O tym, jakim gwiazdom i filmom Amerykańska Akademia Filmowa przyzna Oscary 2026, dowiemy się w nocy z niedzieli na poniedziałek (15-16 marca). Zanim to jednak nastąpi, nie ustajemy w rozgryzaniu, do kogo mogą powędrować nagrody. Wy na swoich faworytów możecie wciąż głosować w naszej ankiecie, którą znajdziecie POD LINKIEM TUTAJ.
My też zrobiliśmy burzę mózgów w naszym redakcyjnym gronie i wspólnie wytypowaliśmy zwycięzców. Czy będą to trafione strzały? Nie możemy się doczekać. Dajcie znać, jak Wy obstawiacie.
TRWA ANKIETA OSCAROWA! GŁOSY MOŻECIE ODDAWAĆ, KLIKAJĄC TUTAJ
NAJLEPSZY FILM
W tym roku oscarowa pula jest wyjątkowo mocna, ale wszystko wskazuje na to, iż pojedynek w kategorii "Najlepszy film" rozegra się między dwoma tytułami. "Jedna bitwa po drugiej" czy "Grzesznicy"? Kto wie! Wbrew pozorom sporo je łączy: oba wykorzystują matrycę kina gatunków do opowiedzenia politycznie naładowanych historii, które rezonują z gorącym światem za oknem. Koniec końców o wyniku starcia może przesądzić skład Akademii. Fenomen "Grzeszników" wydaje się najsilniejszy w USA, a grono głosujących w ostatnich latach znacznie powiększono o twórców spoza Ameryki – film Andersona może na tym skorzystać. Na korzyść "Jednej bitwy po drugiej" pracuje też ten sam argument, który – przynajmniej naszym zdaniem – powinien zapewnić Andersonowi również Oscara za reżyserię: czyli to, iż zasługiwał od dawna. Na szczęście – jeżeli PTA faktycznie zwycięży – w tym wypadku nie będzie to tylko nagroda "za całokształt". Bo nakręcił (kolejny) świetny film.
Wygra: "Jedna bitwa po drugiej"
REŻYSERIA
Jedną z rzeczy, które najbardziej lubi Akademia – oprócz aktora rehabilitującego się po latach świetną rolą – jest nadrabianie zaległości. A fakt, iż Paul Thomas Anderson wciąż czeka na Oscara za najlepszą reżyserię, to jedna z największych zaległości Akademii. Jej członkowie nominowali go już za "Aż poleje się krew", za "Nić widmo", za "Licorice Pizza" – ale Oscara nie dali. jeżeli kiedyś ma się to wydarzyć, to teraz. "Jedna bitwa po drugiej" jest w końcu nie tylko popisem reżyserii, ale też popisem reżyserskiej witalności: Anderson pręży tu bowiem muskuły w dziedzinach, których dotychczas nie tykał, inscenizując sceny akcji czy pościg samochodowy. Reżyseria "Jednej bitwy po drugiej" przyniosła już Andersonowi m.in. Złotego Globa i nagrody BAFTA, Critics' Choice oraz Amerykańskiej Gildii Reżyserów Filmowych. Brakuje tylko jednej.
Wygra: Paul Thomas Anderson – "Jedna bitwa po drugiej"
AKTOR PIERWSZOPLANOWY
W kategorii "Najlepszy aktor pierwszoplanowy" mamy wiele znakomitych kreacji, ale tylko jedna z nich definiuje cały ton, rytm i wyjątkowy charakter swojej produkcji. Timothée Chalamet jest Wielkim Martym w nie mniejszym stopniu niż jest "Wielkim Martym" – wyjątkową choćby jak na kino Josha Safdiego energią niebiorącej jeńców motywacji i zawadiackiej bezczelności. Dowody jej moc aktor pozostawia zarówno poza ekranem (kilka lat przygotowań na treningach tenisa stołowego), jak i na nim (dosłownie każda scena). Mamy nadzieję, iż po w pełni zasłużonym Oscarze poczuje satysfakcję nie mniejszą niż jego bohater po wycieńczającym starciu z Koto Endo – i tak samo jak on będzie mógł poświęcić się w końcu dojrzalszej roli (czy też: rolom). Co prawda bukmacherzy i amerykańscy dziennikarze przewidują, iż na ostatniej prostej Michael B. Jordan ("Grzesznicy") może sprzątnąć Chalametowi Oscara sprzed nosa, ale w redakcji Filmwebu wierzymy jednak w rozsądek, kompetencję i dobry gust Akademików.
