Odkąd byłam małą dziewczynką, słyszałam od rodziców, iż jestem nikomu niepotrzebna i nic nie znaczę …

polregion.pl 5 godzin temu

Odkąd pamiętam (a pamiętam już sporo, bo niejedną zimę przeżyłam na polskich drogach), moi rodzice w kółko powtarzali, iż nikt mnie nie potrzebuje i iż do niczego się nie nadaję. Taki rodzinny rytuał zamiast rosołu w niedzielę, komentarz o mojej bezużyteczności.

Mówią, iż rodzina to najważniejsze, a matka szczególnie, bo nosiła cię przez dziewięć miesięcy, rodziła w bólach, potem nie spała, euforią wieczną cię karmiła, i jak trzeba było, to oddała choćby ostatnią chałkę na sklepie. No, może nie każda. Moja mama i ja mamy tyle wspólnego, co bigos z sushi. Od zawsze żyjemy na zupełnie innych falach. Nigdy nie czułam wsparcia jak tylko miałam jakiś pomysł, matka kładła na nim łapę i gasiła entuzjazm lepiej niż warszawska Straż Pożarna po sylwestrze.

W oczach matki byłam głupsza niż przysłowiowy but z lewej nogi według niej niczego się nie nauczę, nic nie osiągnę i choćby pierogów porządnie nie ulepię. Doprawdy, nie wiedziałam, skąd bierze w sobie tyle energii na taką twórczą krytykę. Ale kiedy tylko potrzebowała pomocy przy przenoszeniu tapczanu albo podawaniu ogórków ze spiżarni, nagle przypominała sobie, iż jednak córeczka to skarb. Oczywiście ten, co to musiał służyć.

Na szczęście mój tata był jak ciepły koc na zimowe wieczory kochał mnie i zawsze mi kibicował, nawet, kiedy moja kariera stania się polską Beyonce wydawała się nieco odrealniona.

W końcu odważyłam się spakowałam walizkę (i trochę żalu), porzuciłam rodzinny Białystok i wyruszyłam do Warszawy w poszukiwaniu szczęścia. O matko, co to była za opera mydlana: krzyki, łzy, nagłe ataki histerii (Jak ty sobie poradzisz?! Kto mi ogórki przyniesie?!). Ale ja już wtedy postanowiłam: nie dam się rozgryźć jak cebularz na festynie. Zrobiłam po swojemu.

No i proszę, kto by pomyślał? Mieszkam w Warszawie, mam własne spore mieszkanie w bloku z wielkiej płyty (z prawdziwą windą!), zbudowałam własną firmę, dzieci mam dwójkę, męża jak z żurnala i choćby udało mi się nauczyć gotować barszcz bez przypalenia. I wtedy przypominam sobie, jak mama mówiła: Ty? Ty nic nie potrafisz!. A jednak mogłam wystarczyło zatkać uszy, posłuchać własnego serca i uwierzyć w siebie. Każdy Polak potrafi, jeżeli tylko przestanie przejmować się, co powie sąsiadka zza ściany!

Idź do oryginalnego materiału