Jak w przypadku każdego uznanego twórcy, najnowszego filmu Pawlikowskiego nie sposób oceniać w oderwaniu od jego wcześniejszego dorobku. Szczególnie, iż Ojczyzna jawi się jako domknięcie nieformalnej trylogii rozpoczętej przez Idę i rozwiniętej w Zimnej wojnie. Powracamy do rzeczywistości tuż po zakończeniu II wojny światowej, tym razem kierując spojrzenie na doświadczenie niemieckie. To znajomy krajobraz historyczny, oglądany jednak z nowej perspektywy, która pozwala Pawlikowskiemu na dalsze zgłębianie tematów pamięci i tożsamości.
Główną bohaterką filmu jest Erika Mann – pisarka, aktorka i reporterka – ale jego emocjonalne i dramaturgiczne centrum stanowi relacja z ojcem, Thomasem Mannem, jednym z najwybitniejszych niemieckojęzycznych pisarzy w dziejach, laureatem literackiej Nagrody Nobla. W 1933 roku, wraz z dojściem nazistów do władzy w Republice Weimarskiej, Mann wraz z rodziną opuścił Niemcy i od tamtego czasu przebywał na emigracji. Do powojennych Niemiec wrócił po raz pierwszy dopiero w 1949 roku, z okazji 200. rocznicy urodzin Goethego.
Erika i Thomas powracają na pogorzelisko – do kraju, w którym narodziło się i dokonało prawdziwe piekło. Szczególnie ironicznie i gorzko wybrzmiewa tu kontekst Goethego i jego Fausta, gdzie Mefistofeles nie stanowi jedynie ucieleśnienia zła, ale jest siłą wprawiającą świat w ruch. W cieniu tej niemieckiej klasyki rozgrywa się powojenna rzeczywistość kraju pękniętego, w ruinach, przez cały czas pachnącego przemocą i gwałtem. Ojciec i córka przemierzają państwo rozdarte na dwie części, wizytując najpierw RFN, a następnie NRD. W tym wszystkim słusznie nie czują się zobowiązani do rozliczania niemieckiej historii. Zamiast tego film stawia pytania o naturę ojczyzny – czy można ją utracić choćby wtedy, gdy wciąż istnieje na mapie? Czy poczucie przynależności może przetrwać moralny upadek wspólnoty?
„Ojczyzna” / mat. prasowe Kino ŚwiatOjczyzna jest filmem bardzo powściągliwym, ale w inny sposób niż Ida czy Zimna wojna. Podobnie jak poprzednie dzieła Pawlikowskiego, pozostaje niezwykle skondensowana – krótka, subtelna i skupiona wyłącznie na tym, co najistotniejsze dla twórcy. Tamte filmy były jednak narracyjnie gęste i gwałtownie pozwalały wejść w świat postaci. Ojczyzna jest inna – rozgrywa się na znacznie mniejszą skalę czasową, rozwijając się niespiesznie i z dużą cierpliwością śledząc podróż Eriki i Thomasa. To film jeszcze bardziej wycyzelowany i zdyscyplinowany formalnie, dzięki czemu zyskuje charakter kontemplacyjny, ale momentami bywa też chłodny.
Nie oznacza to jednak, iż filmowi brakuje emocjonalnego ciężaru. Wręcz przeciwnie – Pawlikowski sygnalizuje go już w otwierającej scenie rozmowy telefonicznej Eriki Mann z bratem, Klausem. Kryzys psychiczny mężczyzny, troska siostry oraz dzielący ich dystans – dosłowny i symboliczny – sytuują postaci w trudnej sytuacji, w której tęsknota splata się z niemożnością ponownego spotkania.
Warto zaznaczyć, iż Pawlikowskiemu nie zależy na historycznej autentyczności. W rzeczywistości Thomasowi Mannowi w podróży towarzyszyła żona Katia, a nie córka Erika, z kolei jego syn Klaus popełnił samobójstwo kilka miesięcy wcześniej. Reżyser świadomie podporządkowuje fakty własnym celom, konstruując opowieść bardziej symboliczną i uniwersalną niż biograficzną.
