Debata o aktorstwie w "Odysei" Christophera Nolana elektryzuje fanów kina – role cenione przez jednych okazują się ostro krytykowane przez drugich. Sprzeczne emocje budzi zarówno Telemach (Tom Holland), Penelopa (Anne Hathaway), a choćby sam Odyseusz (Matt Damon), dla jednych zbyt zamknięty w sobie, dla drugich – sprawnie akcentujący nieoczywisty dramat swojego bohatera. Tym dyskusjom wymyka się jednak rola Samanthy Morton jako Kirke. Ta uniwersalnie ceniona kreacja już teraz przymierzana jest do sięgnięcia po najważniejsze filmowe nagrody sezonu.
W niedługiej sekwencji na wyspie Samantha Morton w roli Kirke kradnie każdą sekundę ekranowego czasu. Jej znakomita kreacja już kilka dni po premierze skierowała na nią reflektory całego świata. W niedawnej rozmowie z portalem Variety aktorka pochyliła się zarówno nad znaczeniem roli dla jej kariery, jak i opowiedziała o metodach pracy nad przekonującym wcieleniem się czarodziejkę Kirke.
Czułam się, jakbym narodziła się na nowo. Mogłam robić to, co potrafię najlepiej, dla najlepszych w tej branży. Otrzymanie tej roli było jak druga szansa na to, by zostać dostrzeżoną przez szerszą widownię – wyznała Morton.
Mimo pracy na planach filmowych od 12. roku życia, 49-letnia dziś Samantha Morton w ostatnich latach rzadko pojawiała się w znaczących rolach mainstreamowego kina. Ostatnie prestiżowe wyróżnienia otrzymała z kolei na początku XXI wieku. Wówczas zgarnęła dwie nominacje do Oscara, Złoty Glob za rolę w filmie telewizyjnym "Longford" oraz Saturna za występ w "Raporcie mniejszości". "Odyseja" wyznacza spektakularny powrót Morton na usta całego świata.
Dla samej aktorki propozycja zagrania postaci Kirke była zresztą sporym zaskoczeniem. W rozmowie z Variety Morton bardzo precyzyjnie rekonstruuje moment angażu, przedstawiając go jako bardzo emocjonalny i niemal nierzeczywisty:
Gdy jako aktorka starzejesz się, takie role trafiają się niezwykle rzadko. Cały czas pracuję, ale głównie w kinie niezależnym lub w telewizji [...] Kiedy odebrałam ten telefon, zaczęłam płakać. Potem odbyliśmy krótką rozmowę zapoznawczą i przeczytałam scenariusz. Wciąż jednak nie wiedziałam, czy wyjdzie z tego coś więcej. Więc kiedy w końcu zadzwonił i zapytał: "Chciałabyś to zagrać?", po prostu mnie zatkało. Mógł mieć każdego na tej planecie, a wybrał akurat mnie – powiedziała.
Choć skromna pod kątem czasu ekranowego, magnetyczna rola Kirke wymagała od Samanthy Morton świadomego zbudowania swojej bohaterki na nieco innej nucie. Zamiast charyzmatyczną kusicielką, czarodziejka pozostaje tu raczej kobietą broniącą się z pomocą magii przed czyhającym z każdej strony zagrożeniem. W rozmowie aktorka przyznała, iż tak namacalny wymiar swojej kreacji zawdzięcza również refleksji nad dynamikami panującymi w jej własnej rodzinie:
Pochodzę z rodziny o tradycjach wojskowych. A wojna jest skomplikowana. Mężczyźni są skomplikowani. Nasze relacje z nimi – jako żony, siostry czy córki – również są skomplikowane. Czerpałam z tych doświadczeń. W mojej rodzinie są też osoby, które doświadczyły napaści seksualnej i gwałtu. O tym także myślałam.
Samantha Morton o swojej roli Kirke
W niedługiej sekwencji na wyspie Samantha Morton w roli Kirke kradnie każdą sekundę ekranowego czasu. Jej znakomita kreacja już kilka dni po premierze skierowała na nią reflektory całego świata. W niedawnej rozmowie z portalem Variety aktorka pochyliła się zarówno nad znaczeniem roli dla jej kariery, jak i opowiedziała o metodach pracy nad przekonującym wcieleniem się czarodziejkę Kirke.
Czułam się, jakbym narodziła się na nowo. Mogłam robić to, co potrafię najlepiej, dla najlepszych w tej branży. Otrzymanie tej roli było jak druga szansa na to, by zostać dostrzeżoną przez szerszą widownię – wyznała Morton.
Mimo pracy na planach filmowych od 12. roku życia, 49-letnia dziś Samantha Morton w ostatnich latach rzadko pojawiała się w znaczących rolach mainstreamowego kina. Ostatnie prestiżowe wyróżnienia otrzymała z kolei na początku XXI wieku. Wówczas zgarnęła dwie nominacje do Oscara, Złoty Glob za rolę w filmie telewizyjnym "Longford" oraz Saturna za występ w "Raporcie mniejszości". "Odyseja" wyznacza spektakularny powrót Morton na usta całego świata.
Dla samej aktorki propozycja zagrania postaci Kirke była zresztą sporym zaskoczeniem. W rozmowie z Variety Morton bardzo precyzyjnie rekonstruuje moment angażu, przedstawiając go jako bardzo emocjonalny i niemal nierzeczywisty:
Gdy jako aktorka starzejesz się, takie role trafiają się niezwykle rzadko. Cały czas pracuję, ale głównie w kinie niezależnym lub w telewizji [...] Kiedy odebrałam ten telefon, zaczęłam płakać. Potem odbyliśmy krótką rozmowę zapoznawczą i przeczytałam scenariusz. Wciąż jednak nie wiedziałam, czy wyjdzie z tego coś więcej. Więc kiedy w końcu zadzwonił i zapytał: "Chciałabyś to zagrać?", po prostu mnie zatkało. Mógł mieć każdego na tej planecie, a wybrał akurat mnie – powiedziała.
Choć skromna pod kątem czasu ekranowego, magnetyczna rola Kirke wymagała od Samanthy Morton świadomego zbudowania swojej bohaterki na nieco innej nucie. Zamiast charyzmatyczną kusicielką, czarodziejka pozostaje tu raczej kobietą broniącą się z pomocą magii przed czyhającym z każdej strony zagrożeniem. W rozmowie aktorka przyznała, iż tak namacalny wymiar swojej kreacji zawdzięcza również refleksji nad dynamikami panującymi w jej własnej rodzinie:
Pochodzę z rodziny o tradycjach wojskowych. A wojna jest skomplikowana. Mężczyźni są skomplikowani. Nasze relacje z nimi – jako żony, siostry czy córki – również są skomplikowane. Czerpałam z tych doświadczeń. W mojej rodzinie są też osoby, które doświadczyły napaści seksualnej i gwałtu. O tym także myślałam.
"Odyseja" – oceniamy widowisko Christophera Nolana















