Orkiestra uczy słuchania innych

kulturaupodstaw.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: fot. Magda Karolczak


Sebastian Gabryel: Fagot niewątpliwie ma w sobie coś nieoczywistego – potrafi być głosem tła, ironicznym komentarzem, ale też bardzo śpiewnym instrumentem solowym. Co ty w nim usłyszałeś takiego, iż właśnie ten instrument stał się twoim językiem?

Bartosz Krzyśka: Od początku mojej przygody z tym instrumentem fagot wydawał mi się niezwykle wyjątkowy, ponieważ potrafi przekazywać ogromną gamę emocji: od lirycznych, śpiewnych melodii, przez energiczne i rubaszne fragmenty, aż po mroczne, głębokie brzmienia w dolnych rejestrach. Myślę, iż właśnie ta jego niejednoznaczność i różnorodność najbardziej mnie w nim przyciągnęły.

Z czasem zacząłem odkrywać, iż fagot daje ogromne możliwości opowiadania historii dźwiękiem. Nie jest instrumentem oczywistym, często pozostaje trochę ukryty w strukturze orkiestry i mniej rozpoznawalny dla osób spoza środowiska muzycznego.

Kiedy pojawia się jako solista, potrafi mówić niezwykle szczerze, emocjonalnie i głęboko. Mam wrażenie, iż właśnie w tej subtelności i autentyczności odnalazłem swój własny język muzyczny.

Mimo iż fagot jest instrumentem mniej popularnym w świadomości publicznej, uważam, iż posiada niezwykle bogaty charakter i ogromny potencjał artystyczny. Odkrywanie jego różnych barw, możliwości i emocjonalności sprawia mi olbrzymią satysfakcję i motywuje mnie do dalszego rozwoju.

SG: Wydaje się, iż z roku na rok w twojej drodze coraz mocniej obecne jest myślenie orkiestrą – przekonują o tym twoje doświadczenia w Poznaniu, Düsseldorfie, Berlinie, a także kolejne akademie i praktyki. Kiedy poczułeś, iż nie uczysz się już tylko gry na instrumencie, ale całego sposobu funkcjonowania w dużym organizmie muzycznym?

BK: W momencie rozpoczęcia edukacji na Akademii Muzycznej zacząłem brać udział w wielu projektach orkiestrowych i artystycznych. Był to czas, kiedy rozpocząłem między innymi współpracę z Adamem Sztabą w projekcie SoMusic Orchestra oraz uczestniczyłem w wielu innych inicjatywach muzycznych. To był moment, w którym odkryłem, iż nie zawsze gra solowa daje mi tyle satysfakcji, co muzykowanie orkiestrowe i kameralne.

Bartosz Krzyśka, fot. materiały prasowe

Oczywiście wykonywanie repertuaru solowego wciąż bardzo mnie fascynuje, ponieważ daje możliwość pełnego przekazania własnej interpretacji i indywidualnej wrażliwości muzycznej. Jednak gra w orkiestrze i zespołach kameralnych jest dla mnie jeszcze bardziej wyjątkowa. Podczas wspólnego muzykowania trzeba nieustannie słuchać innych, reagować na najmniejsze zmiany i myśleć o muzyce jako o jednej wspólnej przestrzeni. To moment, w którym przestajemy skupiać się wyłącznie na sobie, a najważniejsze staje się budowanie wspólnego brzmienia, energii i emocji.

Na początku swojej drogi skupiałem się głównie na własnej partii i technice, jednak z czasem zacząłem rozumieć, iż orkiestra jest żywym organizmem, w którym wszystko jest ze sobą połączone. Ogromne znaczenie miały dla mnie doświadczenia pracy z profesjonalnymi zespołami i obserwowanie najlepszych muzyków – tego, jak wzajemnie się słuchają, reagują na kolor dźwięku, oddech czy energię płynącą z zespołu.

W pewnym momencie zrozumiałem, iż granie w orkiestrze to nie tylko wykonywanie swojej partii, ale przede wszystkim współtworzenie jednej wspólnej muzycznej narracji. Jestem osobą, która bardzo lubi współpracę z innymi muzykami, ponieważ daje ona możliwość ciągłego rozwoju, wymiany doświadczeń oraz poznawania nowych, inspirujących ludzi. Uważam, iż właśnie takie spotkania i wspólne muzykowanie najbardziej rozwijają muzyczną wrażliwość i uczą otwartości.

