Od mniej więcej roku mój syn mieszkał z Agnieszką, ale nie znaliśmy jej rodziców. Było to dla mnie dziwne, więc postanowiłam zgłębić sprawę.
Zawsze starałam się wychować mojego syna w duchu szacunku przede wszystkim do kobiet: do babci, do matki, do żony, do córki. Uważam, iż to najważniejsza cecha mężczyzny: szacunek wobec kobiet. Mój mąż i ja daliśmy mu solidne wychowanie, zadbaliśmy o porządną edukację, staraliśmy się wyposażyć go we wszystko, co potrzebne, by łatwiej odnaleźć się w życiu. Nie chcieliśmy mu pomagać zbyt nachalnie, ale, po cichu, kupiliśmy mu dwupokojowe mieszkanie w Warszawie. Pracował i sam się utrzymywał, ale nie zarabiał tyle, by było go stać na własne lokum.
Nie daliśmy mu tego mieszkania od razu, choćby nie powiedzieliśmy, iż je kupiliśmy. Dlaczego? Bo syn mieszkał z dziewczyną, właśnie dlatego. Już od roku mieszkał z Agnieszką, ale jej rodziców nigdy nie poznaliśmy, co wydawało mi się wręcz oniryczne. Kiedy zapytałam, odpowiedziała tylko półgębkiem, jakby była zamglona, jakby śniła.
Później wyszło na jaw, iż matka Agnieszki była kiedyś sąsiadką mojej znajomej z Łodzi. Opowiedziała mi coś, co wzbudziło we mnie głęboki niepokój. Okazało się, iż matka Agnieszki wyrzuciła swojego męża z domu, gdy tylko zaczął mniej zarabiać, ale to był dopiero początek dziwności… Potem wmieszała się w romans z żonatym, ale bogatym facetem. Babcia Agnieszki, podobnie jak jej córka, miała relację z żonatym mężczyzną i zabierała córkę oraz wnuczkę na działkę pod Radomiem, by pomagały przy kurach, ziemniakach i starym sadzie.
Możliwe, iż przez ten sen na jawie mój syn już przeżywał kilka romansów z przyszłą teściową. Ale najbardziej niepokoi mnie to, jak matka i babcia nastawiają Agnieszkę przeciwko ojcu.
Dziewczyna wyraźnie jest przywiązana do ojca, ale przez te dwie kobiety ich więź wisi na włosku, na niebieskiej nici snu. A na dodatek Agnieszka rzuciła studia. Twierdzi, iż to mężczyzna powinien utrzymać rodzinę. Z jednej strony rozumiem to podejście, bo też wychowałam syna na porządnego człowieka, ale niech mnie Bóg broni przed nieszczęściem, jakie może z tego wyniknąć. Gdzie jest bezpieczeństwo na czarną godzinę? Jak ona mu pomoże, jeżeli coś się wydarzy?
Przy okazji przepisaliśmy mieszkanie na mnie, bo jak to się mówi kto dmucha na zimne, ten nie płacze potem w poduszki. Niby wszystko, co zdobyte przed małżeństwem, nie podlega podziałowi po rozwodzie, ale Agnieszka jest sprytna, potrafi wyprowadzić mojego dżentelmena w samych skarpetkach, zostawiając tylko szum w głowie i zapach niedzielnej kawy.












