„Ołowiane dzieci” otacza sporo kontrowersji, ale żadna nie ma tak osobistego wymiaru. O przeinaczeniach tytułu Netfliksa opowiedział wnuk prawdziwej lekarki. Oto co uważa za najbardziej krzywdzące.
Wokół serialu „Ołowiane dzieci” znowu burza. Fikcję w projekcie Jakuba Korolczuka i Macieja Pieprzycy ponownie omówił Stanisław Torbus, wnuk Bożeny Hager-Małeckiej, którą w serialu – pod innym nazwiskiem – sportretowała Agata Kulesza.
Ołowiane dzieci – wnuk lekarki krytycznie o serialu
Już przed paroma dniami informowaliśmy was o kontrowersji, jaka płynie z wątku serialowej profesorki Berger, szefowej Kliniki Pediatrii Śląskiej w Zabrzu, do której zwraca się Jolanta Wadowska-Król (Joanna Kulig). Otóż prawdziwa lekarka nazywała się inaczej – i diametralnie inne było też jej zaangażowanie w sprawę epidemii ołowicy. Ekspertka w sprawie zauważyła, iż Bożena Hager-Małecka została bodaj najmocniej skrzywdzona przez twórców serialu. niedługo głos zabrał też wnuk samej lekarki – teraz udzielił dodatkowych wyjaśnień.
— (…) To była moja kochana babcia, w tej roli ją znałem. Jako osobę publiczną – wybitną panią profesor, szefową pediatrów na Śląsku – zacząłem ją odkrywać dopiero po jej śmierci. (…) Mój problem z „Ołowianymi dziećmi” polega na tym, iż ten serial obiecuje dużo autentyczności – i tę obietnicę spełnia. Ale w tym punkcie akurat nie.
Wyjaśnię panu, dlaczego to mnie tak rozzłościło. adekwatnie każda z postaci ważnych dla tej historii dostała w serialu realny „kawałek siebie” – dotyczy to też bohaterów negatywnych, jak choćby ten okropny sekretarz Grudzień. Jednemu coś dodano, innemu coś odjęto – ale jest tam jakaś prawda o tych ludziach.
Czasem więcej, czasem mniej, ale jest. A prof. Hager-Małecka to jedyny wyjątek. Z jednej strony, serialowa prof. Berger została tak „skalibrowana”, iż niezorientowani bardzo łatwo wezmą ją za ekranowy odpowiednik mojej babci. Ma tę samą posadę, zna wojewodę Ziętka itp. A jednocześnie prawie nic się tam nie zgadza – tłumaczy Torbus w rozmowie z Onetem.
„Ołowiane dzieci” (Fot. Netflix)Wnuk lekarki wyjaśnił, iż choć docenia, iż serial próbuje uchwycić dziedzictwo samej Wadowskiej-Król i nagłośnić jej oddanie w sprawie dzieci z Szopienic, sposób, w jaki rozpisano wątek profesorki Berger, mocno działa mu na nerwy. Zwrócił uwagę na fakt, iż bohaterka nie jest pokazana w najlepszym świetle.
— W ogóle trudno z nią sympatyzować – śliska postać, a jednocześnie bufonowata. Rozmawiałem z mnóstwem ludzi, którzy pracowali z babcią albo po prostu ją znali, również z perspektywy podwórka czy zieleniaka. I nigdy od nikogo nie usłyszałem, by prof. Hager-Małecka patrzyła na kogoś z góry czy zaznaczała swoją istotną pozycję. Tak iż tu naprawdę niemal nic się nie zgadza, włącznie z tym, iż babcia nie mieszkała w żadnej wystawnej willi, tylko w mieszkaniu na ostatnim piętrze starej kamienicy. (…)
[Scena] z obroną pracy doktorskiej [wkurzyła mnie najbardziej]. Tam w tle pojawia się wątek nowego oddziału, który władze mają otworzyć w klinice prof. Berger – oczywiście na zasadzie „coś za coś”. Ten oddział w rzeczywistości powstał jakieś 10 lat później. Ale to już pomińmy – przede wszystkim ta scena wywraca do góry nogami prawdę o relacjach pomiędzy prof. Hager-Małecką i dr Wadowską-Król. Moja babcia nie traktowała „Doktórki” instrumentalnie, do końca swoich dni wypowiadała się zresztą o niej zawsze z podziwem i szacunkiem. Podobnie to działało w drugą stronę.
„Ołowiane dzieci” (Fot. Netflix/Robert Pałka)Torbus wyznał, iż niedługo po premierze serialu zaczął napotykać w sieci komentarze, które zrównywały postać inspirowaną jego babcią do działaczy Służby Bezpieczeństwa.
— Mam tym większy żal do twórców – bo wiem, iż widzom ten szwarccharakter, może nie czarny, ale ciemnoszary, będzie się już kojarzyć z prawdziwą prof. Hager-Małecką. Wie pan, co już zdążyłem przeczytać po premierze tego serialu? Że moja babcia była „ubeczką”. Nie mam złudzeń, będzie takich komentarzy więcej – co oczywiście nie znaczy, iż nie będę się oburzać i iż przestanę przypominać, jaką rolę prof. Hager-Małecka odegrała naprawdę. Ktoś musi.
Ja się nie obrażam na to, iż film czy serial operują fikcją – byłoby to niepoważne. Natomiast tutaj mam poczucie, iż w grze autentycznymi zdarzeniami i autentycznymi życiorysami przekroczono jakąś granicę. W całej tej serialowej historii podmieniono dobrą bohaterkę na złą. I sądzę, iż akurat na tym serial „Ołowiane dzieci” raczej stracił niż zyskał.
Na tym nie koniec kontrowersji wokół serialu. Niedawno pisarka Magdalena Majcher wyjaśniła, jak do rzeczywistości mają się najbardziej sensacyjne chwile „Ołowiane dzieci”. Czy Jolanta Wadowska-Król była aresztowana przez SB? Czy naprawdę bohaterka „Ołowianych dzieci” była wtedy w ciąży?
A jak rzeczywiste inspiracje wpisują się w ogólne wrażenia z nowego serialu Netfliksa? Opinię Serialowej odnajdziecie w tym miejscu: Ołowiane dzieci – recenzja serialu.