SG: Orkiestra wymaga od muzyka trochę paradoksalnej postawy – trzeba mieć własny charakter, ale też umieć zniknąć w brzmieniu zespołu. To jest trudne do wypracowania?

BK: Tak, to zdecydowanie wymaga czasu i dużej świadomości muzycznej. To bardzo trudna umiejętność i uważam, iż jeszcze długo będę się tego uczyć. W orkiestrze trzeba umieć zachować własną osobowość i muzyczną wrażliwość, ale jednocześnie nie można myśleć wyłącznie o sobie. To ciągłe balansowanie między indywidualnością a wspólnym brzmieniem sekcji.

Dla mnie bardzo interesujące jest właśnie to, iż orkiestra uczy słuchania innych, znajdowania wspólnego brzmienia i barwy. Czasami największą wartością nie jest bycie najbardziej słyszalnym, ale umiejętność idealnego wtopienia się w kolor orkiestry i wspólne budowanie muzycznego napięcia.

SG: Nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, ale mam wrażenie, iż fagocista często słyszy muzykę niejako od środka – przez harmonię, puls, kolor, relację z innymi głosami. Czy ten instrument uczy trochę innego rodzaju słuchania niż instrumenty bardziej solistycznie eksponowane?

BK: Po części tak, ale nie do końca zgodziłbym się ze stwierdzeniem, iż to akurat fagot wymaga innego rodzaju słuchania. Uważam, iż w orkiestrze każdy instrumentalista, niezależnie od swojej funkcji, powinien myśleć harmonicznie i świadomie słuchać całej struktury muzycznej, a nie wyłącznie własnej partii. To właśnie ta umiejętność pomaga w wypracowaniu wspólnego brzmienia i rozumieniu relacji między poszczególnymi instrumentami.

Oczywiście fagot bardzo często pełni funkcję instrumentu łączącego różne grupy orkiestry – odpowiada za fundament harmoniczny, kolor czy puls – dlatego naturalnie wymaga dużej świadomości tego, co dzieje się wokół.

Jednak podobnie pracują także instrumenty smyczkowe, dęte czy blaszane. Każdy muzyk w orkiestrze musi nieustannie analizować harmonię, intonację, balans dynamiczny i relacje pomiędzy poszczególnymi liniami muzycznymi. Myślę, iż orkiestra jako całość uczy najbardziej świadomego słuchania. To przestrzeń, w której człowiek zaczyna rozumieć, iż muzyka nie funkcjonuje w oderwaniu, ale opiera się na dialogu, wzajemnej reakcji i wspólnym budowaniu frazy.

Dla mnie to jeden z najbardziej fascynujących aspektów grania zespołowego – świadomość, iż choćby najmniejszy detal ma wpływ na całą strukturę i emocjonalny przekaz utworu.

SG: Warto dodać, iż interesujesz się także mniej oczywistym repertuarem fagotowym – twoja słabość do twórczości Johanna Wenzla Kalliwody jest tego dobrym przykładem. Czy ty masz potrzebę trochę odczarowywać fagot? Pokazywać, iż to nie tylko instrument dla orkiestrowego koloru, ale pełnoprawny bohater muzycznej opowieści?

BK: Tak, myślę, iż chciałbym w przyszłości zająć się tym tematem jeszcze bardziej dogłębnie i w pewnym sensie „odczarować” ten instrument. Fagot przez wiele osób przez cały czas postrzegany jest głównie jako instrument orkiestrowy lub kojarzony z humorystycznym charakterem z wielu czołówek znanych filmów i seriali, podczas gdy jego repertuar i możliwości są znacznie bogatsze i bardziej różnorodne.

Bartosz Krzyśka, fot. materiały prasowe

Fascynuje mnie odkrywanie mniej znanej literatury fagotowej oraz pokazywanie instrumentu z innej strony – bardziej lirycznej, wirtuozowskiej, a momentami wręcz wokalnej. Szczególnie interesuje mnie twórczość Kalliwody, ponieważ pokazuje on fagot w bardzo szerokim spektrum wyrazu.

W jego muzyce kompozytor w ramach jednego utworu potrafi wydobyć z instrumentu niemal wszystkie jego barwy i możliwości, prezentując pełen wachlarz ekspresji i charakteru fagotu. Oprócz poszukiwania już istniejącego repertuaru na fagot bardzo zależy mi również na współpracy z kompozytorami z Poznania w celu tworzenia nowych utworów.