Wygra: Timothee Chalamet – "Wielki Marty"
AKTORKA PIERWSZOPLANOWA
Jeśli jest jakaś kategoria na tegorocznych Oscarach, w której wynik jest już przesądzony, to jest nią zdecydowanie najlepsza aktorka pierwszoplanowa. Fantastyczna rola Jessie Buckley w filmie "Hamnet" została już doceniona na Złotych Globach, BAFTA i – co chyba najważniejsze – przez samych aktorów. I słusznie, bo jej przejmująca kreacja naprawdę zapada w pamięci, definiując cały film. To m.in. dzięki niej w redakcji tak bardzo zachwyciliśmy się filmem "Hamnet", iż przyznaliśmy mu znak jakości Filmweb Poleca. Jesteśmy też przekonani, iż Jessie Buckley za swoją rolę odbierze Oscara.
Wygra: Jessie Buckley – "Hamnet"
DRUGOPLANOWA ROLA MĘSKA
"Najlepszy aktor drugoplanowy" to jedna z bardziej nieprzewidywalnych oscarowych kategorii w tym sezonie. Na przestrzeni ostatnich miesięcy nominowani w niej artyści zdobywali różne prestiżowe wyróżnienia, co sprawia, iż trudno dziś wskazać jednoznacznego faworyta. Jacob Elordi zgarnął Critics Choice Awards, Benicio del Toro zdobył kilka statuetek od stowarzyszeń krytyków w tym National Board of Review. Stellan Skarsgård wygrał Złoty Glob, a Sean Penn – BAFTA i nagrodę Gildii Aktorów. Przyparci do muru obstawiamy, iż finalnie to właśnie ten ostatni zatriumfuje w nocy z niedzieli na poniedziałek, sięgając po trzeciego Oscara w karierze.
Wygra: Sean Penn – "Jedna bitwa po drugiej"
DRUGOPLANOWA ROLA KOBIECA
Każda ceremonia potrzebuje emocji, niepewności, niespodzianek. Na tegorocznej gali oscarowej ich źródłem będzie kategoria najlepsza aktorka drugoplanowa. Odnosimy wrażenie, iż łatwiej przewidzieć to, czy lato w tym roku będzie upalne, niż która z aktorek zdobędzie Oscara. Teyana Taylor dostała Złoty Glob. Wunmi Mosaku ma na swoim koncie statuetki Gotham i BAFTA. A Amy Madigan otrzymała nagrodę Gildii Aktorów. W redakcji ostatecznie postawiliśmy właśnie na Madigan. Wiemy, iż kino gatunkowe na Oscarach ma zawsze trudniej, ale rola Gladys Lilly z filmu "Zniknięcia" jest tak wybitna, iż byłoby wielką niesprawiedliwością, gdyby została zignorowana przez członków Akademii.
Wygra: Amy Madigan – "Zniknięcia"
SCENARIUSZ ORYGINALNY
Jedno jest pewne: Ryan Coogler nie opuści gali w Dolby Theatre z pustymi rękami. W związku z tym, iż Oscar za reżyserię najprawdopodobniej trafi do Paula Thomasa Andersona, Akademia w ramach nagrody pocieszenia obdaruje twórcę "Grzeszników" statuetką za najlepszy scenariusz oryginalny. Przypomnijmy, iż Cooglera w tej kategorii wyróżniły wcześniej m.in. Gildia Scenarzystów oraz kapituły BAFTA i Critics' Choice Awards.
