Nowy nowy dzień

filmweb.pl 1 dzień temu
Zdjęcie: plakat


Myśli i słowa. W sporych ilościach, a w dodatku raczej ciepłe i przychylne – to zostaje w głowie po seansie "Spider-Mana: Całkiem nowy dzień", czwartej już części przygód Petera Parkera w wydaniu Toma Hollanda.

To pierwszy jego występ – licząc poświęcone Spider-Manowi filmy pełnometrażowe, a nie cameo czy spektakle z (super)bohaterem zbiorowym – z nowym reżyserem u steru. Destin Daniel Cretton zastępuje na stołku Jona Wattsa. I całe szczęście, bo po "licealnej" trylogii przyszedł najwyższy czas, by seria ewoluowała w nową, dojrzalszą stronę. I robi to, choć być może nieco za późno, biorąc pod uwagę kontekst szerszego MCU.

Przyznam szczerze, iż pierwsza część, "Spider-Man: Homecoming", była na owe czasy wszystkim, czego mogłem oczekiwać od filmu z Człowiekiem-Pająkiem. Świeżość, luz, bardzo dobra młoda obsada i świetny Holland kapitalnie łączący urok i charyzmę z nastoletnią nieporadnością bohatera.

Dobrym pomysłem było też sparowanie (to akurat jeszcze w "Kapitanie Ameryce: Wojnie bohaterów") młodego Petera "Telemacha" Parkera z Tonym "Mentorem" Starkiem, który pozwolił twórcom sprawnie wmieszać postać pajęczaka w wątki MCU oraz pozbyć się postaci Wujka Bena. Po seriach z Tobeyem Maguire'em i Andrew Garfieldem była to miła odmiana.

Tom Holland
  • CTMG, Inc.
  • Jay Maidment


Jednak przez blisko dekadę to przywiązanie Spider-Mana do wciąż podnoszącego stawkę MCU pozbawiło bohatera możliwości sprawdzania się tam, gdzie w komiksach działa najlepiej: na dzielni.

To w końcu bohater z sąsiedztwa, odważny i waleczny, a jakże!, ale przy okazji swojski i poczciwy. Bardziej niż loty w kosmos i magiczne zaklęcia pasują mu utarczki z rabusiami i pojedynki ze złoczyńcami niższej rangi.

I o ile "Spider-Man: Bez drogi do domu" z 2021 roku sprawdzał się jako metakomentarz do wszystkich kinowych odsłon Pająka, odpowiednik albumu "The Best Of" ukochanej kapeli, o tyle dopiero "Całkiem nowy dzień" ustawia go tam, gdzie być powinien od początku.

Po zaklęciu, które Doktor Strange rzucił w finale poprzedniego filmu, wszyscy na świecie zapomnieli, iż Peter Parker i Spider-Man to ta sama osoba i iż jakikolwiek Peter Parker w ogóle żyje. Zapomnieli o tym też jego najbliżsi, MJ (Zendaya) i Ned (Jacob Batalon). Oboje dostali się na wymarzone studia na MIT i wyprowadzili pod Boston, dokładnie tak, jak planowali to zrobić wspólnie z Peterem, gdy pamiętali o jego istnieniu.

On tym czasem zajął się byciem bohaterem na pełen etat. Film otwiera widowiskowy montaż czerpiący z najbardziej kultowych okładek komiksów o Spider-Manie. Cretton od razu określa też wizualny ton: jest poważniej, bardziej przyziemnie, ale wciąż kolorowo, a wysoki kontrast sprzyja wydobywaniu emocji. Próżno szukać tu płaskich, szarych kadrów, do których przyzwyczaiło nas MCU. Od strony wizualnej to zdecydowanie najlepszy film z serii i czołówka całego uniwersum.

Jon Bernthal
  • CTMG, Inc.
  • Jay Maidment


Najjaśniejszym punktem jest jednak relacja głównego bohatera z Punisherem, w którego wciela się Jon Bernthal.

Tu nie wypada nie wspomnieć o anegdocie sprzed lat, gdy podczas kręcenia filmu "Pilgrimage" nastoletni wówczas Holland zaprzyjaźnił się na planie z Bernthalem. To wówczas Netflix szukał odtwórcy do roli Punishera, a Sony i Marvel Studios nowego Spider-Mana.

Holland poprosił Bernthala o pomoc w nagraniu self-tape’a na casting, a po pierwszym, dość zachowawczym ujęciu starszy aktor podpowiedział młodzikowi, by pochwalił się swoimi akrobatycznymi zdolnościami. Potem to Holland zrewanżował się Bernthalowi i pomógł mu nagrać video do "Punishera". Obaj, jak wiemy, te role dostali. Utrzymywali też kontakt przez lata rozwijających się karier. W tym roku najpierw dzielili ekran u Christophera Nolana w "Odysei", teraz robią to w nowym "Spider-Manie".

