Od lat biją rekordy popularności. Nie boją się łamać kolejnych tabu

swiatseriali.interia.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: INTERIA.PL


"Uwielbiam jej wątek - między Violet i Markusem jest ogromna chemia, ale jednocześnie Violet jest matką, a po śmierci męża przez długi czas nie była z nikim w romantycznym związku. Jest teraz przed nią wiele możliwości do odkrycia samej siebie. Bardzo nam zależało, aby pokazać, iż choćby jeżeli w tym świecie ktoś jest osobą dojrzała, nie oznacza to, iż nie może mieć własnych pragnień. Raczej zasługuje na to, aby zostały one zaspokojone" - mówi Interii Jess Bronwell.


Choć w centrum czwartej odsłony bijących rekordy “Bridgertonów" znajduje się historia miłosna Benedykta (Luke Thompson) i Sofie (Yerin Ha), to w najnowszych odcinkach rozwinięto nie tylko wątek Franceski (Hannah Dodd), ale również Violet Bridgerton, matki ośmiorga rodzeństwa.


Świat serialowej rodziny, której losy od lat przyciągają widzów, zostaje rozszerzony o nowe postacie, punkty widzenia, a kolejne sezony - poświęcone Francesce i Eloise (Claudia Jessie) znacząco będą różniły się od wcześniejszych serii. Pierwsza była wariacją na temat udawanego związku, którego bohaterowie, zanim się w sobie zakochali, starali się osiągnąć określone społeczne korzyści. W drugiej niechęć przerodziła się w miłość, w trzeciej - przyjaźń. W czwartej główną przeszkodą jest różnica klas.Reklama


O tej różnicy, rozwoju postaci Franceski i cudownym sezonie dla Violet Bridgerton rozmawiamy z Jess Bronwell ("Kim jest Anna", "Skandal"), showrunnerką serialu od trzeciej serii.
Katarzyna Ulman, Interia: Zacznijmy od najważniejszej rzeczy - Violet Bridgerton jest prawdziwym diamentem tego sezonu i supergwiazdą najnowszych odcinków. Jak ważne było wplecenie jej relacji z Markusem w czwartym sezonie?
Jess Bronwell: Ogromną euforią było dla nas obserwowanie tego, co Ruth Gemmell wyprawia w tym sezonie. Violet ma wiele historii do opowiedzenia, a Ruth jest na ekranie potęgą. Uwielbiam jej wątek - między Violet i Markusem jest ogromna chemia, ale jednocześnie Violet jest matką, a po śmierci męża przez długi czas nie była z nikim w romantycznym związku. Jest teraz przed nią wiele możliwości do odkrycia samej siebie. Bardzo nam zależało, aby pokazać, iż choćby jeżeli w tym świecie ktoś jest osobą dojrzała, nie oznacza to, iż nie może mieć własnych pragnień. Raczej zasługuje na to, aby zostały one zaspokojone.
W centrum czwartego sezonu znajdują się Benedykt i Sofie. Co czyni tę parę tak wyjątkową?
- Oczywiście, największą różnicą, która dzieli Benedykta i Sofie to różnica klas. To jest główna przeszkoda, jaką muszą pokonać i chyba największa ze wszystkich, jakim musiały sprostać pary we wszystkich dotychczasowych sezonach. Tym, co jest absolutnie wspaniałe jest fakt, iż i Ben, i Sofie są postaciami wesołymi, figlarnymi.
- W przypadku Benedykta jest to o wiele bardziej widoczne, to bohater bardzo żywiołowy. Dlatego uwielbiam scenę z latawcem w pierwszej części sezonu, kiedy widzimy, iż Sofie też ma w sobie trochę dziecięcej wrażliwości, której nie mogła pokazać wcześniej, ze względu na swoją sytuację. To cudowne widzieć ich w końcu w chwili, kiedy mogą być naprawdę razem. W drugiej części jest kila scen, w których mogą być figlarni. Włączając w to scenę w wannie. Jestem z tego zachwycona.


Jednymi z moich ulubionych scen są te, w których widzimy całą ósemkę Bridgertonów. Relacje między rodzeństwem są świetne, a chemia między obsadą jest bardzo widoczna.
- W piątym odcinku, to jedna z moich ulubionych scen, widzimy Hiacyntę i Gregory’ego uczących się tańca wraz z resztą młodej części sojcety. Wydaje mi się, iż każda scena, w której udaje nam się zebrać całe rodzeństwo, jest takim spełnieniem marzeń naszego serialu - iż jest się częścią tak kochającej, wspaniałej i zabawnej rodziny jak “Bridgertonowie".
Druga część czwartej serii jest bardzo interesująca dla Franceski, która należy zresztą do moich ulubionych postaci. Jak będzie wyglądać jej podróż po tym, co wydarzyło się w ostatnich odcinkach?
- Droga, którą wyznaczamy Francesce od samego początku jej serialowej podróży, to ukazanie tego, iż w pewnym sensie ukrywa się sama przed sobą. To postać, która jest bardzo skryta. Nie mówię, iż nie potrafi spojrzeć w głąb siebie, ale sądzę, iż trochę się boi tego, co tam znajdzie. Śmierć Johna jest dla niej potężnym ciosem i czymś, co na wiele sposobów otworzy ją, ale jednocześnie może spowodować, iż znowu zamknie się w sobie i zbuduje wokół siebie kolejne mury, ponieważ nadmiar rzeczy, które czuje jest dla niej trudny. Będziemy rozwijać ten wątek i bawić się nim w kolejnych sezonach.
Zobacz też: Trzydzieści lat czekali na opowiedzenie tej historii. Mroczny serial nikogo nie pozostawi obojętnym
Idź do oryginalnego materiału