Przez znaczną część seansu towarzyszymy Erice i Thomasowi w podróży. W samochodzie, hotelowych pokojach, na bankietach i kuluarach kolejnych spotkań więcej jest ciszy niż wyznań. Wypowiedzenie swoich lęków czy pragnień to dla nich ostateczność. Pytania o prawdziwy cel tej podróży, o stosunek Manna do ojczyzny oraz o to, czego adekwatnie szuka po latach emigracji, nieustannie pobrzmiewają w tle. Reżyser konsekwentnie je stawia, ale nie spieszy się z odpowiedziami. Zachowuje dystans, skrywając emocje głębiej pod powierzchnią obrazu.
„Ojczyzna” / mat. prasowe Kino ŚwiatW relacji ojca i córki można odnaleźć całe połacie troski, ale też niezrozumienia i rezerwy. Ból obecny w ich biografiach ma źródło zarówno w historii, jak i w doświadczeniach szalenie osobistych. To napięcie znakomicie wygrywają Hanns Zischler i Sandra Hüller. Mann w kreacji Zischlera sprawia wrażenie człowieka zmęczonego ciężarem własnej legendy i nieustannie zadawanych mu pytań. Aktor nadaje mu surowość i powagę, ale potrafi też subtelnie odsłonić momenty kruchości, bezradności czy czułości, skrywane pod pozornie niewzruszoną powierzchnią.
Hüller przez większość czasu gra niezwykle oszczędnie, również trzymając emocje w sobie, dzięki czemu każda chwila odsłonięcia wybrzmiewa z podwójną siłą. To rola precyzyjna, kreowana inteligentnie i z dużym wyczuciem. Po Anatomii upadku i Strefie interesów aktorka po raz kolejny udowadnia, iż należy dziś do najciekawszych twarzy europejskiego kina. W epizodycznej roli pojawia się również Joanna Kulig, ponownie przy mikrofonie, przywołując echa Idy i Zimnej wojny oraz przypominając o szczególnym miejscu muzyki w kinie Pawlikowskiego.
W przypadku filmu tego twórcy trudno oczekiwać czegokolwiek innego niż formalnej maestrii. Nie inaczej jest tym razem. Zdjęcia Łukasza Żala po raz kolejny zachwycają precyzją kompozycji i wyczuciem przestrzeni. Powojenne Niemcy w jego kadrach pozostają krajem noszącym na sobie ślady niedawnej katastrofy – każde wnętrze, rozbebeszone ulice, zrujnowane budynki i dworcowe perony zdają się opowiadać o swoich traumatycznych wspomnieniach. To obrazy przesycone pamięcią, surowe i piękne.
„Ojczyzna” / mat. prasowe Kino ŚwiatOjczyzna pod płaszczem minimalizmu skrywa szereg moralnych niejednoznaczności, skomplikowanych emocji i ludzkich tragedii. Czyni to jednak w sposób wymagający od widowni zaangażowania i gotowości do samodzielnego wypełniania pozostawionych przez reżysera przestrzeni.
Tam, gdzie większość osób twórczych rozpoczęłaby swoje rozważania, Pawlikowski stawia kropkę. Część widowni może odczuć niedosyt, inni uznają, iż historia zostaje zawieszona w idealnym momencie, pozostawiając przestrzeń na dopowiedzenie. To nie jest film, który uwiódł mnie i rozkochał w sobie tak jak Zimna wojna. Nie poruszył mnie również z mocą Idy. Ojczyzna nie ma takiej siły rażenia jak tamte dwa filmy, ale jako domknięcie nieformalnej trylogii działa bardzo dobrze, stanowiąc jej najbardziej wyciszony i kontemplacyjny element.









![Tak Anglicy złamali opór Chorwatów [WIDEO]](https://sf-administracja.wpcdn.pl/storage2/featured_original/6a332f40ef1ba5_98627789.jpg)





![Dali koncert w Teksasie. Efektowny gol Chorwata [WIDEO]](https://sf-administracja.wpcdn.pl/storage2/featured_original/6a330a30c89024_87994308.jpg)