Ich chemia jest nie do przecenienia. W komiksach też zdarzało się im współpracować, a iż metody i podejście do bohaterszczyzny mają skrajnie różne, ich spotkania bywały wybuchowe i pełne napięcia. W filmie i tego nie brakuje, ale przeważają tu zdecydowanie dobrze wyważony humor oraz zaskakujące wręcz pokłady emocji, zwłaszcza w końcówce.

O tym, co tych dwóch łączy, dowiadujemy się podczas pierwszej dużej sceny akcji: pościgu za wozem opancerzonym mknącym ulicami Manhattanu. Wtedy też następuje prawdziwe zawiązanie fabuły: sprawcą zamieszania okazuje się bowiem tajemnicza postać (Sadie Sink), która potrafi przejmować kontrolę nad umysłami Bogu ducha winnych przechodniów.

Spider-Man z kolei zdaje się jedynym, który jest w stanie wyczuć jej działanie, dzięki swoim pajęczym zmysłom. A przynajmniej, gdy te działają jak należy. Z naszym bohaterem zaczyna się dziać bowiem coś podejrzanego, zupełnie jakby jego mutacja starała się rozwinąć o kolejne stadium ewolucji. A przekładając z komiksowego na metaforyczne: Spider-Man dojrzewa.

Tom Holland
  • CTMG, Inc.


Na gruncie emocjonalnym jest to film o samotności i wchodzeniu w dorosłość już nie tylko pod względem metryki, ale życiowych doświadczeń. Strata, poświęcenie oraz konsekwencje trudnych wyborów potrafią zrobić tu znacznie większą krzywdę niż dobrze wymierzony cios superłotra.

Dla Petera cała sytuacja jest tym trudniejsza, iż oto do Nowego Jorku po latach studiów wracają MJ i Ned, których przez ten czas podglądał w mediach społecznościowych. Spotkanie na żywo pozwoli mu ponownie podjąć próbę zaniechaną w finale "Bez drogi do domu" – przypomnienia przyjacielowi i ukochanej o swoim istnieniu. Ale czy tym razem się to uda? A jeżeli tak, to jakim zostanie obarczone kosztem? Może lepiej byłoby odpuścić i nie narażać ich na kolejne zranienia, zwłaszcza gdy w mieście grasuje nowy, czytający w najgłębiej skrytych myślach przeciwnik?

Internet pewnie jest już pełen spoilerów na temat tego, kim w istocie jest postać grana przez Sink. I choć można się tego domyślić już po zwiastunach, lepiej jest iść na seans bez tej wiedzy i dać się miło zaskoczyć.

Film wprowadza do uniwersum też nową bohaterkę – detektyw Jean DeWolff (znana z "The Bear" Liza Colón-Zayas), policjantkę, która współpracuje ze Spider-Manem na podobnej zasadzie co Jim Gordon z Batmanem w bratnim uniwersum.

Tom Holland
  • CTMG, Inc.
  • Jay Maidment


Nie jest też tajemnicą, iż w niewielkiej roli pojawia się Mark Ruffalo jako Bruce Banner i – oczywiście – Hulk. Jego konfrontacja ze Spider-Manem to świetnie poprowadzona scena akcji, zarówno choreograficznie, jak i wizualnie. Lepiej tylko prezentuje się wymiana ciosów z pewną znaną z komiksów i seriali grupą odzianych w czerwień wojowników ninja.

W skromnym cameo pojawia się też ktoś z nowego składu Avengersów, co na myśl przywodzi ostatni udany film z MCU, "Thunderbolts*". To skojarzenie nieprzypadkowe, zwłaszcza gdy porówna się finałowe konfrontacje z obydwu filmów. By uniknąć spoilerów, napiszę tylko, iż zdecydowanie na plus wychodzi twórcom, gdy zamiast kolejnej naparzanki finał postanawiają wygrać emocjami i dobrze skrojonym dialogiem.

Czy "Całkiem nowy dzień" to nowe otwarcie dla serii? Oby. jeżeli tak miałyby wyglądać kolejne ekranowe przygody Spider-Mana, byłbym bardziej niż usatysfakcjonowany. Holland jednak skończył niedawno trzydziestkę, a od poprzedniej odsłony minęło pięć lat… Wiadomo, iż Człowiek-Pająk powróci, ale stawiałbym raczej na kolejne cameo w MCU i jeden, góra dwa filmy, w których Peter Parker przekaże pałeczkę Milesowi Moralesowi. Spider-Man jako bohater sprawdza się przecież znacznie lepiej jako nastolatek i młody dorosły, a nie facet w kryzysie wieku średniego.
Idź do oryginalnego materiału