Ornette w Falconie – rock n’ rollowa energia, niespodzianki i powrót do Oddziału Zamkniętego

strefamusicart.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: Ornette, 27.09.26 Falcon68


Niedziela, 27 września, przywitała Warszawę całkiem przyjemną, niemal jeszcze letnią pogodą. Wieczorem warto było jednak przenieść się z ulic do klubu Falcon, gdzie tego dnia na scenie pojawił się Grzegorz „Ornette” Stępień z zespołem. Zanim jednak główny bohater wieczoru chwycił za bas i mikrofon, publiczność rozgrzała warszawska grupa Libieria WWA.

Koncert rozpoczął się około 19:30. Libieria WWA to trzech młodych chłopaków z Warszawy, grających muzykę z pogranicza new wave i rocka alternatywnego, mocno czerpiącą z brzmienia i energii lat 2000. Nie jest to może do końca moja bajka muzyczna, ale trzeba przyznać, iż chłopaki dają radę. Było energicznie, bez niepotrzebnego kombinowania i przede wszystkim z wyraźnym pomysłem na własne granie. Jak się później okazało, muzycy Libierii są również znajomymi głównej gwiazdy wieczoru, więc ich obecność tego dnia nie była przypadkowa.

Około 20:40 na scenie pojawił się Ornette wraz z zespołem i od pierwszych minut można było wyczuć, iż będzie to wieczór z dużą dawką energii. Grzegorz już na początku zapowiadał, iż podczas koncertu nie zabraknie niespodzianek. I rzeczywiście – słowa dotrzymał.

Pierwsza część koncertu należała do autorskiego materiału Ornette. „Ucieknijmy” od razu nadało odpowiednie tempo całemu wieczorowi, a „Do końca” oraz „Baw się” tylko je podkręciły. Nie zabrakło również bardziej melodyjnych momentów – „Twarzą” i „Tajemnica” pozwoliły na chwilę złapać oddech, choć koncert zdecydowanie nie zamierzał zwalniać na długo.

„Po co” i „Lokomotywa” ponownie postawiły na mocniejsze, bardziej rockowe granie, a „Dom” przyniósł nieco inny klimat. Kolejne „Możesz wszystko” oraz „Możesz na noc” pokazały z kolei bardziej przebojową stronę repertuaru Ornette.

Przy „Lunatykach” zrobiło się jeszcze ciekawiej. Był to bowiem cover Dżemu. Osobiście nie jestem wielkim fanem tego zespołu, ale trzeba przyznać, iż w wykonaniu Ornette utwór wypadł naprawdę dobrze i dobrze wpasował się w całość koncertu.

Następnie przyszedł czas na „Sex Cigarette”, po którym atmosfera zrobiła się jeszcze gorętsza. I właśnie wtedy rozpoczęła się zapowiadana wcześniej seria niespodzianek.

Ornette, który przez około 20 lat był basistą Oddziału Zamkniętego, zapowiedział kilka utworów związanych z tym okresem swojej muzycznej działalności. Już przy „Ten Wasz Świat” na scenie pojawił się Wojtek Pogorzelski, lider i współzałożyciel Oddziału Zamkniętego.

I tutaj koncert wszedł na zupełnie inny poziom. „Ten Wasz Świat”, „Ich marzenia”, „Gdyby nie Ty” oraz „Party” to numery, które dla wielu osób na sali były prawdopodobnie podróżą w czasie. Szczególnie dobrze wypadło „Gdyby nie Ty” (zagrany nieco ostrzej niż oryginalna wersja balladowa), po którym było już jasne, iż publiczność nie zamierza tego wieczoru pozostawać jedynie biernym obserwatorem. Klasyczne numery Oddziału Zamkniętego gwałtownie przejęły salę, a wspólne śpiewanie było jednym z najmocniejszych punktów całego koncertu.

I właśnie taki był ten koncert – pełen energii, niespodzianek i przede wszystkim grania bez oglądania się na zegarek. Choć koncert nie był wyprzedany, absolutnie nie było tego widać. Publiczność zrobiła swoje, reagując na muzykę, śpiewając razem z zespołem i tworząc atmosferę, której niejeden większy, wyprzedany koncert mógłby pozazdrościć.

Ornette pokazał, iż niezależnie od tego, czy gra własne numery, czy wraca do swojej historii związanej z Oddziałem Zamkniętym, potrafi stworzyć na scenie prawdziwie rockową atmosferę. A niedzielny wieczór w Falconie zdecydowanie miał swoją moc.

Relacja Kacper

Ornette / 27.09.2026 / Klub Falcon

Idź do oryginalnego materiału