To zdecydowanie ich rok. Javier Bardem dowiódł swej wielkości fantastyczną rolą w "Naturze miłości", za którą powinienem był dostać nagrodę w Cannes. Penélope Cruz ozdobiła pokazywaną tam "Czarną kulę", a także skradła show w "Zaproszeniu". Tymczasem na festiwalu w Wenecji premierę miała kolejna produkcja złotej pary hiszpańskiego kina (ozłoconej także w Stanach Oscarami) – od "Szynki, szynki" (1992) ich dziewiąta wspólna. Jest nią najnowsze dzieło Floriana Zellera, który wcześniej dwukrotnie przenosił na ekran własne sztuki teatralne, tym razem jednak pierwszy raz stworzył tekst specjalnie dla kina. "Bunkier" nosi przy tym cechy wcześniejszych dzieł reżysera: zarówno pod względem inteligentnej konstrukcji pamiętnej z "Ojca", jak i słabości "Syna" – szczególnie pewnej sztuczności, przeszkadzającej w pełnym zaangażowaniu widza w historię.
Jeżeli jednak w poprzednim filmie Zellera wynikała ona z wyabstrahowania ze świata, o którym niby chciał opowiedzieć, zawężenia go do elit, w "Bunkrze" podobny zabieg służy sproblematyzowaniu świata architektury – społecznej i nie tylko. Bardem i Cruz grają tu Miguela i Sofię, majętną parę z siedemnastoletnim stażem i dwójką dzieci, mieszkającą w tej chwili w Londynie. Jak mówi jednak Miguel w wywiadzie rozpoczynającym film (dystrybucja informacji nie jest tu zbyt subtelna, trąci teatrem), gdy jest w Nowym Jorku, czuje się jego mieszkańcem, a gdy w Berlinie – berlińczykiem. Power couple zglobalizowanego świata, kwiat klasy kreatywnej: wzięty architekt i pracowniczka topowego wydawnictwa. Kiedyś mieszkali w Madrycie i, jak twierdzi Sofia, tam byli najszczęśliwsi; reguły gry są jednak nieubłagalne – trzeba wiecznie piąć się w górę i bogacić. Otaczać podobnymi sobie, chronić przed zazdrosnymi spojrzeniami.
Ostatecznym potwierdzeniem sukcesu Miguela staje się propozycja zbudowania luksusowego bunkra dla miliardera z Doliny Krzemowej – i to właśnie w tym momencie pojawiają się wątpliwości. Czy aby wszystko nie poszło za daleko? Czy etycznie jest konstruować schron na wypadek apokalipsy dla kogoś, kto aktywnie się do niej przyczynia? A przede wszystkim: czy oznaczać miałoby to dla rodziny kolejną przeprowadzkę, i to w momencie, kiedy uwiła sobie ona w Londynie więcej niż komfortowe (i bardzo designerskie) gniazdko? Komfort ten zasadza się w dużej mierze na absolutnej prywatności – ich dom, choć nie znajduje się pod ziemią, to także rodzaj bunkra. Jego osobność i samowystarczalność zostaje jednak zaburzona przez sąsiada (Stephen Graham), który postanawia wybić w swojej ścianie okno. Z widokiem na ich ogród (w ich perspektywie) lub (według niego) doprowadzający nieco światła do magazynu, który przerobić zamierza na kawalerkę.
Konflikt na dzielni staje się nieunikniony, do tego wydaje się także katalizatorem innych problemów pary: ich oddalania się od siebie, zawodowych dylematów, problemów wychowawczych… Wątków jest sporo i sprytnie się ze sobą łączą, bardziej jednak na papierze niż na ekranie, bo tam, mimo doborowej przecież obsady, nie wszystko działa. Najlepiej wypada Bardem w roli architekta coraz bardziej tracącego kontakt ze światem mniej luksusowym (różnica między luksusem a elegancją jest tu zresztą tematyzowana), niezaprojektowanym przez siebie samego. Cruz zawsze ma w sobie ten rodzaj magnetyzmu, który sprawia, iż patrzy się na nią z wielką przyjemnością, a jednak trudno uwierzyć w nią jako intelektualistkę – tę jej cechę podkreślać mają głównie duże okulary w ciemnych oprawkach, na pewno nie dialogi. Gdy pyta pisarza (wypadający tu wyjątkowo drewnianie Patrick Schwarzenegger), czy to on kryje się za główną postacią jego powieści, zdradza kompletną nieznajomość kultury literackiej, a gra tu ponoć doświadczoną wydawczynię. Są w filmie jeszcze – każde jakby z innej bajki – córki wyjęte z horroru czy wspomniany już, obsadzony po warunkach Graham. Szkoda, iż nie dostał do zagrania więcej niż mieszkańca dzielnicy, na życie w której przestało go być stać – innymi słowy: funkcję wykładni problemów mieszkaniowych w Londynie.
