One Piece – recenzja 2. sezonu. Na wodach Grand Line

popkulturowcy.pl 2 godzin temu

Uwielbiana na całym świecie manga, równie cenione uniwersum anime oraz bardzo dobry pierwszy sezon live-action. Tak prezentuje się dorobek marki One Piece, do którego dołączyły właśnie nowe odcinki netflixowego serialu.

Drugi sezon One Piece zabiera widzów na nieokiełznane wody Grand Line. Od pierwszych chwil po wkroczeniu na nieznane morza załoga Słomkowego Kapelusza trafia na kolejne przygody. Bohaterowie spotykają księżniczkę Vivi, dziedziczkę podupadającego królestwa Alabasty, odwiedzają prehistoryczną wyspę, a także docierają do królestwa Drum pogrążonego w wojnie domowej. Wydarzenia te łączy tajemnicza i niebezpieczna organizacja Baroque Works, która ściga Vivi, a także całą załogę Słomkowego Kapelusza.

Od premiery pierwszego sezonu minęły trzy lata. Kupa czasu, by zapomnieć jak niecodzienne są morza, po których pływa Going Marry. Tajemnicze wyspy, przerysowane i momentami wręcz plastikowe lokacje, a także równie charakterystyczni bohaterowie sprawiają, iż świat przedstawiony wygląda naprawdę nietypowo. Nie ma jednak w tym przypadku. Tak właśnie prezentował się on już na kartach mangi oraz w kadrach anime. A teraz serial Netflixa konsekwentnie podąża tą samą drogą.

Dzięki temu nie tylko cudownie odzwierciedla pierwowzór, ale też stwarza dla siebie własną unikalną tożsamość. Trudno wskazać inny serial live-action, w którym moglibyśmy jednocześnie spotkać postać, której kozy z nosa wywołują eksplozje silniejsze niż granat odłamkowy, a kilka odcinków później oglądać zapasy zmutowanego renifera z pseudo Eskimosem. Może brzmieć to absurdalnie, ale właśnie taka niecodzienna energia definiuje serial One Piece. I dokładnie to samo zjawisko sprawia, iż serial staje się dla widza atrakcyjny już przez sam unikalny świat przedstawiony.

Zobacz również: Młody Sherlock – recenzja serialu. Mało „Sherlockowy” ten Sherlock

zdjęcie promocyjne serialu One Piece

Zadbanie o tak rozbudowany świat wymagało od twórców użycia ogromnej liczby efektów specjalnych. Nic w tym dziwnego – w końcu giganci, rozciągliwe ręce i nadnaturalne walki są tutaj na porządku dziennym. Pod względem technicznym One Piece również potrafi wyglądać imponująco. Niestety zdarzały się też drastyczne wyjątki, kiedy dosłownie było widać, iż postać wyraźnie odstaje od doklejonego tła.

Jednym z takich wyjątków była również postać Choppera. W swoich mniejszych formach była ona wygenerowana komputerowo, natomiast w większej wersji bohatera odgrywał już aktor w charakteryzacji. Nie jest to wprawdzie typowy błąd w efektach specjalnych, ale dla mnie było to jedno z dziwniejszych rozwiązań technicznych zastosowanych w serialu. Nie zmienia to jednak faktu, iż Tony Tony Chopper jest postacią bardzo dobrze wprowadzoną. W końcu skupiają się na nim ostatnie trzy odcinki. Jego historia porusza, a jej finał bez wątpienia satysfakcjonuje.

One Piece sezon 2

Jeśli chodzi o główną załogę Słomkowego Kapelusza, muszę przyznać, iż została potraktowana dość nierównomiernie. Luffy wypada niezwykle sympatycznie, Nami zgarnia dla siebie sporą część uwagi, a Usopp zyskuje nowe motywacje i marzenia. choćby Sanji pokazuje się w znacznie lepszym świetle i jest o wiele ciekawszą postacią niż w pierwszym sezonie. A Zoro? Roronoa Zoro nie dostaje zbyt wielu nowości. Kupuje jedynie dwa nowe miecze, w tym jeden przeklęty – o czym zresztą serial zapomina już po drugim odcinku. Przez większość czasu bohater albo pije, albo walczy. jeżeli jednak chodzi o samą grę aktorską, nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń.

Oprócz dobrze znanej załogi pojawia się również mnóstwo nowych postaci. Ich największym źródłem jest organizacja Baroque Works, pełna agentów o niecodziennych zdolnościach. Najbardziej charakterystycznym z nich jest władający woskiem Pan 3 – ekscentryczny dziwak o artystycznych zapędach i zamiłowaniu do powolnych tortur. W tę rolę wcielił się nikt inny jak David Dastmalchian (Labirynt, Mroczny Rycerz, Późna noc z diabłem). To właśnie na debiut tego aktora najbardziej w tym sezonie czekałem i uważam, iż w swojej roli sprawdził się znakomicie. Z nowych twarzy warto wyróżnić również Miss All Sunday, graną przez Lerę Abovą, oraz Smokera, w którego wciela się Callum Kerr. Te postacie mają ze sobą dwie wspólne cechy. Po pierwsze – aktorzy świetnie pasują do powierzonych im ról. Po drugie – żadnej z nich nie pooglądamy w tym sezonie zbyt długo. Pojawiają się jedynie w kilku odcinkach i tylko na krótki czas.

One Piece sezon 2

W pierwszym sezonie zatraciłem się niemal od razu, a drugi potrzebował do tego może jednego odcinka więcej. Nie zmienia to jednak faktu, iż fabularnie One Piece ponownie nie zawodzi. Nowe wyspy Grand Line stwarzają świeże pole do popisu oraz nowe wyzwania dla Luffiego i jego załogi. A chemia między bohaterami sprawia, iż chce się odpalać kolejne odcinki jeden po drugim. Oglądając serial, oglądamy tak naprawdę jedną wielką przygodę troszczącej się o siebie grupy przyjaciół, której de facto stajemy się częścią. To właśnie jest największy sukces produkcji: stwarza ciepły klimat i przedstawia walczącą z przeciwnościami losu rodzinę. Jest to pozycja zarówno dla fanów oryginału, jak i osób, które wcześniej nie miały styczności z One Piece. Serial dostarcza mnóstwo frajdy i pokazuje rzeczy, których nie spodziewalibyśmy się ujrzeć w prezentowanej formie. Przerysowane postacie, fascynujące miejsca oraz niezwykłe zdolności czynią go naprawdę fascynującym. Teraz pozostaje tylko czekać na sezon trzeci.


fot. gł.: materiały prasowe

Idź do oryginalnego materiału