Wygra: "Grzesznicy"
SCENARIUSZ ADAPTOWANY
"Jedna bitwa po drugiej" – luźno oparta na rozliczającej się z kontrkulturą powieści "Vineland" Thomasa Pynchona – przyniosła już Paulowi Thomasowi Andersonowi Złoty Glob, nagrodę BAFTA, nagrodę Amerykańskiej Gildii Scenarzystów oraz szereg wyróżnień od stowarzyszeń krytyków filmowych. Oscar wydaje się więc po prostu formalnością. Twórca "Magnolii", który z prozą twórcy "Tęczy grawitacji" zmierzył się już w "Wadzie ukrytej", traktuje literacki pierwowzór raczej jako punkt wyjścia do nowej historii niż gotowy scenariusz. Osadzając akcję w latach 20. XXI wieku, Anderson powtarza za Karolem Marksem, iż historia powtarza się najpierw jako tragedia, a potem jako farsa. A przy okazji przypomina, iż wybitna adaptacja nie musi – a może wręcz nie powinna? – trzymać się niewolniczo litery oryginału.
Wygra: "Jedna bitwa po drugiej"
FILM MIĘDZYNARODOWY
W tegorocznej kategorii "Najlepszy film międzynarodowy" aż 4 na 5 filmów to tytuły wyróżnione w trakcie zeszłorocznego Festiwalu Filmowego w Cannes. Chociaż ta statystyka mogłaby sugerować zestrojenie gustów amerykańskich akademików i jurorów z Lazurowego Wybrzeża, naszym zdaniem Oscara nie otrzyma wcale zdobywca Złotej Palmy, ale laureatka srebrnego medalu – sięgająca po Grand Prix "Wartość sentymentalna”. Reżyserujący film Joachim Trier po raz kolejny rozkochał światową publikę norweskim projektem, ale po raz pierwszy zebrał za to aż 9 nominacji do Oscara, ustanawiając tym samym nowy rekord w historii skandynawskiego kina. Jego film zdobędzie statuetkę, bo znakomite aktorstwo, perfekcyjna konstrukcja scenariusza i poruszające międzyludzkie wnioski są kwestiami ponadnarodowymi, a występujące w produkcji gwiazdy to postacie dobrze znane amerykańskiej publice. Trier nie może jednak czuć się zbyt pewnie. Wysokie notowania jego konkurenta, Klebera Mendonçi Filho, biorą się ze sporej liczby Brazylijczyków zasiadających w szeregach Akademii. To właśnie oni – zdaniem reżysera "Sirât" Olivera Laxe – mogą sprawić, iż "nawet but otrzyma Oscara, jeżeli zgłosi go Brazylia". Tym gorzej dla reszty stawki, iż zamiast buta zgłosiła wybitnego "Tajnego Agenta".
Wygra: "Wartość sentymentalna"
FILM ANIMOWANY
W tym roku o Oscary konkurują dwa filmy opowiadające o demonach i muzyce. Nie mamy wątpliwości, iż złota statuetka powędruje do jednego z nich – i będzie to animacja "K-popowe łowczynie demonów". Produkcja Netfliksa szturmem podbiła serca widowni (najpierw na platformie, a następnie w amerykańskich kinach, gdzie zorganizowano serię pokazów specjalnych). Trudno się dziwić, bo za fasadą muzycznego fenomenu koreańskiego popu kryje się historia o sile przyjaźni, odwadze w wyrażaniu siebie oraz odwiecznej walce dobra ze złem. A poza tym dawno nie spotkaliśmy tak fajnych bohaterek jak Rumi, Mira i Zoey. Dziewczyny są dla pokolenia współczesnych dziewczynek tym samym, czym dla ich mam były Czarodziejka z Księżyca czy Atomówki. Trzymamy też kciuki za drugą statuetkę – dla najlepszej piosenki.