Mielizn jest tu zresztą sporo. Film rozlewa się na różne strony, brakuje mu tempa, dyscypliny, którą, być może, mogłoby zapewnić silniejsze umocowanie gatunkowe (aż prosiłoby się o thriller) albo rozwinięcie warstwy psychologicznej. Zamiast tego dostajemy dość przewidywalny dramat rodzinny i niezbyt głęboką krytykę społeczną. Filmowi nie robi dobrze także podniosła muzyka Volkera Bertelmanna, laureata Oscara za "Na zachodzie bez zmian", aż nadto chcąca podkreślić jego "doniosłość". Najciekawsze wydają się wątki architektoniczne i motywy przestrzenne, mocno obecne w kinie ostatnich lat (patrz: "Wielki Łuk", "Brutalista" czy "Parasite"). Tu szczeliny pozwalające biedniejszym podglądać bogatszych mogą okazać się również "oknami życia", a egipskie piramidy po odwróceniu mogą przypominać dantejskie piekło – podziemny lej powstały w wyniku upadku Lucyfera z nieba na Ziemię.
Wierzchołek piramidy to oczywiście jeden procent, który w filmie reprezentuje grany przez Paula Dano bogacz, który musi skojarzyć się z Elonem Muskiem i jemu podobnymi samozwańczymi nadludźmi. Od wymierzanych im łatwych razów czy – odwrotnie – straszenia rewolucją eat the rich, ciekawsze jest tu jednak pytanie o to, co dzieje się z pnącymi się w górę ludźmi z kilku pięter niżej. Kiedy tak naprawdę zaczynają oddzielać się od innych i zamykać w takim czy innym bunkrze? Gdy rodzą się dzieci? Gdy stać ich na sztukę współczesną? Gdy instalują w domu alarm? Te skądinąd interesujące pytania, w "Bunkrze" ledwo zasygnalizowane, czekają na lepszy film.
Jeżeli jednak w poprzednim filmie Zellera wynikała ona z wyabstrahowania ze świata, o którym niby chciał opowiedzieć, zawężenia go do elit, w "Bunkrze" podobny zabieg służy sproblematyzowaniu świata architektury – społecznej i nie tylko. Bardem i Cruz grają tu Miguela i Sofię, majętną parę z siedemnastoletnim stażem i dwójką dzieci, mieszkającą w tej chwili w Londynie. Jak mówi jednak Miguel w wywiadzie rozpoczynającym film (dystrybucja informacji nie jest tu zbyt subtelna, trąci teatrem), gdy jest w Nowym Jorku, czuje się jego mieszkańcem, a gdy w Berlinie – berlińczykiem. Power couple zglobalizowanego świata, kwiat klasy kreatywnej: wzięty architekt i pracowniczka topowego wydawnictwa. Kiedyś mieszkali w Madrycie i, jak twierdzi Sofia, tam byli najszczęśliwsi; reguły gry są jednak nieubłagalne – trzeba wiecznie piąć się w górę i bogacić. Otaczać podobnymi sobie, chronić przed zazdrosnymi spojrzeniami.
