Oklou – choke enough

nowamuzyka.pl 1 dzień temu

Starodawna piosenkarka francuska w 8bitowym wydaniu.

Weźmy wykształconą wiolonczelistkę oraz czołowego producenta hyperpopu – połączenie nieoczywiste, ale nie ciężkostrawne. Wbrew nazwie, płyta francuskiej artystki nie grzęźnie w gardle, raczej spływa po nim jak najsłodsze lody.

Marylou Mayniel dzięki „choke enough” z pewnością wypłynie na szerokie wody i wielkie sceny, a krytyka przyjęła krążek jednogłośnie jako hit (4. miejsce w rankingu roku Pitchforka, 2. w zestawieniu The Atlantic, zwycięstwo w plebiscycie płyty roku wg BBC).

Oklou we współpracy producenckiej z A.G. Cookiem oraz Caseyem MQ tworzą obrazek pełen sprzeczności, ale też dziwnie znajomy i nasycony nostalgią. Dostajemy płytę niemalże pozbawioną perkusji, a mimo to rytmiczną i pulsującą.

„thank you for recording” zdobią ornamenty na flecie. Przypomina to dźwięki z epoki średniowiecza lub jego interpretacji w grach video (Zelda czy Tibia). „ict” to akronim od ice cream truck. Cymbałkowe intro furgonetki zamienia się w grane na trąbce, co znów odsyła do ciemnych wieków i gaelickich pól.

W kompozycjach na płycie widać biegłość w znajomości kanonu muzyki klasycznej. Marylou buduje arpeggio, którego nie powstydziłby się Bach, a potem A.G. Cook przyozdabia to synthowym bitem i tak gęsto miesza warstwy instrumentów, aż pulsują niczym bębny.

choke enough to w dużej mierze krążek spokojny i melodyjny, ale „harvest sky” uderza mocniej niż nie jeden z hyperpopowych bangerów. Utwór z featem od underscores odsyła do największych hitów EDM z lat 00s, zupełnie celowo główna linia melodyczna przypomina klasyk z 96′ roku czyli Ecuador. Przy czym w odróżnieniu do stylu tamtych lat, Oklou nie próbuje przebić się przez ściany basów, w najgłośniejszym momencie jest im równa.

Płytę zamyka „blade bird”. To ballada, która ma potencjał, by nie tylko stać się największym hitem artystki i czołowym singlem 2025 roku, ale wykroczyć poza ramy czasowe i zyskać miano kawałka definiującego obecne pokolenie. Wzniesiony na gitarowym arpeggio, obudowany synthami i wykończony delikatnym wokalem Oklou. Ta meandruje pomiędzy niższymi, altowymi tonami, by przebijać się w autotune’owym stylu w szczyty swojego rejestru.

Oklou pokazuje jak świadomą rzemiosła i jego trendów jest artystką, a to w zaledwie 35 minut czasu grania. Delikatna płyta, niczym hyperpopowa kołysanka z momentami imprezy, która w żadnym momencie się nie dłuży, a po ustaniu końcowych dźwięków „blade bird” można mieć niedosyt. Wierzę, iż dla takich krążków powstał przycisk zapętlenia.

https://www.truepanther.com

Idź do oryginalnego materiału