Wygra: "K-popowe łowczynie demonów"
My też zrobiliśmy burzę mózgów w naszym redakcyjnym gronie i wspólnie wytypowaliśmy zwycięzców. Czy będą to trafione strzały? Nie możemy się doczekać. Dajcie znać, jak Wy obstawiacie.
TRWA ANKIETA OSCAROWA! GŁOSY MOŻECIE ODDAWAĆ, KLIKAJĄC TUTAJ
OSCARY 2026: Kto wygra w najważniejszych kategoriach? Redakcja Filmwebu typuje
NAJLEPSZY FILM
W tym roku oscarowa pula jest wyjątkowo mocna, ale wszystko wskazuje na to, iż pojedynek w kategorii "Najlepszy film" rozegra się między dwoma tytułami. "Jedna bitwa po drugiej" czy "Grzesznicy"? Kto wie! Wbrew pozorom sporo je łączy: oba wykorzystują matrycę kina gatunków do opowiedzenia politycznie naładowanych historii, które rezonują z gorącym światem za oknem. Koniec końców o wyniku starcia może przesądzić skład Akademii. Fenomen "Grzeszników" wydaje się najsilniejszy w USA, a grono głosujących w ostatnich latach znacznie powiększono o twórców spoza Ameryki – film Andersona może na tym skorzystać. Na korzyść "Jednej bitwy po drugiej" pracuje też ten sam argument, który – przynajmniej naszym zdaniem – powinien zapewnić Andersonowi również Oscara za reżyserię: czyli to, iż zasługiwał od dawna. Na szczęście – jeżeli PTA faktycznie zwycięży – w tym wypadku nie będzie to tylko nagroda "za całokształt". Bo nakręcił (kolejny) świetny film.
Wygra: "Jedna bitwa po drugiej"
***
Jedną z rzeczy, które najbardziej lubi Akademia – oprócz aktora rehabilitującego się po latach świetną rolą – jest nadrabianie zaległości. A fakt, iż Paul Thomas Anderson wciąż czeka na Oscara za najlepszą reżyserię, to jedna z największych zaległości Akademii. Jej członkowie nominowali go już za "Aż poleje się krew", za "Nić widmo", za "Licorice Pizza" – ale Oscara nie dali. jeżeli kiedyś ma się to wydarzyć, to teraz. "Jedna bitwa po drugiej" jest w końcu nie tylko popisem reżyserii, ale też popisem reżyserskiej witalności: Anderson pręży tu bowiem muskuły w dziedzinach, których dotychczas nie tykał, inscenizując sceny akcji czy pościg samochodowy. Reżyseria "Jednej bitwy po drugiej" przyniosła już Andersonowi m.in. Złotego Globa i nagrody BAFTA, Critics' Choice oraz Amerykańskiej Gildii Reżyserów Filmowych. Brakuje tylko jednej.
Wygra: Paul Thomas Anderson – "Jedna bitwa po drugiej"
***
AKTOR PIERWSZOPLANOWY
W kategorii "Najlepszy aktor pierwszoplanowy" mamy wiele znakomitych kreacji, ale tylko jedna z nich definiuje cały ton, rytm i wyjątkowy charakter swojej produkcji. Timothée Chalamet jest Wielkim Martym w nie mniejszym stopniu niż jest "Wielkim Martym" – wyjątkową choćby jak na kino Josha Safdiego energią niebiorącej jeńców motywacji i zawadiackiej bezczelności. Dowody jej moc aktor pozostawia zarówno poza ekranem (kilka lat przygotowań na treningach tenisa stołowego), jak i na nim (dosłownie każda scena). Mamy nadzieję, iż po w pełni zasłużonym Oscarze poczuje satysfakcję nie mniejszą niż jego bohater po wycieńczającym starciu z Koto Endo – i tak samo jak on będzie mógł poświęcić się w końcu dojrzalszej roli (czy też: rolom). Co prawda bukmacherzy i amerykańscy dziennikarze przewidują, iż na ostatniej prostej Michael B. Jordan ("Grzesznicy") może sprzątnąć Chalametowi Oscara sprzed nosa, ale w redakcji Filmwebu wierzymy jednak w rozsądek, kompetencję i dobry gust Akademików.
