Od „Ochniakówki” do Wirenki. Rodzinna firma z Wielkopolski przygotowuje się do 50-lecia

codziennypoznan.pl 58 minut temu

Wszystko rozpoczęło się w marcu 1977 roku. W czasach, gdy prowadzenie prywatnego przedsiębiorstwa wymagało nie tylko pomysłowości, ale i wyjątkowej determinacji, Władysław Ochniak rozpoczął w Luboniu działalność związaną z produkcją wód gazowanych. Pierwszy zakład działał przy ulicy Drzymały, zatrudniał pięć osób, a jego wyposażenie było skromne.

Po roku Ochniak zdecydował się na samodzielne prowadzenie działalności. W 1979 roku przeniósł produkcję do nowej siedziby przy ulicy Żabikowskiej 23. Firma stopniowo się rozwijała, zatrudnienie wzrosło do ośmiu osób, a produkcja osiągnęła około dwóch tysięcy butelek dziennie.

Z dzisiejszej perspektywy trudno wyobrazić sobie realia, w jakich funkcjonowały wówczas niewielkie prywatne zakłady. Problemem nie był brak klientów, ale dostęp do maszyn, urządzeń i możliwości inwestowania. W archiwalnych publikacjach o przedsiębiorstwie wspominano, iż wyposażenie kupowano choćby na złomowiskach, a następnie samodzielnie remontowano i przystosowywano do produkcji.

Sam Władysław Ochniak był zresztą kimś więcej niż właścicielem. Zajmował się organizacją pracy, konstruowaniem i naprawianiem urządzeń, planowaniem produkcji, a gdy zachodziła potrzeba, również obowiązkami magazyniera czy księgowego. Budował firmę, z którą od początku mocno związał własne nazwisko.

Z czasem nazwisko to zaczęło funkcjonować również w zupełnie innym kontekście. Mieszkańcy Lubonia i okolicznych miejscowości popularne napoje nazywali po prostu „Ochniakówką”. Szczególnie w latach 80. i 90. określenie to było dobrze rozpoznawalne wśród lokalnych klientów. Dla wielu z nich smak kolorowej oranżady stał się jednym ze wspomnień dzieciństwa.

Nie oznacza to jednak, iż historia przedsiębiorstwa była nieprzerwanym pasmem sukcesów.

Jednym z najtrudniejszych momentów okazał się początek lat 90. Po otwarciu polskiego rynku do sklepów zaczęły masowo trafiać zagraniczne napoje, często sprzedawane w atrakcyjnych, kolorowych opakowaniach. Niewielkim rodzimym wytwórniom coraz trudniej było konkurować z nową ofertą. W latach 1990–1991 również firma Ochniaka musiała zmierzyć się z poważnymi problemami ze sprzedażą.

Przedsiębiorca nie zrezygnował jednak z dalszej działalności. Inwestował w kolejne linie produkcyjne, zwiększał wydajność zakładu i poszerzał asortyment. Napoje z Lubonia docierały nie tylko do Poznania, ale również między innymi do Szamotuł, Tarnowa Podgórnego, Puszczykowa, Gniezna czy Piły. Rozwożono je własnymi samochodami, wśród których były charakterystyczne dostawcze Robury.

Prawdziwy przełom miał jednak nadejść pod koniec dekady.

Władysław Ochniak doszedł do przekonania, iż przyszłość przedsiębiorstwa powinna opierać się na własnym ujęciu dobrej jakości wody. Rozpoczął poszukiwania odpowiedniego miejsca, które pozwoliłoby uniezależnić produkcję od dotychczasowych źródeł zaopatrzenia.

Wybór padł na Komorniki, położone w sąsiedztwie Poznania. Przed podjęciem ostatecznej decyzji przedsiębiorca zlecił specjalistyczne badania hydrogeologiczne, wykonał próbny odwiert i poddał wodę analizom w kilku placówkach naukowych i badawczych. Wyniki potwierdziły przydatność nowego ujęcia do produkcji wody przeznaczonej do spożycia.

Z tym etapem historii firmy wiąże się również niecodzienna ciekawostka. Według rodzinnych przekazów Władysław Ochniak naszkicował projekt przyszłej rozlewni w 1997 roku, podczas rejsu po Nilu. Pomysł, który powstał tysiące kilometrów od Wielkopolski, niedługo później doczekał się realizacji w Komornikach.

Nowy zakład przy ulicy Fabianowskiej rozpoczął produkcję w sierpniu 1999 roku. Woda pozyskiwana z głębokiego ujęcia mioceńskiego stała się podstawą działalności rozlewni. To właśnie z tym okresem związana jest nazwa Wirenka, pod którą przedsiębiorstwo rozwijało swoją działalność na rynku regionalnym.

Uroczyste otwarcie zakładu nastąpiło 18 lutego 2000 roku. W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele władz samorządowych, duchowni, rodzina i przyjaciele przedsiębiorcy. Jak relacjonowało wówczas „Echo Lubonia”, dla Władysława Ochniaka był to moment szczególnie wzruszający – udało mu się zrealizować wieloletnie marzenie o nowoczesnej wytwórni opartej na własnym źródle wody.

Historia przedsiębiorstwa to jednak nie tylko rozwój produkcji. Władysław Ochniak angażował się również w działalność społeczną. W latach 1993–1995 był prezesem Stowarzyszenia „Ludzi Dobrej Woli”, a w 1993 roku otrzymał tytuł „Człowieka Roku” za współudział w powstaniu Funduszu Dobrej Woli oraz działalność na rzecz innych.

Z biegiem lat zmieniały się także osoby kierujące rodzinną firmą. Po Władysławie Ochniaku, który prowadził ją do 2001 roku, stery przejęła Alfreda Ochniak. Kierowała przedsiębiorstwem do 2012 roku. Od 2013 roku działalność kontynuuje Beata Ochniak-Widerska.

Dziś Wirenka wciąż pozostaje rodzinnym przedsiębiorstwem, które mimo zmian gospodarczych i rosnącej konkurencji zachowało swój lokalny charakter. Jej produkty trafiają do restauracji, hoteli, firm i odbiorców indywidualnych w Wielkopolsce.

Co ciekawe, jednym z atutów firmy okazuje się właśnie to, co przez lata pozostało niezmienne. Klienci, którzy jako dzieci pili lubońską „Ochniakówkę”, po latach wracają po znajomy smak oranżady, nierzadko przyjeżdżając już z własnymi dziećmi.

W przyszłym roku minie dokładnie pół wieku od chwili, gdy Władysław Ochniak rozpoczął produkcję napojów w niewielkim zakładzie w Luboniu. Przez ten czas zmieniła się technologia, opakowania, sposób dystrybucji i oczekiwania klientów. Pozostało jednak coś, czego nie da się stworzyć w ciągu jednego sezonu – historia marki budowanej przez pokolenia i obecnej w codziennym życiu lokalnej społeczności.

Idź do oryginalnego materiału