Trzy godziny, które zleciały jak jedna pieśń. „Odyseja” Christophera Nolana to nie jest kolejne wielkie widowisko – to uczta, z której nikt nie wstał od stołu. Na sali nikt nie wychodził do toalety, nie było gadającej młodzieży, a popcorn chrupano tylko przez pierwsze minuty; potem wszyscy zanurzyli się w mitologii, w której nic nie jest tak oczywiste, jak można się było spodziewać. Ta recenzja „Odysei” należy do gatunku tych rzadkich – piszemy ją z czystym sumieniem i najwyższą oceną: 10/10. Poniżej nasza pełna opinia o filmie, głosy krytyków i opinie widzów po seansie.
W skrócie
– reżyser: Christopher Nolan; zdjęcia: Hoyte van Hoytema; muzyka: Ludwig Göransson
– w rolach głównych: Matt Damon (Odyseusz), Anne Hathaway (Penelopa), Tom Holland (Telemach), Zendaya (Atena), Robert Pattinson (Antinoos), Lupita Nyong’o (Helena i Klitajmestra)
– czas trwania: około trzech godzin, film realizowany z myślą o kinach IMAX
– na Rotten Tomatoes „Odyseja” ma 96 proc. pozytywnych recenzji, na Metacritic 88/100
– nasza ocena: 10/10
Trzy godziny uczty, z których nikt nie wyszedł
O wielkości filmu najlepiej mówi zachowanie widowni. Bywają seanse, na których co chwilę ktoś sięga po telefon, wychodzi, szeleści. Tu było inaczej. „Odyseja” trwa blisko trzy godziny, a mimo to nie ma w niej ani jednej minuty, w której uwaga słabnie. Widz nie patrzy na zegarek – patrzy na ekran, bo nie chce uronić ani jednego kadru, ani jednej frazy Ludwiga Göranssona. To rzadkie doświadczenie zbiorowego skupienia, jakie kino oferuje coraz rzadziej: cała sala oddycha jednym rytmem opowieści.
Nolan osiąga to bez tanich sztuczek. Nie zasypuje widza cięciami ani hałasem. Buduje napięcie obrazem i ciszą, pozwala scenom oddychać, a potem uderza sekwencją, po której trudno złapać powietrze. Po seansie zostaje uczucie, które dziś w kinie jest towarem deficytowym: iż obcowało się z czymś naprawdę wielkim.
O czym jest „Odyseja” Nolana
Nolan nie ilustruje szkolnej lektury. Jego Odyseusz (Matt Damon) to bohater naznaczony, zmagający się z pamięcią i z samym sobą – próbujący poskładać własne wspomnienia, gdy jego syn Telemach (Tom Holland) od lat szuka ojca, który nie wraca spod Troi. Zamiast czystej heroicznej drogi do domu reżyser opowiada o zmęczeniu, wypaleniu i cenie, jaką płaci się za wierność rodzinie i ojczyźnie. To kino monumentalne, ale przede wszystkim głęboko ludzkie – i, o dziwo, wzruszające.
Matt Damon jako Odyseusz w „Odysei” Christophera Nolana. Fot. materiały prasowe.Wokół Damona wyrasta festiwal aktorskich kreacji: Anne Hathaway jako Penelopa, Zendaya jako Atena, Robert Pattinson jako przywódca zalotników Antinoos, Lupita Nyong’o w podwójnej roli Heleny i Klitajmestry. Każdy z tych bohaterów niesie własną słabość i własną prawdę – i to z nich, a nie z efektów specjalnych, film czerpie największą siłę.
Punktem wyjścia jest koniec wojny trojańskiej – ta, którą przesądził słynny koń trojański. Z antycznego eposu Homera Nolan wybiera jednak nie paradę bogów i nie same batalistyczne sceny, ale dramat człowieka wracającego z wojny odmienionego, jakby dźwigał ciężar, który dziś nazwalibyśmy zespołem stresu pourazowego. Od pierwszych scen po finał reżyser trzyma napięcie między mitem a psychologią, a każda kolejna odsłona podróży Odyseusza domyka się z precyzją godną najlepszych jego filmów.
Nolan nie ekranizuje Homera – prowadzi z nim dialog
Największą niespodzianką jest to, iż wielkie autorskie widowisko okazuje się pretekstem do literackiej rozmowy z tekstem sprzed trzech tysięcy lat. Nolan nie uwspółcześnia Homera na siłę – on z nim polemizuje, podważa, dostawia znaki zapytania i równie mądre odpowiedzi, a każde z tych przesunięć wyrasta z korzeni obecnych już w oryginalnym poemacie. Epickość tej adaptacji tkwi nie w rozmachu, ale w tekście: w tym, co reżyser z eposu wydobywa i czego się w nim doszukuje.
Dlatego „Odyseja” broni się nie jako pokaz technicznej maestrii – choć i pod tym względem jest spektakularna – ale jako opowieść, która po trzech tysiącach lat mówi o człowieku więcej niż niejeden współczesny scenariusz. Nolan udowadnia, iż można być jednocześnie wiernym źródłu i boleśnie aktualnym.
Bohater, przy którym milkną spory
Przed premierą internet żył czym innym niż film. Jedni wyczekiwali „największego widowiska w dziejach”, drudzy oburzali się na obsadę i rzekome plugawienie mitologii w imię poprawności politycznej. I stała się rzecz znamienna: gdy zgasło światło, te spory po prostu zgasły razem z nim. Nie przeszkadzała nam ciemnoskóra Helena grana przez Lupitę Nyong’o. Nie przeszkadzało, iż Odyseusz rozprawia się z zalotnikami, kładąc jednego wojownika po drugim. W końcu, po latach filmowych antybohaterów i ironicznych półśrodków, dostaliśmy na ekranie prawdziwego Bohatera – i to on, a nie kampania w sieci, okazał się jedyną rzeczą, która się liczyła.
