Nowy serial ze świata "Gry o tron" spełnił oczekiwania. Tak dobrej produkcji dawno nie było

swiatseriali.interia.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: INTERIA.PL


"Rycerz siedmiu królestw" to nowy serial HBO Max, osadzony w uniwersum "Gry o tron", który skupia się na przygodach Dunka i Egga. Od dziś na platformie można oglądać pierwszy odcinek. Po obejrzeniu całego sezonu, mogę śmiało powiedzieć, iż to jedna z najdojrzalszych i najbardziej angażujących historii, jakie opowiedziano w tym uniwersum od lat.


Doczekaliśmy się kolejnego serialu osadzonego w uniwersum "Gry o tron". Po "Rodzie smoka", który - szczególnie w drugim sezonie - zebrał od fanów sporo krytyki, przyszła pora na "Rycerza siedmiu królestw". Produkcja powstała na podstawie książek George’a R.R. Martina, a dokładniej zbioru opowiadań o losach Dunka i jego giermka, Egga. Fabułę oparto na trzech tekstach: "Błędnym rycerzu", "Zaprzysiężonym mieczu" oraz "Tajemniczym Rycerzu". Akcja serialu rozgrywa się około 90 lat przed wydarzeniami znanymi z "Gry o tron".Reklama


Z pewnością nie byłam jedyną osobą, która z niepokojem zastanawiała się, co HBO zrobi z tym materiałem. Ekranizacje prozy George’a R.R. Martina nie zawsze były udanymi próbami przeniesienia jego literackiego świata na ekran. Na szczęście w przypadku "Rycerza siedmiu królestw" ten scenariusz się nie powtórzył.



"Rycerz siedmiu królestw": prosty, ale o wielkim sercu. Trudno nie lubić głównego bohatera


Dunk to młody i nieco naiwny, ale niewiarygodnie poczciwy rycerz. W dodatku niezwykle wysoki. Samo słowo "rycerz" może być jednak nieco mylące. Przez większą część życia był bowiem wędrownym giermkiem. Jako nastolatek towarzyszył ser Arlanowi z Pennytree, który nauczył go walki oraz rycerskich obyczajów. Po śmierci Arlana Dunk musi nadać swojemu życiu nowy kierunek. Wyrusza na turniej. Po drodze poznaje tajemniczego, ale bystrego chłopca z ogoloną głową, Egga. Ich relacja staje się sercem całej opowieści.
"Rycerz siedmiu królestw" to produkcja kameralna: sześć odcinków, z których większość trwa około 30 minut. Twórcom udało się maksymalnie zagęścić treść. Każda scena ma znaczenie, dialogi są precyzyjne, a bohaterowie zarysowani z dużą uważnością. Serial wyraźnie dystansuje się od mrocznego, chwilami przesyconego patosem "Rodu smoka". Zamiast monumentalności dostajemy przyziemny świat, pełen brudu, brutalności i przekleństw. Zaskakująco dobrze współgra z wyraźnie zaznaczonym humorem. To właśnie te lżejsze momenty nadają całości charakteru i odróżniają ją od innych produkcji z uniwersum "Gry o tron".


"Rycerz siedmiu królestw" zaskarbił sobie moją sympatię za sprawą głównych bohaterów. Peter Claffey, dotąd raczej nieznany szerokiej publiczności, okazał się idealnym wyborem do roli Dunka. W świecie Westeros brakowało postaci tak prostolinijnych, a jednocześnie autentycznie wrażliwych i obdarzonych naturalnym poczuciem humoru. Dunk ma swoje zasady, ale przede wszystkim kieruje się empatią i sercem. Jest załamany, gdy uświadamia sobie, iż tak bardzo ceniony przez niego ser Arlan z Pennytree jest kompletnie zapomniany wśród lordów, którym wiernie służył. Równie wymowne są sceny z Eggiem. Dunk obiecuje chłopcu, iż nie będzie chodził głodny i zawsze znajdzie dla niego miejsce do spania.
No właśnie. Egg. Nie będę spoilerować, kim tak naprawdę jest jego bohater. Choć nie jest tak wyeksponowany jak Dunk, jego obecność ma najważniejsze znaczenie dla dalszego rozwoju historii.

"Rycerz siedmiu królestw": udany serial ze świata "Gry o tron"


"Rycerz siedmiu królestw" początkowo sprawia wrażenie lekkiej, momentami wręcz zabawnej opowieści o poczciwym rycerzu. W połowie sezonu historia skręca jednak w znacznie mroczniejsze i brutalniejsze rejony, stając się przejmującym obrazem walki o honor. Ta zmiana tonu działa na zdecydowaną korzyść serialu. Znakomicie nakręcone i precyzyjnie zainscenizowane sceny walk z pewnością wbiją w fotel niejednego widza. Mnie samej trudno było się od nich oderwać, choć nie należały do najprzyjemniejszych w odbiorze.


Umiejętnie rozłożony ciężar emocjonalny sprawia, iż "Rycerz siedmiu królestw" potrafi naprawdę poruszyć, szczególnie w finałowym odcinku. W połączeniu z imponującą realizacją i bardzo dobrą grą aktorską otrzymujemy bardzo udaną produkcję osadzoną w świecie "Gry o tron". Śmiało można postawić ją obok pierwszych sezonów kultowego hitu HBO. Tym bardziej cieszy informacja o zapowiedzianym już drugim sezonie, na który czekam z dużą niecierpliwością.
Czytaj więcej: Nowy rozdział uwielbianego uniwersum. Pełna humoru, epicka opowieść
Idź do oryginalnego materiału