Chciałbym aktywnie uczestniczyć w rozwijaniu współczesnej literatury fagotowej i poszerzaniu możliwości tego instrumentu w świadomości zarówno wykonawców, jak i słuchaczy.

SG: Studiowanie w różnych środowiskach – a takie doświadczenia za sobą przecież masz – potrafi rozmontować wcześniejsze przyzwyczajenia. Co w tym kontekście najmocniej przestawiło ci myślenie o własnym graniu?

BK: Każde nowe środowisko bardzo mocno poszerza perspektywę. Myślę, iż najbardziej zmieniło się moje podejście do samego procesu grania. Zaczynam mniej myśleć o perfekcji rozumianej technicznie, a bardziej o naturalności, komunikacji i autentyczności w muzyce. Spotkania z różnymi pedagogami i muzykami pokazały mi, iż nie istnieje jedna droga, ale indywidualne spojrzenie każdego artysty.

To było bardzo ważne doświadczenie.

Zacząłem bardziej świadomie budować własną muzyczną tożsamość, zamiast próbować wpisywać się w jeden konkretny model. Takie częste zmienianie środowiska muzycznego uczy dużo większej elastyczności i szybszego dopasowywania się do nowego zespołu oraz warunków.

SG: Niedawno przyznane stypendium ma pomóc ci w bardzo konkretnych sprawach – dalszym rozwoju, praktykach, zakupie profesjonalnego esu fagotowego. Co chciałbyś usłyszeć w swoim graniu po tym etapie? Czego jeszcze dziś w nim szukasz?

BK: Mam nadzieję, iż po tym etapie mój warsztat stanie się jeszcze bardziej świadomy i dojrzały brzmieniowo. Praktyki w Berlinie będą dla mnie czasem wyjątkowym, ponieważ niecodziennie mam okazję pracować z tak znakomitymi muzykami z całego świata. Bardzo zależy mi na rozwoju jakości dźwięku, swobody w ekspresji i większej naturalności w muzycznej narracji.

Profesjonalny es fagotowy to dla fagocisty ogromnie istotny element, który daje większe możliwości kolorystyczne i komfort grania, co bezpośrednio wpływa na jakość brzmienia. Ale poza samym aspektem technicznym cały czas szukam w muzyce własnego języka, za pomocą którego będę mógł w pełni oddać swoją wrażliwość i muzykalność.

SG: Kiedy patrzysz kilka lat do przodu, bardziej przyciąga cię stabilność muzyka orkiestrowego, wolność solisty, praca kameralna, czy może droga kogoś, kto konsekwentnie poszerza wyobrażenie o fagocie? I co planujesz na tę najbliższą przyszłość?

BK: Na ten moment skupiam się na rozwoju na wielu płaszczyznach. Nie zamykam się tylko na muzykę klasyczną – biorę udział w wielu projektach, co daje mi możliwość poznania różnych środowisk muzycznych. Bardzo cenię pracę w orkiestrze i wszystko, czego uczy praca zespołowa, ale jednocześnie nie chciałbym zamykać się wyłącznie na jeden rodzaj działalności.

Bartosz Krzyśka, fot. materiały prasowe

Interesuje mnie zarówno muzyka kameralna, działalność solowa, jak i poszerzanie repertuaru fagotowego oraz szukanie nowych możliwości dla instrumentu, w tym kooperacja ze współczesnymi kompozytorami.

Chciałbym rozwijać się wszechstronnie i budować własną drogę artystyczną bez ograniczania się do jednej roli. Najbliższy czas planuję poświęcić dalszemu rozwojowi, zdobywaniu kolejnych doświadczeń międzynarodowych, praktyce orkiestrowej i realizacji nowych projektów artystycznych.

Bartosz Krzyśka – student Akademii Muzycznej w Poznaniu i Robert Schumann Hochschule Düsseldorf. Laureat konkursów ogólnopolskich i międzynarodowych. Współpracował m.in. z SoMusic Orchestra Adama Sztaby, German-Scandinavian Orchestra, NFM Wrocław i World Jewish Philharmonic. Stypendium Marszałka zostanie przeznaczone na praktyki w Berlin Opera House oraz zakup profesjonalnego esu fagotowego Heckel.

Idź do oryginalnego materiału