Wygra: Timothee Chalamet – "Wielki Marty"
***
AKTORKA PIERWSZOPLANOWA
Jeśli jest jakaś kategoria na tegorocznych Oscarach, w której wynik jest już przesądzony, to jest nią zdecydowanie najlepsza aktorka pierwszoplanowa. Fantastyczna rola Jessie Buckley w filmie "Hamnet" została już doceniona na Złotych Globach, BAFTA i – co chyba najważniejsze – przez samych aktorów. I słusznie, bo jej przejmująca kreacja naprawdę zapada w pamięci, definiując cały film. To m.in. dzięki niej w redakcji tak bardzo zachwyciliśmy się filmem "Hamnet", iż przyznaliśmy mu znak jakości Filmweb Poleca. Jesteśmy też przekonani, iż Jessie Buckley za swoją rolę odbierze Oscara.
Wygra: Jessie Buckley – "Hamnet"
***
DRUGOPLANOWA ROLA MĘSKA
"Najlepszy aktor drugoplanowy" to jedna z bardziej nieprzewidywalnych oscarowych kategorii w tym sezonie. Na przestrzeni ostatnich miesięcy nominowani w niej artyści zdobywali różne prestiżowe wyróżnienia, co sprawia, iż trudno dziś wskazać jednoznacznego faworyta. Jacob Elordi zgarnął Critics Choice Awards, Benicio del Toro zdobył kilka statuetek od stowarzyszeń krytyków w tym National Board of Review. Stellan Skarsgård wygrał Złoty Glob, a Sean Penn – BAFTA i nagrodę Gildii Aktorów. Przyparci do muru obstawiamy, iż finalnie to właśnie ten ostatni zatriumfuje w nocy z niedzieli na poniedziałek, sięgając po trzeciego Oscara w karierze.
Wygra: Sean Penn – "Jedna bitwa po drugiej"
***
Każda ceremonia potrzebuje emocji, niepewności, niespodzianek. Na tegorocznej gali oscarowej ich źródłem będzie kategoria najlepsza aktorka drugoplanowa. Odnosimy wrażenie, iż łatwiej przewidzieć to, czy lato w tym roku będzie upalne, niż która z aktorek zdobędzie Oscara. Teyana Taylor dostała Złoty Glob. Wunmi Mosaku ma na swoim koncie statuetki Gotham i BAFTA. A Amy Madigan otrzymała nagrodę Gildii Aktorów. W redakcji ostatecznie postawiliśmy właśnie na Madigan. Wiemy, iż kino gatunkowe na Oscarach ma zawsze trudniej, ale rola Gladys Lilly z filmu "Zniknięcia" jest tak wybitna, iż byłoby wielką niesprawiedliwością, gdyby została zignorowana przez członków Akademii.
Wygra: Amy Madigan – "Zniknięcia"
***
SCENARIUSZ ORYGINALNY
Jedno jest pewne: Ryan Coogler nie opuści gali w Dolby Theatre z pustymi rękami. W związku z tym, iż Oscar za reżyserię najprawdopodobniej trafi do Paula Thomasa Andersona, Akademia w ramach nagrody pocieszenia obdaruje twórcę "Grzeszników" statuetką za najlepszy scenariusz oryginalny. Przypomnijmy, iż Cooglera w tej kategorii wyróżniły wcześniej m.in. Gildia Scenarzystów oraz kapituły BAFTA i Critics' Choice Awards.
