Strach przed poślubieniem niewłaściwej osoby – o tym traktuje serial "Tu zdarzy się coś strasznego", który zamienia naturalne wątpliwości w istny horror. Haley Z. Boston, zainspirowana przestrogami, jakie słyszała w młodości od mamy, postanowiła odprawić ślub jak z koszmaru, który obejrzymy na Netflixie już w czwartek (26 marca).
Rachel i Nicky przygotowują się do wielkiego wesela. Tydzień poprzedzający – planowaną z dużą dbałością o detale – ceremonię wystawi ich związek na próbę, ale nie na taką jak w nadchodzącej "Dramie" z Zendayą i Robertem Pattinsonem. Zarys fabuły "Tu zdarzy się coś strasznego" jawi się raczej jako coś, co śmiało mógłby wymyślić Stephen King (swoją drogą idol Boston).
W serialu sakramentalne "tak" powiedzą sobie Camila Morrone ("Daisy Jones & The Six") i Adam DiMarco ("Biały Lotos"). Wzruszającym – przeważnie, ale akurat nie w tym przypadku – wydarzeniom na ołtarzu przyjrzą się Jennifer Jason Leigh ("Nienawistna ósemka"), Ted Levine (odtwórca roli Buffalo Billa w "Milczeniu owiec"), Zlatko Buric ("Superman"), Gus Birney ("Szczęście dla początkujących") oraz Karla Crome ("Toksyczne miasto").
"Tu zdarzy się coś strasznego" będzie tak straszny jak "Nawiedzony dom na wzgórzu"? Recenzja na to wskazuje
Na łamach brytyjskiego dziennika "The Guardian" Rhik Samadder określił "Tu zdarzy się coś strasznego" mianem "absolutnie przerażającego". W krótkiej recenzji pierwszego odcinka krytyk wskazał na niezwykłą moc delikatnego oświetlenia i dźwięku, który zniekształca piosenki, gdy chce przyprawić widza o dreszcze. Groza miesza się w dziele Haley Z. Boston z elementami osobliwymi. Efekt przerażenia potęgują frustrujące decyzje postaci (tak typowe dla bohaterów horrorów).
"Serial ma świetną fabułę, pełną nieregularnych obrazów i scen przypominających limbo. Całość uświetnia obecność Jennifer Jason Leigh [...]. Kiedy pojawiła się o północy, mówiąc jakieś dziwne rzeczy, zdenerwowałem się. Musiałem ściszyć dźwięk. Zacząłem się irytować, iż to wszystko jest takie straszne" – podsumował Samadder.
Przypomnijmy, iż Netflix już raz pozwolił innemu twórcy, Mike'owi Flanaganowi, skutecznie przyprawić widownię o ciarki. Jego "Nawiedzony dom na wzgórzu" długo królował w rankingu oglądalności, choć od jumpscare'ów nie mógł się opędzić.
Sukces adaptacji powieści Shirley Jackson, która straszy i fascynuje jednocześnie, dał Flanaganowi możliwość nakręcenia dla giganta streamingu jeszcze czterech horrorowych seriali: "Nawiedzonego dworu w Bly", "Nocnej mszy", "Klubu Północnego" i "Zagłady domu Usherów" na podstawie prozy Edgara Allana Poego.
Dodajmy, iż przy tworzeniu "Tu zdarzy się coś strasznego" scenarzystce "Gabinetu osobliwości Guillermo del Toro" pomogli bracia Dufferowie, którzy po finale "Stranger Things" zasiedli na fotelach producentów wykonawczych, a także polska reżyserka Weronika Tofilska ("Love Lies Bleeding" z Kristen Stewart).
