Odyseja nareszcie podbiła kina. Wyczekiwana adaptacja eposu Homera jest epickim trzygodzinnym filmem kostiumowym z gwiazdorską obsadą w całości nakręconym kamerami IMAX. Czy Nolan wnosi nową jakość w interpretacji epopei, czy być może beszcześci klasykę literatury?
Odyseja Christophera Nolana to adaptacja eposu Homera o pełnej niebezpieczeństw podróży Odyseusza do Itaki po wojnie trojańskiej. Historia przedstawia jego spotkania z mitycznymi istotami, takimi jak cyklop Polifem, syreny oraz nimfa Kalipso. W rolach głównych występują Matt Damon, Tom Holland, Anne Hathaway, Robert Pattinson oraz Lupita Nyong’o, a także Zendaya i Charlize Theron.
Christopher Nolan w swoich fabułach przyzwyczaił widzów do wielkiej skali, pomieszanej chronologii i szokujących zwrotów akcji. Jednak poza trylogią Mrocznego rycerza, reżyser unikał adaptacji, a tylko dwa z jego filmów oparte były na faktach: Oppenheimer i Dunkierka. Jak więc poradził sobie z reinterpretacją arcydzieła Homera, które do dziś jest jednym z fundamentów kultury zachodniej? Moim zdaniem śpiewająco.
Odyseja Nolana zachwyca na każdym kroku. Przez cały seans mamy wrażenie, jakbyśmy podróżowali ramię w ramię z Odyseuszem. Szczególnie w IMAX-ie. Od lat nie widziałem tak świetnie zrealizowanych scen akcji, które trzymałyby w ciągłym napięciu. Sposobu budowania napięcia, jak w scenie spotkania z Cyklopem, nie powstydziłby się sam Hitchcock. Pomimo trzygodzinnego metrażu, dzięki talentowi montażystki Jennifer Lame, udało się uniknąć niepotrzebnych dłużyzn. Całość ogląda się jednym tchem, a wiele scen pozostanie mi na długo w pamięci. Zamiast przekształcać epos Homera w stylu swoich wcześniejszych dzieł, reżyser stawia na klasyczną hollywoodzką epopeję. Gatunek, który przeżywał swoją świetność w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych z takimi klasykami jak Lawrence z Arabii czy Quo Vadis w reżyserii Mervyna LeRoya. Robi to jednak z rozmachem porównywalnym do Diuny: Części drugiej czy trylogii Władcy pierścieni.
kadr z filmuWszystkie wymienione tytuły charakteryzuje ogromna liczba efektów praktycznych i nie inaczej jest w tym przypadku. Elementy scenografii, jak koń trojański czy statki załogi Odyseusza, robią piorunujące wrażenie samym swoim rozmiarem. choćby sceny z Cyklopem powstawały z użyciem osiemnastometrowej kukiełki, którą później zastąpiono cyfrowym modelem. Epicki rozmach podkreślają porywająca muzyka Ludwiga Göranssona i zachwycające zdjęcia Hoyte van Hoytemy, pełne żywych kolorów i prezentujące się znacznie lepiej niż w zwiastunach. Zostały uchwycone kamerami IMAX na specjalnej taśmie o szerokości 70 mm, której długość wyniosła aż szesnaście kilometrów. Niestety, zobaczyć ten film w najlepszym możliwym formacie, możemy jedynie w sześciu krajach w Europie i czterdziestu na świecie. Nie zmienia to faktu, iż choćby w zwykłym IMAX-ie wszystko wygląda rewelacyjnie.
Ile by znaczyła porywająca muzyka czy choćby najpiękniejsze zdjęcia bez dobrego scenariusza i utalentowanej obsady? Moim zdaniem superprodukcja nie zawodzi również na tym froncie. Choć część obsady to aktorzy, których ostatnio oglądamy wyjątkowo często, nie sposób odmówić im ekranowej charyzmy. Matt Damon jako Odyseusz nie jest jedynie chodzącą legendą i wzorem do naśladowania, a zniuansowaną i nieidealną postacią. Jest to z pewnością jeden z najlepszych występów aktorskich w jego karierze. Anne Hathaway jako Penelopa też niejednokrotnie bierze sprawy w swoje ręce. Największym zaskoczeniem był dla mnie jednak Tom Holland, odtwórca roli Spider-Mana. Do tej pory nie dał się poznać szerszej publiczności w doroślejszych i bardziej odważnych rolach. Za sprawą roli Telemacha po raz pierwszy gra bohatera z większą powagą, a jednocześnie ma naturalną chemię z Mattem Damonem.
kadr z filmuAktorzy w rolach drugoplanowych też robią wrażenie. Pomimo ogromnej obsady, w której są choćby Robert Pattinson, Jon Bernthal, Charlize Theron czy John Leguizamo, każdy dostaje swój moment. Oczywiście przy tak dużej liczbie postaci znika część bohaterów książki. Obecność bogów jest głównie sugerowana w monologach lub przez zachowanie żywiołów, a choćby Atena pojawia się sporadycznie. Wydaje mi się jednak, iż zmiany te służą rytmowi filmowej opowieści, a pojawienie się bogów czynią bardziej tajemniczym i doniosłym.
Decyzja, by Helenę, królową Sparty, grała osoba czarnoskóra – aktorka Lupita Nyong’o, a Sinona aktor Elliot Page, który kilka lat temu przeszedł tranzycję, wywołała liczne kontrowersje. Między innymi właśnie z tych powodów castingowych, część osób postanowiła bojkotować całą produkcję choćby miesiące przed jej premierą. Problem w tym, iż choćby jeżeli nie podoba się nam wybór tych konkretnych osób, ich łączny czas ekranowy wynosi mniej niż dziesięć minut.
Aczkolwiek Odyseja nie jest dziełem całkowicie pozbawionym wad. Zdecydowano się porzucić anarchiczny język na rzecz współczesnego i o ile brzmi on całkiem wiarygodnie i naturalnie, to parę przekleństw i wyrażeń wyrwało mnie z immersji. Pojedyncze kostiumy wyglądają niezadowalająco, a początkowo montaż chwilami wydaje się chaotyczny. Nie będę ukrywał, iż jedna scena jest też dosyć odpychająca. Niemniej dla mnie te wady miały marginalny wpływ na odbiór.
Odyseja to dzieło monumentalne i niesamowicie wciągające. Pomimo długiego metrażu i wielu wątków, z łatwością śledzimy akcję, a twórcy, choćby gdy decydują się na zmiany względem eposu, robią to w sposób uzasadniony. Adaptacja nadaje wyprawie Odyseusza nowych kontekstów, które przesuwają akcent z przygodowej opowieści na bardziej złożone dylematy moralne. Po seansie nie mam wątpliwości, iż to najlepszy film, jaki Christopher Nolan do tej pory nakręcił.
Źródło obrazka głównego: materiały promocyjne






