Odyseja – recenzja filmu. Nolan bierze na warsztat grecki mit

pograne.eu 2 dni temu

Istnieją na tym świecie mity, w które bardzo chcemy wierzyć, a jeszcze bardziej pragniemy być ich częścią, bo sława i chwała na zawsze zapiszą nas w historii ludzkości. Często jednak w przypadku takich legend, cena pisana jest krwią , strachem, łzami, koszmarami i bezpowrotną utratą tego, co wydaje się nam najcenniejsze. I taka też jest Odyseja.

Bohater będący zwykłym śmiertelnikiem…

Wchodząc na salę kinową, człowiek myśli, iż ma przed sobą przygodę, o której później będzie opowiadać, a zostaje z rozterką na duszy. Nolan nie tylko pokazuje nam człowieka będącego bohaterem wojny pod Troją, ale również jego ludzką stronę. Ta zaś, jak to w życiu bywa, potrafi przytłoczyć niezależnie od tego, czy uważamy się za osobę , której sprzyja szczęście i której ludzkie oraz boskie prawa są niegroźne. Bo pycha, podobnie jak podejmowane decyzje, ma swoje konsekwencje.

Odyseusz wraz ze swoimi ludźmi wraca do domu – można powiedzieć, iż to fabularnie prosta konstrukcja. Jednak jak to z filmami Nolana bywa, mają one wiele warstw i nie inaczej jest w tym przypadku. To nie jest film wyłącznie o wojnie, ale także o zmianie władzy w małej Itace, będącej chwilowo królestwem bez władcy, czy o miłości, która ciągnie nas z powrotem do domu.

…zrozumiał to, kim jest i jaka jest jego rola w świecie

Nolan dzięki świetnie dobranej obsady, charakterystycznej dla siebie formy tworzenia postaci i prowadzenia wątku fabularnego oferuje nam coś, co można by nazwać prawdziwą przygodą – wręcz opowieścią snutą przez barda przy ognisku. Nie ma być ona jednak tylko legendą; staje się czymś więcej, jedyną w swoim rodzaju przestrogą testującą nasze człowieczeństwo. I to dokładnie w momencie, gdy w końcu znajdziemy w sobie skrawek odwagi, aby spojrzeć na siebie i swoje błędy, za które zapłaciliśmy nie tylko my.

Kiedy Odyseusz walczy o przeżycie na morzu, w jego rodzinnej Itace rozgrywa się zupełnie inna wojna. To bój o władzę między bezwzględnymi zalotnikami a piękną i mądrą Penelopą, która nie może złamać boskiego prawa nakazującego nakarmić każdego, kto zjawi się w jej domu – choćby jeżeli są to uzurpatorzy czyhający na koronę. Ona tymczasem wciąż wierzy, iż mąż w końcu wróci do niej i do syna. Pytanie tylko, czy będzie on tym samym człowiekiem, który opuścił ją lata temu? Na to pytanie odpowiedź znają tylko bóstwa.

Odyseja i internetowe kontrowersje

Ta recenzja nie byłaby kompletna bez wspomnienia o kontrowersjach związanych z filmem. Nie mogę bowiem pozbyć się wrażenia, iż to właśnie przez nie część widzów poszła do kina. Najgłośniejsza z nich dotyczy oczywiście faktu, iż Helena Trojańska jest czarnoskóra. Kwestia ta jest jednak tak marginalna dla fabuły, iż cała ta wrzawa wydaje się całkowicie nieproporcjonalna do skali problemu.

O wiele ważniejsze od sieciowych burz jest to, jak film broni się sam na ekranie. A broni się znakomicie. Nolan wcale nie tworzy bezpiecznej, ugrzecznionej produkcji. choćby jeżeli scenariusz miejscami bywa przewidywalny, reżyser i obsada dają nam dzieło brudne, szczere i zaskakujące, w którym każdy wie, co ma robić. Trochę jak w Oppenheimerze, gdzie wszystko było dopięte na ostatni guzik. choćby jeżeli nie jesteście fanami konkretnych aktorów, nie ma tu ryzyka, iż któryś z nich zdominuje ekran w sposób męczący dla widza.

Odyseja to produkcja prawie idealna

Produkcja ma adekwatnie dwa mankamenty, choć jeden z nich jest niezwykle subiektywny. Film jest dość długi, co może niektórych zniechęcić, jednak wątek fabularny poprowadzono na tyle wciągająco, iż czas mija błyskawicznie.

Drugim i ostatnim problemem, jaki mam z Odyseją, jest to, iż w pewnych momentach nie do końca wiadomo, co lub kogo spotykają nasi bohaterowie, co może wprawiać w chwilową konsternację. Jednak – jak pisałem wcześniej – wszystko prędzej czy później układa się w spójną całość.

Idź do oryginalnego materiału