Ach, ta babcia wyszła za mąż, skrzywdziła dzieci!
W weekendy Agata jak zwykle odwiedzała swoją matkę. Mama miała już 78 lat i od dawna mieszkała sama. Przez dwa dni Agata zdążała zrobić w domu porządki, wyprać pościel wszystko manualnie, bo pralki automatycznej nie było, woda tylko z pompy za domem. Latem dochodził jeszcze ogród.
Przeprowadziłabyś się do mnie, Agatko, wszystko byłoby lżej, nie masz biedna ani chwili odpoczynku mówiła matka, kiwając głową.
Mamo, przecież tam mam pracę, córkę, wnuczki wzdychała Agata.
Stefan wrócił. Deski z okien w swoim domu zerwał. Pięć lat tam nikt nie mieszkał, odkąd Zofia odeszła. Mówił, iż tu chce resztę życia spędzić, pytał o ciebie, pewnie przyjdzie zobaczyć się opowiadała mama, robiąc herbatę.
Stefan… był moją szkolną miłością. Kochałam go, a on nie zwracał na mnie uwagi. W klasie maturalnej zdobyłam się na odwagę utopiłam wiadro w studni i pobiegłam prosić Stefana, żeby je wyciągnął, bo inaczej matka się wścieknie.
Stefan wziął kij i poszedł. Pół godziny walczył z zamarzniętą studnią, ale wiadro wyciągnął.
Myślisz, iż wróżba się spełni? zaśmiał się odchodząc.
Komu wyciągniesz wiadro temu będzie przeznaczone!, tak mówiły dziewczyny na wsi.
Okazało się, iż Stefan miał rację. Wróżba się nie sprawdziła.
Wyjechał do Poznania. Skończył studia, przeprowadzał się z miejsca na miejsce, objechał niemal całą Polskę. Żenił się, rozwodził… i wrócił.
Ja, po szkole, poszłam do technikum ekonomicznego w mieście niedaleko rodzinnej wsi. Do dziś pracuję jako księgowa. Wyszłam za mąż. Urodziła się moja jedyna córka, Wioletta. Osierociałam osiem lat temu.
Stefan przyszedł wieczorem. Zmieniony, siwy, postarzały.
Ty dalej piękna jesteś powiedział i objął mnie.
No proszę, a niby nie kłamiesz? Przecież oboje mamy ponad pięćdziesiąt lat, zmieniliśmy się, postarzałam jak każdy przerwałam mu z uśmiechem.
Później siedzieliśmy w altance. Wypiliśmy po kieliszku domowej nalewki z jarzębiny na powitanie i rozmawialiśmy, rozmawialiśmy…
Stefan opowiadał, iż z żonami miał dwie rozstał się w zgodzie. Żadnej nie skrzywdził, każdej zostawił mieszkanie i wspólny majątek.
Ma dorosłego syna z pierwszego małżeństwa. Syn z matką wyjechał na stałe do Niemiec. Żona była z polskich Niemców, których wojna rzuciła na Syberię, a potem do Polski.
Druga żona sama wniosła o rozwód zakochała się w młodszym. Stefan nie zatrzymywał jej, nie mieli dzieci.
Stefan jest już na emeryturze wywalczył ją dzięki pracy na północy i szkodliwym warunkom. Planuje zebrać ekipę miejscowych chłopów i budować domy, altanki, sauny, remontować mieszkania. Popyt jest, trochę kapitału też posiada.
Coś ja się wygadałem o sobie! A jak u ciebie? Słyszałem, iż zostałaś sama dopytywał Stefan.
I nagle opowiedziałam mu wszystko. Być może nadszedł taki moment, iż musiałam się wygadać, a może nalewka podziałała.
Nie jestem sama, Stefku. Ekipę mam sporą. W tej rodzinie jestem niemal służącą zaczęłam opowieść.
Córka po szkole do nauki się nie garnęła, od razu zamąż wyszła. Zięcia do nas przyprowadziła. Mieszkanie trzypokojowe, miejsca wystarczyło dla wszystkich. Urodziła się wnuczka, Dorotka.
I wyszło tak, iż wszystkie domowe obowiązki stały się moim świętym zadaniem. Córka w depresji i z małym dzieckiem.
Mój mąż (złoty człowiek) żałował mnie i pomagał. Nigdy nie narzekał na zdrowie, ale pewnego ranka już nie obudził się. To był dla mnie cios! Ale nie było czasu w rozpacz.
Pracowałam i dźwigałam całą rodzinę. Wydatki rosły. Zięć zarabia niewiele. Wszystkie pieniądze oddaję do wspólnej kasy. Miałam nadzieję, iż wnuczka podrośnie, córka odda ją do przedszkola i wróci do pracy, będzie lżej, ale… gdy wnuczka miała cztery lata, córka urodziła drugą, Martynkę.
Starsza już chodzi do szkoły. Młodsza ma pięć lat. Córka przez cały czas siedzi w domu.
