już kilku instytucjom spotkania albo warsztaty wokół nich: rozpięcie kart, układanie ich na nowo, zestawianie prac ze sobą i budowanie rozmowy wokół tego, co się między nimi pojawia. Większość instytucji na razie w ogóle mi nie odpowiedziała, a chyba dwie napisały, iż nie są zainteresowane takim formatem. Trochę mnie to zaskakuje, bo właśnie tutaj widzę największy potencjał tych książek. Mam doświadczenie w uczeniu filozofii i pamiętam, iż kiedy zamiast od razu przekazywać wiedzę dawało się ludziom jakiś punkt zaczepienia albo dobrze postawione pytanie, rozmowa zaczynała działać zupełnie inaczej. Widzę to też przy młodszych osobach, również po reakcjach mojego syna i jego znajomych. Kiedy mają od czego zacząć, łatwiej wchodzą w temat i zaczynają mówić własnym językiem. Więc chyba najbardziej zależy mi właśnie na tym: żeby te książki nie kończyły się na oglądaniu. Chciałabym, żeby były pretekstem do rozmowy, porównywania i dalszego szukania.

Marta Maria Madej, Detal projektu, Siła Formy. Pop-up. Artystki polskie XX i XXI wieku, 2025. Fot. Marta Szostek.

MC: Pop-up kojarzy się często z książką dla dzieci, zabawką, ciekawostką. Ty wykorzystujesz tę formę do rozmowy o historii sztuki i krytycznym myśleniu. Czy właśnie element zabawy jest sposobem na przełamanie dystansu, który często oddziela odbiorców od sztuki współczesnej?

MMM: Tak, choć chyba zaczęłabym od tego, iż sam pop-up nie jest dla mnie formą dziecięcą. Prócz tego, iż jest to wymagające medium (tam jest matma, geometria, konstrukcja, materiał). Na świecie istnieje też mnóstwo książek pop-up dla dorosłych – o seksualności, intymności, śmierci, horrorze – więc to przypisanie pop-upu do dzieciństwa nie jest wcale takie oczywiste. W Polsce jest chyba po prostu bardzo silne. I może właśnie to zaczyna mnie coraz bardziej interesować: coś, co kojarzy się z zabawą, dotykiem albo przyjemnością, dostaje etykietę „dziecinne”, a tym samym trochę mniej poważne. Jakby dorosłość wymagała od nas pewnego zestawu zachowań: dystansu, kontroli, produktywności, wiedzy. A przecież można się bawić i jednocześnie bardzo poważnie myśleć. Można dotykać i poznawać. Można się śmiać przy czymś, co chwilę później prowadzi do naprawdę trudnego pytania. Chyba podobnie robię w innych miejscach. W książkach używam imion artystek, chociaż w wielu profesjonalnych sytuacjach nazwisko, tytuł i dystans wydają się bezpieczniejsze i bardziej „poważne”. Mnie właśnie ciekawi sprawdzanie takich reguł.

Może jestem po prostu małym rebelem, który co jakiś czas mówi: „hej, a dlaczego adekwatnie tak to robimy?”. Więc zabawa rzeczywiście pomaga mi przełamać dystans wobec sztuki współczesnej, ale chyba równie ważne jest dla mnie samo sprawdzanie, dlaczego ten dystans w ogóle tak chętnie produkujemy.

I może też trochę urządzam sobie dzięki temu świat, w którym sama czuję się lepiej.

Marta Maria Madej, Detal projektu, Siła Formy. Pop-up. Artystki polskie XX i XXI wieku, 2025. Fot. Marta Szostek.

MC: W projekcie spotykają się artystki z różnych pokoleń i epok. Co ujawnia się, kiedy zestawiamy ich prace poza chronologią?

