Obroże, kapelusze i stare gitary. Pamiątki po Brigitte Bardot poszły za fortunę

angora24.pl 6 godzin temu

Zainteresowanie było ogromne. Przez kilka dni poprzedzających licytację wystawę obejrzało około 15 tys. osób, a do udziału w aukcji zarejestrowało się blisko 3 tys. kolekcjonerów z Francji i zagranicy. Przełożyło się to na wynik sprzedaży. Prawie milion euro, czyli niemal dwadzieścia razy więcej niż początkowe 50 tys. euro. Kupujący zaciekle walczyli o pamiątki. Głównie o te, które przypominały o dawnej karierze aktorki i artystycznym otoczeniu. Autoportret gwiazdy, wyceniony na zaledwie 200 – 300 euro, sprzedano za blisko 40 tys. Litografia Aslana, wyceniona na 60 – 80 euro, osiągnęła ponad 7 tys., a rysunek Jean-Jacques’a Sempégo „Brigitte Bardot fait parler” (w luźnym tłumaczeniu „Brigitte Bardot wywołuje komentarze”), szacowany na 5 – 10 tys. euro, osiągnął 25 156 euro. Dwie gitary aktorki, klasyczna Yamaha i flamenco Admira, wyceniane na kilkaset euro, sprzedano odpowiednio za około 8600 i 11 900 euro.

(Nie)banalne relikwie

Także przedmioty, niemal banalne, stawały się relikwiami. Kolekcjonerzy płacili nie tyle za ich materialną wartość, ile za możliwość posiadania fragmentu codzienności jednej z największych ikon francuskiego kina. I tak wiklinowy fotel z „pawim” oparciem, szacowany na 120 – 150 euro, znalazł nabywcę za ponad 7 tys., a maszyna do pisania, na której Bardot pracowała nad autobiografią, osiągnęła 4634 euro. Jednak najbardziej spektakularne wyniki osiągnęły przedmioty najmocniej związane z prywatnym życiem BB i jej działalnością na rzecz zwierząt. Dwie obroże dla psów, z tabliczką z nazwiskiem aktorki i numerem telefonu do La Madrague, miały kosztować około 30 euro. Rosyjska kolekcjonerka zapłaciła za nie 9400 euro. Trzy pluszowe foczki – symbol zwierząt, o których ochronę Bardot walczyła od lat 70., z estymacji 30 euro skoczyły do około 2200.

Mimo finansowego sukcesu, nie obyło się bez kontrowersji. Jeszcze przed aukcją ostro zaprotestował Bernard d’Ormale, ostatni mąż aktorki. Uznał sprzedaż za „skandaliczną” i oskarżył organizatorów, w tym Fundację Brigitte Bardot, o brak szacunku dla jej pamięci. Twierdził, iż nie został adekwatnie poinformowany o charakterze przedsięwzięcia i nie zdawał sobie sprawy, iż pod młotek trafią tak osobiste przedmioty. Jego zdaniem nie powinny zostać rozproszone wśród prywatnych kolekcjonerów, ale stać się częścią kolekcji poświęconej pamięci aktorki, udostępnianej jej wielbicielom, na przykład w La Madrague. Fundacja podaje jednak inną wersję. Według jej przedstawicieli sprzedaż została zatwierdzona w czerwcu przez cały zarząd, również przez d’Ormale’a, który był wówczas jego przewodniczącym i miał uczestniczyć w inwentaryzacji. Nowy prezes Max Guazzini przypomniał również, iż sama Bardot w 1987 roku sprzedała część swoich najcenniejszych rzeczy, by zdobyć pieniądze na stworzenie organizacji walczącej o prawa zwierząt. Także dochód z obecnej aukcji ma zostać w części przekazany właśnie fundacji, resztę zaś otrzyma Nicolas-Jacques Charrier, jedyny syn aktorki.

Spór dotyczy więc czegoś więcej niż pieniędzy. Dla fundacji rozproszenie pamiątek jest przedłużeniem misji Bardot, jaką była walka o zwierzęta. Dla d’Ormale’a – rozparcelowaniem intymnego świata kobiety, z którą dzielił życie. Rynek wydał własny werdykt. Dla wielbicieli BB choćby psia obroża czy pluszowa foka okazały się warte tysiące euro.

Idź do oryginalnego materiału