Wygra: "Grzesznicy"
***
SCENARIUSZ ADAPTOWANY
"Jedna bitwa po drugiej" – luźno oparta na rozliczającej się z kontrkulturą powieści "Vineland" Thomasa Pynchona – przyniosła już Paulowi Thomasowi Andersonowi Złoty Glob, nagrodę BAFTA, nagrodę Amerykańskiej Gildii Scenarzystów oraz szereg wyróżnień od stowarzyszeń krytyków filmowych. Oscar wydaje się więc po prostu formalnością. Twórca "Magnolii", który z prozą twórcy "Tęczy grawitacji" zmierzył się już w "Wadzie ukrytej", traktuje literacki pierwowzór raczej jako punkt wyjścia do nowej historii niż gotowy scenariusz. Osadzając akcję w latach 20. XXI wieku, Anderson powtarza za Karolem Marksem, iż historia powtarza się najpierw jako tragedia, a potem jako farsa. A przy okazji przypomina, iż wybitna adaptacja nie musi – a może wręcz nie powinna? – trzymać się niewolniczo litery oryginału.
Wygra: "Jedna bitwa po drugiej"
***
FILM MIĘDZYNARODOWY
W tegorocznej kategorii "Najlepszy film międzynarodowy" aż 4 na 5 filmów to tytuły wyróżnione w trakcie zeszłorocznego Festiwalu Filmowego w Cannes. Chociaż ta statystyka mogłaby sugerować zestrojenie gustów amerykańskich akademików i jurorów z Lazurowego Wybrzeża, naszym zdaniem Oscara nie otrzyma wcale zdobywca Złotej Palmy, ale laureatka srebrnego medalu – sięgająca po Grand Prix "Wartość sentymentalna”. Reżyserujący film Joachim Trier po raz kolejny rozkochał światową publikę norweskim projektem, ale po raz pierwszy zebrał za to aż 9 nominacji do Oscara, ustanawiając tym samym nowy rekord w historii skandynawskiego kina. Jego film zdobędzie statuetkę, bo znakomite aktorstwo, perfekcyjna konstrukcja scenariusza i poruszające międzyludzkie wnioski są kwestiami ponadnarodowymi, a występujące w produkcji gwiazdy to postacie dobrze znane amerykańskiej publice. Trier nie może jednak czuć się zbyt pewnie. Wysokie notowania jego konkurenta, Klebera Mendonçi Filho, biorą się ze sporej liczby Brazylijczyków zasiadających w szeregach Akademii. To właśnie oni – zdaniem reżysera "Sirât" Olivera Laxe – mogą sprawić, iż "nawet but otrzyma Oscara, jeżeli zgłosi go Brazylia". Tym gorzej dla reszty stawki, iż zamiast buta zgłosiła wybitnego "Tajnego Agenta".
Wygra: "Wartość sentymentalna"
***
W tym roku o Oscary konkurują dwa filmy opowiadające o demonach i muzyce. Nie mamy wątpliwości, iż złota statuetka powędruje do jednego z nich – i będzie to animacja "K-popowe łowczynie demonów". Produkcja Netfliksa szturmem podbiła serca widowni (najpierw na platformie, a następnie w amerykańskich kinach, gdzie zorganizowano serię pokazów specjalnych). Trudno się dziwić, bo za fasadą muzycznego fenomenu koreańskiego popu kryje się historia o sile przyjaźni, odwadze w wyrażaniu siebie oraz odwiecznej walce dobra ze złem. A poza tym dawno nie spotkaliśmy tak fajnych bohaterek jak Rumi, Mira i Zoey. Dziewczyny są dla pokolenia współczesnych dziewczynek tym samym, czym dla ich mam były Czarodziejka z Księżyca czy Atomówki. Trzymamy też kciuki za drugą statuetkę – dla najlepszej piosenki.
Wygra: "K-popowe łowczynie demonów"