MMM: Hegel pisał o sztuce, iż to jest wyraz tego jak dana epoka ogląda i rozumie samą siebie. Pewne tematy wracają, ale nie wracają w ten sam sposób. To samo słowo choćby nie gwarantuje wspólnego doświadczenia. Podobny temat w latach 60. i dzisiaj może znaczyć coś zupełnie innego, bo zmieniły się warunki życia kobiet, pozycja artystek, język sztuki i zakres tego, co można było w sztuce ujawnić. Dlatego ważne jest dla mnie, iż ta książka nie musi być czytana chronologicznie. Zresztą zaprojektowałam ją niechronologicznie. W zupełnie innym porządku. Wypinanie kart pozwala ten układ rozmontować: położyć obok siebie prace, które normalnie nigdy by się nie spotkały, i zobaczyć nie tylko, co je łączy, ale też gdzie zaczynają się rozchodzić. To, co wydarza się pomiędzy nimi jest sposobem, żeby zobaczyć, jak zmienia się nasza rzeczywistość.

MC: Tworząc własnymi rękami papierowe rekonstrukcje wchodzisz z danymi artystkami w dialog – a czy ten dialog wydarzył się też w rzeczywistości? Miałaś kontakt z artystkami, o których opowiadasz?

MMM: Przy dwóch pierwszych tomach zaczęłam adekwatnie od wysyłania maili do artystek z pytaniem, czy zgadzają się na to, żebym pracowała z ich dziełem. Część odpowiedziała, część nie. Formalnie wcale nie musiałam tego robić, ale zależało mi, żeby one o tym wiedziały. Miałam poczucie, iż kiedy interpretuję czyjąś pracę, to jednak trochę wchodzę w jej obszar, w coś, co jest dla tej osoby ważne, czasem pewnie bardzo osobiste. Przy trzecim tomie już tego nie zrobiłam. Niektóre artystki spotkałam na Nobody Reads This w Warszawie, gdzie byłam z książkami. Z częścią mam kontakt przez Instagram, czasem wysyłam im zdjęcia gotowych interpretacji. Te reakcje są raczej bardzo dobre. Czasami ktoś napisze więcej, czasami to jest po prostu serduszko albo jakieś „ojej, jakie to słodkie”, czasem ktoś udostępni pracę. Nie miałam sytuacji, w której któraś z artystek powiedziałaby mi wprost, iż jest niezadowolona z tego, co zrobiłam. Bardzo ważne było dla mnie na przykład spotkanie z Anną Baumgart, bo naprawdę bardzo cenię jej twórczość. Bardzo stresujące doświadczenie. Onieśmielające. Albo to, gdy inna artystka mnie obejmuje i mówi, iż tak dobrze zrobiłam jej pracę, iż jest wzruszona. Albo, inna sytuacja, iż moja praca mogłaby być jej kolejną pracą. Czy jestem więc jak Zelig? Może. Hahaha.

Marta Maria Madej na wystawie Przestrzeń między nami. Dekonstrukcja dystansu, Galeria Miejska Arsenał, Poznań, 2026, fot. Jakub Krzyżanowski

Marta Maria Madej – projektantka komunikacji wizualnej i strategii projektowej, paper engineer, scenografka, wykładowczyni i filozofka. Działa interdyscyplinarnie na styku projektowania, sztuki i edukacji. Pracuje z systemami komunikacji, publikacją, obiektem i przestrzenią, przechodząc między koncepcją, treścią, formą i realizacją. Szczególne miejsce w jej praktyce zajmuje papier i mechanika pop-up, które wykorzystuje zarówno jako narzędzie projektowe, jak i sposób badania relacji między obiektem, treścią i odbiorcą. Od sześciu lat związana z Akademią Sztuki w Szczecinie, gdzie pracuje na kierunkach Wzornictwo i Scenografia oraz na Studiach Kuratorskich. Współpracowała m.in. z Teatrem Animacji w Poznaniu, Teatrem Nowym w Poznaniu, Festiwalem Animator, Olsztyńskim Teatrem Lalek, Muzeum Narodowym w Gdańsku, Centrum Dialogu Przełomy, Filharmonią Szczecińską, Poznań Design Festiwal, Muzeum Narodowym w Szczecinie, IAAC Fab Lab Barcelona, Estradą Poznańską, Teatrem Lalek Pleciuga oraz Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski. Współtwórczyni Grupy SRA.

Już 26.09.2026 w Bęc Księgarni otwieramy wystawę Siła formy, pop-up Marty Madej prezentujący jej publikacje oraz projekty im towarzyszące.

Idź do oryginalnego materiału