Ostatecznym potwierdzeniem sukcesu Miguela staje się propozycja zbudowania luksusowego bunkra dla miliardera z Doliny Krzemowej – i to właśnie w tym momencie pojawiają się wątpliwości. Czy aby wszystko nie poszło za daleko? Czy etycznie jest konstruować schron na wypadek apokalipsy dla kogoś, kto aktywnie się do niej przyczynia? A przede wszystkim: czy oznaczać miałoby to dla rodziny kolejną przeprowadzkę, i to w momencie, kiedy uwiła sobie ona w Londynie więcej niż komfortowe (i bardzo designerskie) gniazdko? Komfort ten zasadza się w dużej mierze na absolutnej prywatności – ich dom, choć nie znajduje się pod ziemią, to także rodzaj bunkra. Jego osobność i samowystarczalność zostaje jednak zaburzona przez sąsiada (Stephen Graham), który postanawia wybić w swojej ścianie okno. Z widokiem na ich ogród (w ich perspektywie) lub (według niego) doprowadzający nieco światła do magazynu, który przerobić zamierza na kawalerkę.
Konflikt na dzielni staje się nieunikniony, do tego wydaje się także katalizatorem innych problemów pary: ich oddalania się od siebie, zawodowych dylematów, problemów wychowawczych… Wątków jest sporo i sprytnie się ze sobą łączą, bardziej jednak na papierze niż na ekranie, bo tam, mimo doborowej przecież obsady, nie wszystko działa. Najlepiej wypada Bardem w roli architekta coraz bardziej tracącego kontakt ze światem mniej luksusowym (różnica między luksusem a elegancją jest tu zresztą tematyzowana), niezaprojektowanym przez siebie samego. Cruz zawsze ma w sobie ten rodzaj magnetyzmu, który sprawia, iż patrzy się na nią z wielką przyjemnością, a jednak trudno uwierzyć w nią jako intelektualistkę – tę jej cechę podkreślać mają głównie duże okulary w ciemnych oprawkach, na pewno nie dialogi. Gdy pyta pisarza (wypadający tu wyjątkowo drewnianie Patrick Schwarzenegger), czy to on kryje się za główną postacią jego powieści, zdradza kompletną nieznajomość kultury literackiej, a gra tu ponoć doświadczoną wydawczynię. Są w filmie jeszcze – każde jakby z innej bajki – córki wyjęte z horroru czy wspomniany już, obsadzony po warunkach Graham. Szkoda, iż nie dostał do zagrania więcej niż mieszkańca dzielnicy, na życie w której przestało go być stać – innymi słowy: funkcję wykładni problemów mieszkaniowych w Londynie.
Mielizn jest tu zresztą sporo. Film rozlewa się na różne strony, brakuje mu tempa, dyscypliny, którą, być może, mogłoby zapewnić silniejsze umocowanie gatunkowe (aż prosiłoby się o thriller) albo rozwinięcie warstwy psychologicznej. Zamiast tego dostajemy dość przewidywalny dramat rodzinny i niezbyt głęboką krytykę społeczną. Filmowi nie robi dobrze także podniosła muzyka Volkera Bertelmanna, laureata Oscara za "Na zachodzie bez zmian", aż nadto chcąca podkreślić jego "doniosłość". Najciekawsze wydają się wątki architektoniczne i motywy przestrzenne, mocno obecne w kinie ostatnich lat (patrz: "Wielki Łuk", "Brutalista" czy "Parasite"). Tu szczeliny pozwalające biedniejszym podglądać bogatszych mogą okazać się również "oknami życia", a egipskie piramidy po odwróceniu mogą przypominać dantejskie piekło – podziemny lej powstały w wyniku upadku Lucyfera z nieba na Ziemię.
Wierzchołek piramidy to oczywiście jeden procent, który w filmie reprezentuje grany przez Paula Dano bogacz, który musi skojarzyć się z Elonem Muskiem i jemu podobnymi samozwańczymi nadludźmi. Od wymierzanych im łatwych razów czy – odwrotnie – straszenia rewolucją eat the rich, ciekawsze jest tu jednak pytanie o to, co dzieje się z pnącymi się w górę ludźmi z kilku pięter niżej. Kiedy tak naprawdę zaczynają oddzielać się od innych i zamykać w takim czy innym bunkrze? Gdy rodzą się dzieci? Gdy stać ich na sztukę współczesną? Gdy instalują w domu alarm? Te skądinąd interesujące pytania, w "Bunkrze" ledwo zasygnalizowane, czekają na lepszy film.






![Wszyscy mówią o Jamiem [zapowiedź i fotorelacja]](https://kulturalnemedia.pl/wp-content/uploads/2026/09/IMG_9111.jpg)