Rano karmię zięcia i dzieci śniadaniem, szykuję Dorotkę do szkoły. Martynka zostaje z matką a adekwatnie sama się bawi lub ogląda bajki. Jest spokojną dziewczynką, a matka śpi do południa.
Odprowadzam Dorotkę do szkoły i idę do pracy. Wieczorem szykuję jedzenie na następny dzień, uczę wnuczki, piorę, sprzątam też.
Próbowałam powiedzieć córce, iż już nie jestem młoda, czas, żeby też coś zrobiła w domu. Bez skutku. Jest zmęczona dziećmi.
Zięć wszystko akceptuje. Teściowa pracuje, na wydatki wystarcza, jemu nie trzeba się starać. Do tego własne warzywa z rodzinnej wsi.
Zięć pomógłby mi w ogrodzie, ale problem nie ma auta. Marudzi, żebym dała pieniądze na samochód. Wiedzą, iż mam oszczędności, a boję się oddać ostatnie i zostać bez grosza. Zresztą, moich oszczędności na auto nie wystarczy.
Zmęczona jestem. Wiem, iż sama sobie winna. Wychowałam leniwą i bezwstydną córkę. Rozumiem, a wyjścia z tego koła nie widzę…
Takie życie, nie martw się, Aga, coś wymyślimy. Powoli, chodź do domu, już świta Stefan pożegnał się i wyszedł.
W niedzielę wieczorem podwiózł mnie swoim samochodem do miasta. Cieszyłam się, ile jedzenia udało się przywieźć z wsi. Stefan pomógł wnieść worki i torby.
Gdy odszedł, córka zapytała:
Skąd tego dziadka wytrzasnęłaś?
Wyjaśniłam, iż to dawny kolega z klasy i zaczęłam rozpakowywać warzywa.
Dwa tygodnie później dawny kolega pojawił się przed południem i zaczął wynosić z domu rzeczy, które wcześniej spakowałam. Zaspani zięć z córką wyglądali z pokoju.
Co się dzieje, co za akcja? pytali jednym głosem.
Wyprowadzam się, wychodzę za mąż. Wracam do rodzinnej wsi, będę żyła ze Stefanem odpowiedziałam.
O matko, chyba ci odbiło pod starość! Za mąż się wybiera! Panna bez mieszkania! A obiad ugotowałaś? Twoje wnuczki zaraz będą głodne! oburzyła się córka.
Teraz sama będziesz karmić swoje córki i męża też. Dziesięć lat żyłam dla was, teraz chcę dla siebie. Kochana córko, musisz się trochę ruszyć odparłam.
Zdrajczyni, zabraniam ci widywać się z wnuczkami! wrzeszczała Wioletta.
Nie planuję na razie ich widywać, będę miała dużo spraw. Zresztą, widywałam je częściej niż ty przez te lata i wyszłam.
W samochodzie popłakałam się.
Trzeba było uprzedzić, iż się wyprowadzam powiedziałam do Stefana.
Usłyszałabyś to samo, tylko dłużej. Jeszcze więcej przykrych słów. Zryw trzeba robić nagle, po żywemu. Za mocno się do ciebie przyssali, inaczej nie dałabyś rady odpowiedział Stefan.
U mnie w domu Stefana zaprowadziłam porządek. Zrobił mi ciepły toalet i zamontował kabinę prysznicową. Wprawdzie wodę dowozi się z pompy i wlewa do wielkiego zbiornika, a szambo opróżnia dwa razy w miesiącu, ale to już drobiazgi.
Dostałam propozycję pracy w szkole jako intendentka. Zgodziłam się pensja niższa, ale spokojniej. Stefan buduje ze swoją ekipą domy, zamówienia są przez cały rok. Jesteśmy szczęśliwi, żyjemy zgodnie i spokojnie.
Po miesiącu zięć przywiózł dziewczynki na weekend. Dorotka opowiadała babci, iż mama z tatą często się kłócą. Tata gotuje zupę, ale na tym się kończy. Mama myśli o pracy, ale jeszcze nie wie gdzie.
W niedzielę zięć chciał zostawić Martynkę w mojej wsi, ale nie zgodziłam się:
Ja pracuję, Stefan też. Dzieci powinny mieszkać z rodzicami. Na weekend proszę bardzo, ale na stałe opiekujcie się sami. To wasze dzieci, nie moje.
Zięć z córką byli urażeni, ale tydzień później wnuczki znów trafiły do babci.
Tylko na weekend tłumaczył zięć i sam został w gościach u teściowej, tęsknił za jej gotowaniem.
Taka jest moja historia.
Jedni uznają, iż matka była bezlitosna względem córki, inni, iż sprawiedliwa.
Ile ludzi, tyle opinii
A ja zrozumiałem jedno całe życie robiłem wszystko dla innych, myśląc, iż to miłość. Dopiero, kiedy zacząłem żyć dla siebie, poczułem prawdziwy spokój. Nikt nie zrobi dla nas tyle, ile my sami musimy zrobić dla siebie.






