Ofiara dusz to debiutancka książka Korneli Namiecińskiej. To opowieść grozy skupiona na motywie sekretów rodzinnych. Całość ma się dziać w małym miasteczku, gdzie nie przepada się za obcymi. Skojarzyło mi się to nieco z klasykami pokroju Silent Hill czy Miasteczko Twin Peaks. Niestety niczego takiego tutaj nie uświadczymy, a całość mogłaby być niezła gdyby była komedią.
Spis Treści
- Pierwsze spotkanie
- Początki bywają trudne
- Bohaterowie z kartonu
- Horror dla czytelnika
- Podsumowanie
Pierwsze spotkanie
Do moich rąk trafiła około stustronicowa książeczka z całkiem klimatyczną okładką. Blurb obiecywał historię z dreszczykiem, trzymającą w napięciu już od pierwszych stron. Byłem zaintrygowany. Fabuła prezentuje się następująco. Główna bohaterka, Cassie, traci rodziców w wypadku samochodowym. Ta dziedziczy po nich fortunę oraz dom w miasteczku Sleepy Town. kilka myśląc, rusza na poszukiwanie zapomnianej rezydencji i ukrytej przed nią prawdy. Jak głosi obiecujący cytat na okładce — nie każda prawda powinna zostać odkryta.
Początki bywają trudne
Wiem, iż to jest debiut autorki i, jak to bywa, mogą one być różne. Jedne lepsze, drugie gorsze. Ofiara dusz zalicza się do tych niezbyt udanych. Chciałbym też zaznaczyć, iż nie mam nic do autorki i nie znam jej. Oceniam jedynie jej dzieło. Prawda jest taka, iż nic tutaj nie trzyma się kupy, zaczynając od absurdalnej jazdy terenowym samochodem 180 km/h przez ostre zakręty, a kończąc na braku ucieczki w sytuacji zagrożenia życia. Tak, horror to pewna konwencja, w której bohaterowie dokonują nielogicznych wyborów, ale tutaj jest to podkręcone do granic absurdu. Jak wyjaśnić, iż bohaterka po ataku szponiastego upiora w pokoju hotelowym, zamiast uciekać, stwierdziła, iż tam zostanie i upije się do nieprzytomności?
Bohaterowie z kartonu
To też jest interesujący przypadek, bo bohaterka cały czas coś pije, jakby podświadomie chciała zostać Julianem z Chłopaków z baraków. Zupełnie nie wzbudza ona sympatii przez podejmowanie głupich decyzji. Bardziej niż szukanie sekretów rodziny interesuje ją menadżer lokalnego baru i pijaństwo. Connor to chłopak bohaterki poznany w Sleepy Town. Wiemy, iż gość jest przystojny, ma łososiową koszulę i ciągle mówi, jak to kocha Cassie, bo jest miła. W tę relację po prostu nie wierzymy przez to, iż została napisana pośpiesznie, bezuczuciowo i nielogicznie. Rozumiem, iż to może miłość, od pierwszego wejrzenia, ale tutaj to już przesada.
Horror dla czytelnika
Intryga kompletnie nie wciąga. Bohaterka przyjechała do miasta szukać zaginionego domu. Zamiast się tym zająć, przez połowę książki obserwujemy, jak upija się w barze, wzdycha do Connora i coś na nią wyskakuje.
Sceny grozy nie wybrzmiewają, są pozbawione emocji. Wyobraźnia przy nich nie pracuje. Są to sztampy, które każdy miłośnik horrorów zna: ślady błota w pokoju, budzenie się koło zjawy, wychodzenie upiora z lustra. Kompletna nuda, a szkoda, bo bohaterka dostająca wizji i niemogąca nigdzie czuć się bezpieczna to naprawdę intrygujący pomysł. Dialogi są proste i w zasadzie pełnią funkcję jedynie informacyjną. Opisy są pozbawione emocji czy obrazowania. Miałem wrażenie, jakbym czytał reportaż. Nie pomaga fakt, iż autorka zdecydowała się na narrację pierwszoosobową, przez co Cassie wydaje się jeszcze bardziej bezmyślna. Żeby jednak nie być aż tak surowym, widać, iż autorka próbowała, bo niektóre opisy były bardzo rozbudowane, szczególnie pomieszczeń, ale było tego zdecydowanie za mało. Nie rozumiem też decyzji, by uporczywie informować nas, w co ubrana jest bohaterka i jaką ma fryzurę.
Podsumowanie
Ewidentnie pośpiech mógł być tutaj wrogiem. Autorka miała pomysł, ale zabrakło czasu. Gdyby nad tym jeszcze trochę posiedzieć, może byłoby to coś naprawdę ciekawego, a tak mamy coś, o czym chciałbym jak najszybciej zapomnieć. Niestety nie polecam tego dzieła nikomu. Horror z tego żaden, a całość czyta się słabo przez brak emocji. Historia nie wciąga, a zakończenie jest niesatysfakcjonujące. Można by się wydawać, iż podczas pisania tej recenzji bawiłem się świetnie. Nie jest to jednak prawda. Zwyczajnie jest mi przykro, iż nie mogę o dziele Pani Kornelii napisać nic pozytywnego, a uwierzcie mi, próbowałem.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.
Za dostarczenie egzemplarze dziękujemy Wydawnictwu Borgis.
Udostępnienie książki w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższego materiału.