Bo „Odyseja” to kino do szpiku męskie: opowieść o obowiązku wobec rodziny i ojczyzny oraz o cenie, jaką trzeba zapłacić za wierność obu. W świecie, który wstydzi się wielkich słów, Nolan wypowiada je bez ironii – i właśnie dlatego brzmią tak mocno.
Odyseusz w „Odysei” – bohater ze swoimi słabościami. Fot. materiały prasowe.Zwierciadło naszych czasów
Najciekawsze jest jednak to, jak ta najstarsza z opowieści mówi o tu i teraz. Bohaterowie Nolana są wielcy nie mimo swoich słabości, ale razem z nimi – i w tym tkwi ich przekład na współczesność. Ich pycha, ich upadki, ich potrzeba skruchy to nasze własne pytania, tyle iż wypowiedziane językiem mitu. W świecie fałszywych proroków i wszechobecnej mitomanii „Odyseja” rozlicza się z pokusą budowania siebie na kłamstwie i podpowiada, iż czasem trzeba schować ego do kieszeni i po prostu okazać skruchę.
Jest w tym filmie nadzieja, której płomień tli się mimo niewyobrażalnego cierpienia, przez jakie przechodzi Odyseusz. W XXI wieku – w czasach emocjonalnej apatii i drętwoty, która dręczy tak wielu – taka narracja wyrywa widza z odrętwienia. jeżeli kino ma w sobie jakikolwiek pierwiastek leczniczy, to Nolan znalazł sposób, by wreszcie zaczął działać. Ze zdwojoną siłą.
Krytycy jednym głosem
Nie jesteśmy w tym zachwycie osamotnieni. Po premierze „Odyseja” zebrała 96 proc. pozytywnych recenzji na Rotten Tomatoes, a krytycy z całego świata mówią niemal jednym głosem – recenzja goni recenzję, a w każdej powraca to samo słowo: arcydzieło.
„Najlepsze jak dotąd dzieło Nolana. Zasługuje na to, by być filmem, który go definiuje”.— Clarisse Loughrey, „The Independent”
„Dokonał niemożliwego. Udało mu się. Czytasz »Odyseję« i myślisz: tego nie da się nakręcić”.— Nikki Gemmell, „The Australian”
Matt Damon na premierze „Odysei”. Fot. materiały prasowe.Chwalą wszystko: pierwszoplanową kreację Matta Damona (dla wielu jedną z najlepszych w jego karierze), objawienie Toma Hollanda w roli Telemacha oraz muzykę Ludwiga Göranssona, wskazywaną jako jedno z największych osiągnięć filmu. Podobnie brzmią głosy znad Wisły.
„»Odyseja« jest filmem kompletnym. Christopher Nolan stworzył najlepszy film w swojej karierze”.— Dawid Muszyński, naEKRANIE.pl
Trudno powiedzieć, czy zasłużyliśmy na taką adaptację. Na pewno jej potrzebowaliśmy. Dobrze, iż dziś wielcy twórcy nas nie zawodzą – tak jak Homer nie zawodzi od trzech tysięcy lat.
Zapytaliśmy dwoje widzów po seansie
Zachwyt krytyków to jedno, ale zebraliśmy też opinie widzów o „Odysei”. Po jednym z wieczornych seansów zaczepiliśmy dwie osoby – oboje mówili niemal wyłącznie w superlatywach.
„Wielkie kino. Trzy godziny, które w ogóle się nie dłużą – zachwycają kadrami, muzyką, efektami i tą uniwersalną prawdą o człowieku. Festiwal aktorskich ról, na czele z Mattem Damonem. Ode mnie pewna dziesiątka”.— widz wychodzący z wieczornego seansu
„Nolan nie ekranizuje Homera, on z nim rozmawia. Byłam tak blisko bohaterów, a jednocześnie oglądałam prawdziwe widowisko. Wyszłam poruszona i od razu chciałam obejrzeć to jeszcze raz”.— widzka, studentka
Najczęściej zadawane pytania
O czym jest „Odyseja” Christophera Nolana?
To adaptacja poematu Homera skupiona na Odyseuszu (Matt Damon), który walczy z pamięcią i próbuje wrócić do domu, podczas gdy jego syn Telemach go szuka. Nolan akcentuje temat wierności rodzinie i ojczyźnie oraz cenę, jaką się za nią płaci.
Jak długo trwa film i w jakim formacie warto go oglądać?
„Odyseja” trwa około trzech godzin i została nakręcona z myślą o kinach IMAX. To film, który najpełniej działa na dużym ekranie i w dobrym dźwięku.
Czy „Odyseja” to dobry film? Jakie ma oceny?
Tak. Na Rotten Tomatoes ma 96 proc. pozytywnych recenzji, na Metacritic 88/100, a krytycy piszą o najlepszym filmie w karierze Nolana. Nasza ocena to 10/10.
Jakie są opinie o filmie „Odyseja”?
Opinie o „Odysei” są w przeważającej większości entuzjastyczne – zarówno recenzje krytyków, jak i głosy widzów po seansach. Powtarzają się słowa o „arcydziele”, o trzech godzinach, które mijają niepostrzeżenie, oraz o wybitnej roli Matta Damona.









