Najbardziej reprezentacyjną, sunącą z przodu cepeliowską macką pozostawała „twórczość ludowa”. „Ludowość Cepelii została skonstruowana jako towar – piszą kuratorzy wystawy – który miał przekazywać miejskim odbiorcom (a dodajmy, iż i zagranicznym – P.S.) emocje i wartości zakorzenione w romantycznym koncepcie ludu”. Teoretycznie więc cel wyznaczono precyzyjnie. Ale praktyka bardzo go komplikowała. Bo czyż ma to być rzemiosło, rękodzieło czy sztuka? Autentyki, kopie, zapożyczenia, wariacje na temat czy luźny dobór motywów? A może produkt przemysłowy? Owoc tradycji ludowej czy jej skomercjalizowany ekstrakt? Produkt masowy czy krótkoseryjny, a choćby zindywidualizowany? A jeżeli masowy, to jak utrzymać dobrą jakość? A jeżeli krótkoseryjny, to jak utrzymać niskie ceny?
Kolejne dekady przynosiły więc nieustanne ścieranie się oczekiwań artystów, etnografów, polityków i władz przedsiębiorstwa. Efektem tego stał się tzw. styl cepeliowski – dla miast i dla świata, oficjalny wyznacznik, jak wzór z Sèvres, tzw. chłopskiej kultury materialnej.


