On pewnie wygrał sprawę rozwodową — ale ojciec jego żony zamarł na sali sądowej…

newskey24.com 4 godzin temu

On z pewnością wygrał rozwód ale ojciec jego żony zamarł na sali sądowej

Większość facetów po rozwodzie wygląda jakby im pies zdechł i prawo jazdy zabrali. Ale nie Przemysław Domański. Przemek świecił jakby wygrał w totka.

W korytarzu Sądu Okręgowego w Warszawie poprawiał włoski krawat z miną, jakby właśnie zabezpieczył sobie firmę, dom na Saskiej Kępie i święty spokój na resztę życia, zostawiając byłą żonę, Bogumiłę, z pustymi rękoma.

Zapomniał jednak o drobiazgu o teściu. W szachach partia kończy się dopiero, gdy król jest matowany a król dopiero miał wejść.

W zacisznej salce Przemek nachylił się do swego adwokata, mec. Bartosza Moszczyńskiego:

Dziewięćdziesiąt procent płynnych aktywów. Spółka cała moja. Nie wiedziałem, iż tak łatwo się podda.

Bartosz tylko skinał głową, skupiony jak chirurg przesiewający papiery na mahoniowym stole.

Przemek zacisnął usta z uśmiechem, bo Bogusia choćby o dom na Saskiej Kępie się nie upomniała. Wysłał SMS-a asystentce: Szykować szampana!

Czuł się niepokonany, nie mając pojęcia, iż ten rozwód może go kosztować dużo więcej niż pieniądze.

Sala 304. Bogumiła siedziała spokojnie, ubrana prosto, włosy spięte w schludny kok. Człowiek mógłby pomyśleć, iż się poddała, ale w jej oczach była cisza burzy wypracowana strategia.

Niech bierze firmę, dom szepnęła swojemu prawnikowi, mecenasowi Mariuszowi Skoczkowi. On kocha to, co można policzyć.

Jak mu to oddam, spuści gardę. I wtedy go pochwycę.

Przemysław wkroczył, zadowolony z siebie jak kogut na grzędzie. Uśmiechnął się do Bogumiły z pobłażaniem: Finansowo nie będziesz musiała się martwić rzucił z udawaną troską. Ale Bogusia choćby nie mrugnęła.

Weszła sędzia Elżbieta Kwiatkowska i sala w sekundę ucichła.

Jesteśmy tu, by wydać ostateczny wyrok w sprawie Domański kontra Domańska, ogłosiła.

Ugoda wyraźnie korzystna dla pozwanego, pana Domańskiego.

Bartosz odparł spokojnie: Mój klient pragnie jedynie świętego spokoju, Wysoki Sądzie.

Sędzia spojrzała na Bogumiłę: Zrzeka się pani roszczeń do wspólnego mieszkania oraz spółki Domański & Partnerzy. To prawda?

Nie chcę mieć nic wspólnego z Domański & Partnerzy odpowiedziała Bogumiła. Czysty rozdział.

Pierś Przemka rozparła duma do momentu, gdy skrzypnęły drzwi sali sądowej.

Wszedł Bronisław Górski, ojciec Bogusi, jego laska szczęknęła groźnie o podłogę. Spojrzał prosto na Przemka.

Wnoszę sprzeciw oznajmił spokojnie Bronisław. Te aktywa nie należą do pana Domańskiego.

Przemek prychnął: Starszy pan musiał coś poplątać. Emeryt, zegarmistrz z Woli.

Bronisław puścił to mimo uszu i postawił wysłużoną teczkę z lisiej skóry przed Przemkiem. Proszę otworzyć, powiedziała Bogumiła chłodno.

W środku: czarno-biała fotografia i akt Rodzinny fundusz powierniczy Górski.

Vector Logic, oprogramowanie i dom na Saskiej wszystko należało do funduszu i automatycznie przechodziło do Bogusi po rozwodzie. Przemek zbladł.

Nie ma pan ani softu, ani chałupy, ani firmy rzucił Bronisław.

Dziesięć lat wynajmował pan swoje życie. A najem się właśnie skończył.

Bogumiła poprawiła szminkę: Alimenty można omawiać, ale płacić ich nie zamierzam.

Bartosz w panice szukał wytrychu: Licencja wycofana. Bez niej Domański & Partnerzy są bezwartościowi.

Kontrakt z państwową spółką nieważny. Grozi postępowanie za wyłudzenie.

Bronisław wsparł się na lasce: Ja naprawiam zegary. Ty, Przemku, jesteś rozkalibrowany.

To JA stworzyłem tę firmę! Ten kontrakt wart jest 400 milionów złotych! ryknął Przemek.

Bogumiła wystąpiła o krok:

Ten kontrakt działa na moim kodzie, Przemku. Vector Logic.

Przez dziesięć lat powtarzałeś, żebym się nie mieszała w biznes, byłam od nudnej roboty.

A to właśnie ta nudna robota zbudowała imperium. Każda poprawka o drugiej nad ranem to ja. Ty zgarniałeś laury.

Głos Bronisława zabrzmiał jak dzwon po sali:

Licencja cofnięta. Domański & Partnerzy nie mają żadnych praw do oprogramowania.

Przemek osunął się na krzesło. Wyśnione zwycięstwo wyparowało w jednej chwili.

Wrzasnął, zrozumiawszy, iż kontrakt przepadł bez licencji firma pada, a on sam wisi na włosku przed prokuratorem. Całą karierę diabli wzięli.

Spokojny uśmiech Bogumiły mówił jasno: za chciwość płaci się cały rachunek.

Sędzia Kwiatkowska ogłosiła godzinną przerwę, podczas której Przemek i Bartosz usiłowali wyciągnąć coś z popiołu.

Fundusz Górski był szczelny pułapka przygotowana lata temu.

Każda próba podważenia potrwa lata, a kontrakt zagwarantuje śledztwo w ABW.

Przemek lamentował, proponował 50/50, zwolnienie ludzi, błagał o ocalenie firmy.

Ale Bogusię znał za dobrze; od lat miała go na oku i znała każdy grzeszek.

Bronisław przedstawił układ: Przemek podpisuje zrzeczenie się Domański & Partnerzy, opuszcza dom, rezygnuje z funkcji prezesa a zachowa wolność.

Odrzuć czekają go zarzuty oszustwa, przywłaszczenia i cyberprzestępstw. Przemek, nie mając wyboru, podpisał.

Potajemnie uruchomił opcję Samson kasowanie serwerów firmy, ale Bogumiła przewidziała ten ruch.

Stoper, który nacisnął, był zmyłką; sygnał prosto do wydziału cyberprzestępczości i już po chwili w kajdankach wyprowadzili go z sali.

Za późno zrozumiał, iż każdy krok był przewidziany. Bogumiła i Bronisław przeszli przez rozwód jak przez grę w bierki.

Bogusię przejęła firmę, przemianowała ją na Vector Systems.

Kierowała nią spokojnie i sprawnie, łącząc to z malowaniem oraz warsztatem zegarmistrzowskim taty.

Przemek dostał 15 lat odsiadki, a jego luksusy i imperium rozpłynęły się jak poranna mgiełka nad Wisłą.

Na koniec się przekonał: sukces to nie władza czy pęd, ale solidne fundamenty. A prawdziwymi właścicielami czasu okazali się zegarmistrz i jego polska córka.

Idź do oryginalnego materiału