O tej więzi mało kto wie. Ich historia zaczęła się dużo wcześniej niż kariery. "Miał same piątki"

kobieta.gazeta.pl 2 godzin temu
Nazwiska, które dobrze znamy z pierwszych stron gazet, czasem łączą nie tylko branżowe ścieżki, ale także więzy krwi. Mało kto zdaje sobie sprawę, iż rodzinne powiązania łączą także Piotra Kraśkę i Monikę Zamachowską. Jak bliska jest ich relacja? Ta historia może zaskoczyć.
Piotr Kraśko i Monika Zamachowska (znana także jako Monika Richardson) od lat funkcjonują w świecie mediów. Jednak łączy ich coś więcej niż telewizyjne studio. Dziennikarze są bowiem rodzeństwem ciotecznym. W dzieciństwie byli sobie bardzo bliscy.

REKLAMA







Zobacz wideo Internauci chcieli, żeby pojechał na Eurowizję. Przemek Kucyk wyznaje: Wysłałem zgłoszenie, nie wiem, co się stało



Monika Zamachowska o wspólnym dzieciństwie z Piotrem Kraśką. Wspomina o rywalizacji
W młodości wspólnie spędzali wakacje u babci. Spotykali się również przy okazji rodzinnych przyjęć. - Wymyślaliśmy najróżniejsze zabawy, np. walczyliśmy z pokrzywami. Piotrka nazywano wtedy Guziczkiem. Nasza babcia Jadzia, mama taty, potrafiła jak mało kto wzbudzać w nas ducha rywalizacji. Pod koniec roku szkolnego dzwoniła do mnie do Wrocławia i pytała o oceny, zaznaczając, iż "Piotruś miał same piątki" - opowiadała po latach prezenterka w rozmowie z magazynem "Show".


Oboje wywodzą się z rodziny silnie związanej z mediami. Ojciec i dziadek Piotra Kraśki byli dziennikarzami. Zresztą podobnie jak matka Zamachowskiej. Co ciekawe, macochą dziennikarza była Nina Terentiew. Nic więc dziwnego, iż ich zawodowe drogi również zaprowadziły ich do telewizji.
Zgrzyt w ich relacji. Dlaczego doszło do konfliktu między kuzynostwem?
Kraśko po latach pracy w TVP i byciu prezenterem "Wiadomości" przeszedł do konkurencyjnej stacji - TVN. Zaczął prowadzić śniadaniowy program "Dzień Dobry TVN" w duecie z Kingą Rusin. Później objął funkcję szefa "Faktów". To właśnie ten etap kariery dziennikarza okazał się kością niezgody między kuzynostwem.
Jak podaje plotek.pl, Zamachowska miała wówczas w rozmowie z "Faktem" stwierdzić, iż "praca w śniadaniówce to mało ambitna działka", a "prawdziwego dziennikarza telewizyjnego stać na więcej". Kraśko zdecydował się odpowiedzieć krewnej i przyznał, iż "telewizja nie dzieli się na śniadaniową i kolacyjną, a dobrą i złą". Po tej wymianie zdań ich relacje na pewien czas się ochłodziły. Zdążyli już jednak zakopać topór wojenny.
Idź do oryginalnego materiału