„Obserwatorzy” – Okno na świat [RECENZJA]

filmawka.pl 10 godzin temu

Wiecie, iż jesteście skopofilami? No bo w jakim innym celu regularnie siadalibyście w zaciemnionej sali kinowej, gdzie skryci w mroku, bez skrępowania oglądacie cudze przeżycia, niejednokrotnie wstydliwe i intymne? Nie będę was jednak osądzał za wszechobecną w każdym człowieku potrzebę wojeryzmu, bo bez niej nie mielibyśmy do czynienia adekwatnie z żadnym medium wizualnym. Pewnie gdybym nie wywołał was teraz do tablicy tym bezpośrednim oskarżeniem, możliwe iż nie przeszłoby wam przez myśl, iż jest w tym coś złego. W końcu ciężko się oprzeć, gdy przed oczami dzieją się rzeczy tak niezwykłe, iż wzrok nie zamierza kierować się gdziekolwiek indziej niż w epicentrum tragedii. I to właśnie o tym odbiorczym wścibstwie opowiada Brian K. Vaughan w swoim wspaniałym komiksie.

Główna bohaterka opowieści, Val, tak jak my w przytoczonym wyżej hipotetycznym akapicie, siedzi w kinie. Zanim jednak zdąży rozgniewać się na chłopaka, który wystawił ją do wiatru, do sali wpada uzbrojony mężczyzna, który streamując całe zajście, morduje wszystkich widzów. Jednak dopiero tutaj zaczynają się kuriozalne przygody protagonistki, bowiem ta ulatuje z ciała jako duch i zaczyna przemierzać ulice miasta, próbując poskładać rzeczywistość do kupy. Nie jest jednak jedynym widmem dryfującym nad metropolią, a jedną z tysięcy tytułowych obserwatorów, zawieszonych na wieczność między niebem i piekłem, nie mogąc wrócić na ziemię. I tak będzie już przez setki lat, gdy Ziemia zmieni się w mgnieniu oka. Co można robić przez tak długi czas? Przyglądać się życiom, które jeszcze się nie skończyły, zapoznać się z innymi duchami, tęsknić za seksualnymi uniesieniami i czekać na nadchodzącą apokalipsę. Czyli tak jak za życia.

fot. „Obserwatorzy” / Nagle! Comics

Obserwatorzy to opowieść tocząca się po dwóch równoległych torach. Pierwszy z nich to emocjonalna historia Val, która nie zdążyła jeszcze znaleźć swojego miejsca za życia, a trafia do świata, gdzie musi szukać go od nowa. Relacje nawiązywane z innymi duszami i konfrontowanie z nimi swojego światopoglądu rzucają nowe światło na jej przeszłość i prowokują do zadawania wielu niewygodnych pytań. Scenarzysta daje bohaterce szansę na rozliczenie się z dawnymi grzechami, ale także dużą dozę bezkarności do popełniania kolejnych. Jaką ścieżkę obierze, dowiecie się dopiero w czasie lektury, jednak nie będą to nigdy decyzje jednoznaczne i oczywiste. Val unika dzięki temu skategoryzowania jako postać jakkolwiek jednowymiarowa, przechodząc w czasie naszej lektury niemałą przemianę, nie uciekając się do banalnych frazesów. Postaci na drugim planie to nie tylko spersonalizowana przeciwwaga dla jej doświadczeń i perspektywy, ale również stojące na własnych nogach (czy raczej lewitujące) charaktery.

Drugi tor to otwarte zakwestionowanie naszych odbiorczych przyzwyczajeń i wymagań. Ciężko nie odebrać historii o ciągłym podglądaniu jako czytelnego komentarza na temat naszej potrzeby oglądania rzeczy dziwnych, nieprzyzwoitych i celowo ukrytych za ścianą prywatności. Jest to komiks, który czytany w miejscu publicznym może zaowocować rzuconymi w waszym kierunku nieprzychylnymi spojrzeniami, co warto wziąć pod uwagę, jeżeli nie macie siły na wykład o różnicy między erotyką a pornografią. Granica ta jest jednak bardzo płynna również w samym komiksie, gdzie coraz bardziej eksplicytne i coraz mniej „waniliowe” sceny intymnych zbliżeń wywołują rumieniec na twarzach bohaterów. Czasem ze wstydu, czasem z podniecenia. Wokół nas szaleje futurystyczna zagłada, wieżowce walą się w posadach, powietrze smakuje rdzą, ludzie łakną popularności jeszcze bardziej niż zwykle, a nasz wzrok nie wie, na czym się skupić. Byle na coś spojrzeć. Byle się działo. Pamiętacie może, co Quentin Tarantino odpowiedział na pytanie Jana Wahla, skąd potrzeba tak wizualnej i wszechobecnej przemocy w jego filmach? Ponieważ to jest bardzo fajne! I nie udawajcie nawet, iż patrzycie na kolejne sceny seksualnej rozwałki w innych celach niż rozrywkowe. A iż macie potem moralniaka? Trudno.

fot. „Obserwatorzy” / Nagle! Comics

A będzie na co patrzeć. Pal licho choćby uniwersalne piękno ludzkiego ciała uchwycone w intymnym zespoleniu, bo chodzi o wizualny całokształt. Niko Henrichon to artysta spełniony na każdej płaszczyźnie. Intymne i romantyczne erotyki, dynamiczne sceny akcji, monumentalne i futurystyczne metropolie, pełne grozy i euforii ekspresje bohaterów. Nie ma dziedziny w której Kanadyjczyk nie okazałby się mistrzem w swoim fachu. choćby sceptyczni wobec dużej ilości nagości będą musieli docenić ogromny talent artysty, któremu nie straszna ani pulpa, ani filozofia. A dodając do tego piękne i solidne wydanie w twardej oprawie, choćby pobieżne kartkowanie tego komiksu staje się ogromną przyjemnością.

Brian K. Vaughan pytany o swój komiks, powiedział: „chciałem przyjrzeć się samemu sobie […] Zrównać bohatera i czytelnika, który nie może zrobić nic z tym co obserwuje. Czemu adekwatnie wybieramy oglądać właśnie coś takiego?”. Powodów jest wiele, ale dobrze zetknąć się z twórcą i dziełem, potrafiącym sięgnąć do różnorodnych potrzeb odbiorczych. Obserwatorzy to znacznie więcej niż erotyczna powieść groszowa, ale i nie znajdziecie tutaj nadęcia filozoficznego moralitetu. To niejednoznaczna i stymulująca wiele rejonów w mózgu opowieść o mechanizmach, które popychają nas do kolejnej lektury, bez względu na to, jak silnie czasem chcemy odwrócić wzrok.

korekta: Monika Konkol

Idź do oryginalnego materiału