Olof Dreijer – Loud Bloom

nowamuzyka.pl 11 godzin temu

W pełnym słońcu.

Choć wydawało się, iż dokonania The Human League czy Ultravox wyeksploatowały w latach 80. do cna estetykę synth-popu, niespodziewanie dwie dekady później znów stała się ona modna i pożądana. Spośród wszystkich próbujących ją ożywić zespołów, najciekawsze rezultaty odniósł szwedzki duet The Knife. Trzy wydane przezeń w latach 2001-2006 albumy są esencją jego efektownego brzmienia, łączącego pomysłowo tradycję gatunku z nowoczesnością. Nic więc dziwnego, iż kiedy projekt zawiesił działalność w 2014 roku po wydaniu eksperymentalnej płyty „Shaking The Habitual”, fani byli bardzo zawiedzeni. Na pociechę zostały im solowe dokonania tworzącego duet rodzeństwa – Karin Dreijer i Olofa Dreijera. Ona powołała do życia autorski projekt Fever Ray, który on wspomagał jedynie od czasu do czasu od strony produkcyjnej. A on?

Olof zaczął działać na własną rękę już podczas kariery The Knife. W 2008 roku objawił się jako Oni Ayhun, serwując nakładem własnej wytwórni serię EP-ek, na których zaprezentował abstrakcyjną wersję techno i house’u. Projekt sprawdził się również na żywo – a zapis jego występu w Warszawie został choćby wydany w cyfrowej wersji. Na początku obecnej dekady szwedzki twórca rozpoczął publikowanie muzyki pod własnym imieniem i nazwiskiem. Było to już inne granie – mocno zainspirowane jego warsztatami muzycznymi dla uchodźców, które prowadził w Sztokholmie i Berlinie. Nie inaczej rzecz się ma z debiutanckim albumem artysty, który firmuje brytyjska tłocznia DH2.

Większość materiału z „Loud Bloom” lokuje się w formule minimalowego house’u, mocno jednak podrasowanego na egzotyczną modłę. W zredukowanej rytmice poszczególnych nagrań słychać echa transowego afro-beatu („Cassia”), a ten plemienny puls podkręcają dyskretnie używane tribalowe perkusjonalia („Plastic Camelia”). Na drugim biegunie tego zestawu leżą utwory czerpiące swą energię z latynoskiego folkloru. To bardziej ekspresyjne granie, lokujące się niemal w formule wszechobecnego reggaetonu („Acuyuye” z wokalnym udziałem Divy Cruz). Tylko raz na finał dostajemy brytyjskie breaki – w najbardziej eksperymentalnej kompozycji „Shisandra”.

Te egzotyczne rytmy Dreijer uzupełnia syntezatorowymi pasażami o dosyć jednorodnym tonie – to popiskujące partie oldskulowo brzmiących klawiszy, które niosą wyraziste melodie („Iris”). Towarzyszą im kontrastowo zestawione ze sobą zawodzące partie basu („Coral”) i świetliste arpeggia („Cassia”), pomiędzy którymi co jakiś czas przebijają się rave’owe akordy („Echoed Dafnino” z wokalnym udziałem MaMana). Pod koniec albumu dostajemy niespodziewanie coś w rodzaju ambientu spod znaku estetyki Fourth World i dokonań Jona Hassella – spokojne i odrealnione wariacje syntezatorowe, nasycone afrykańskim słońcem („Laurel”).

„Loud Bloom” to dosyć długi zestaw, ale jego odbiór nie wywołuje znużenia. Generalnie to ciepła i jasna muzyka o zdecydowanie klubowym uderzeniu, która jednak za sprawą otwartego podejścia do melodii, gwałtownie wpada w ucho. Swoje robią tu utwory ozdobione wokalami – dzięki nim zamieniają się one w zgrabne piosenki, które mogłyby się pojawić choćby w programie co bardziej alternatywnego radia. Dobrze robi płycie zwrot w stronę ambientu w jej drugiej części. Te łagodne i uspokajające nagrania wnoszą bowiem do zestawu odpowiednią dozę oddechu. „Loud Bloom” to więc w pełni udany debiut. Może nie aż tak wyjątkowy, jak można by oczekiwać, ale na tyle stylowy, iż chętnie się będzie do niego wracać.

DH2 2026

www.dh2.co

www.facebook.com/olofdreijermusic

Idź do oryginalnego materiału