Nowa opłata za paczki spoza Unii Europejskiej. Będzie drożej, ale czy skuteczniej? Co na to InPost?

wschodni24.pl 1 godzina temu

Od 1 listopada 2026 roku zakupy internetowe z państw spoza Unii Europejskiej zostaną objęte kolejną opłatą. Tym razem będzie to 2 euro za pozycję towarową w zgłoszeniu celnym. To dodatkowy koszt, ponieważ od lipca obowiązuje już ryczałtowe cło w wysokości 3 euro. Unijni urzędnicy przekonują, iż nowe przepisy ograniczą napływ tanich przesyłek. Tymczasem Rafał Brzoska, prezes InPostu, już wcześniej wskazywał na zasadniczy problem: azjatyckie platformy handlowe doskonale wiedzą, jak dostosować logistykę do europejskich regulacji.

Dodatkowe 2 euro. Unia chce ograniczyć import tanich towarów

Nowe przepisy mają wejść w życie 1 listopada. Opłata manipulacyjna w wysokości 2 euro będzie naliczana od pozycji w zgłoszeniu celnym dotyczącym zakupów internetowych wysyłanych spoza UE.

To kolejny etap reformy europejskiego systemu celnego. Od 1 lipca 2026 roku obowiązuje już zryczałtowane cło wynoszące 3 euro za pozycję towarową w przesyłkach o wartości do 150 euro.

Nowa opłata manipulacyjna będzie odrębną należnością, a jej zakres obejmie także zakupy o wartości przekraczającej 150 euro.

W praktyce oznacza to, iż w przypadku małych zamówień łączne należności wynikające z obu mechanizmów mogą wynosić 5 euro za jedną pozycję towarową.

Co ważne, nie oznacza to automatycznie doliczenia 5 euro do rachunku każdego klienta. Należności rozliczają podmioty odpowiedzialne za zgłoszenie celne, jednak sprzedawcy mogą przenosić te koszty na kupujących.

Szef KAS: liczba przesyłek już znacząco spadła

Jak poinformował w rozmowie z Polską Agencją Prasową Marcin Łoboda, szef Krajowej Administracji Skarbowej, pierwsze efekty wprowadzenia lipcowego cła są już widoczne.

Według przedstawionych przez niego danych w Polsce liczba zgłoszeń celnych dotyczących niewielkich przesyłek spoza UE spadła o około 50 procent. Jeszcze większy spadek, sięgający około 75 procent, odnotowano w liczbie pozycji towarowych wykazywanych w tych zgłoszeniach.

Skala rynku była ogromna. W samym 2025 roku do obrotu w Polsce dopuszczono ponad 26 milionów przesyłek spoza Unii Europejskiej, zawierających blisko 130 milionów pozycji towarowych.

Zdaniem szefa KAS listopadowa opłata może jeszcze bardziej ograniczyć napływ najtańszych produktów. Szczególnie wtedy, gdy należności związane z importem będą przewyższać wartość zakupionego towaru.

Rafał Brzoska: problem jest bardziej skomplikowany

Nie wszyscy przedstawiciele rynku logistycznego podzielają przekonanie, iż dodatkowe opłaty rzeczywiście powstrzymają ekspansję azjatyckich platform.

Rafał Brzoska, założyciel i prezes InPostu, już w maju krytycznie oceniał pomysł wprowadzenia ryczałtowego cła na niewielkie przesyłki.

Podczas konferencji wynikowej wskazywał, iż wiele produktów kupowanych na chińskich platformach trafia do odbiorców z magazynów znajdujących się na terenie Europy.

W jego ocenie poświęcono zbyt dużo czasu w forsowanie rozwiązań, które nie uwzględniają rzeczywistego sposobu funkcjonowania współczesnego handlu internetowego.

Stanowisko to rozwijał również rzecznik prasowy InPostu Wojciech Kądziołka. W wypowiedzi dla Telepolis podkreślał, iż azjatyckie platformy inwestują w europejskie magazyny i centra dystrybucji.

Oznacza to, iż towary mogą być importowane hurtowo, a następnie wysyłane do odbiorców już z terenu Unii Europejskiej.

W takim modelu pojedyncza przesyłka z magazynu w Polsce czy innym państwie członkowskim nie jest nowym importem spoza UE. Koszty celne są natomiast rozliczane przy wcześniejszym wprowadzeniu towarów na unijny rynek.

Co szczególnie interesujące, InPost nie przewidywał istotnego bezpośredniego wpływu lipcowych regulacji na swoją działalność operacyjną. Firma zwracała uwagę, iż obsługuje przesyłki, które już przeszły odprawę celną.

Nie jest to jednak nowe, oficjalne stanowisko InPostu dotyczące konkretnie listopadowej opłaty 2 euro. To wcześniejsze wypowiedzi firmy i jej prezesa odnoszące się do reformy zasad importu.

Czy Temu, Shein i AliExpress rzeczywiście stracą?

To jedno z najważniejszych pytań dotyczących nowych regulacji.

Europejscy przedsiębiorcy od dawna wskazują, iż platformy azjatyckie mogą sprzedawać towary po cenach trudnych do osiągnięcia dla firm prowadzących działalność na terenie Unii Europejskiej.

Nowe przepisy mają wyrównywać warunki konkurencji, zwiększać bezpieczeństwo produktów oraz ograniczać możliwości unikania obowiązków celnych.

Jednak zmniejszenie liczby niewielkich przesyłek zgłaszanych do odprawy nie musi oznaczać proporcjonalnego zmniejszenia sprzedaży chińskich produktów.

Duże platformy mogą bowiem zmieniać sposób dostaw, konsolidować zamówienia i rozwijać magazyny w Europie. Dzięki temu zamiast tysięcy pojedynczych przesyłek importowanych bezpośrednio do klientów na rynek unijny trafiają większe partie towarów.

To zgodna z prawem zmiana modelu logistycznego, a nie automatycznie nielegalne unikanie cła.

Kto ostatecznie zapłaci?

Choć formalnie opłaty celne i manipulacyjne mają być rozliczane przede wszystkim przez sprzedawców, platformy oraz podmioty dokonujące zgłoszeń, ich ekonomiczny ciężar może ostatecznie ponieść konsument.

W praktyce możliwe są trzy scenariusze: droższe produkty, wyższe koszty dostawy lub przejęcie części należności przez same platformy handlowe.

Dla konsumenta kupującego droższy produkt różnica może być stosunkowo niewielka. Inaczej wygląda sytuacja przy zakupie drobiazgów za kilka złotych, kiedy dodatkowe koszty mogą całkowicie zniwelować korzyść wynikającą z niskiej ceny.

Mniej paczek czy tylko inna droga ich dostarczania?

Nowe przepisy pokazują dwa różne spojrzenia na rozwój handlu internetowego.

Administracja celna dostrzega spadającą liczbę zgłoszeń i traktuje to jako potwierdzenie skuteczności regulacji. Przedstawiciele branży logistycznej przypominają natomiast, iż handel elektroniczny potrafi bardzo gwałtownie dostosowywać się do nowych warunków.

I właśnie tutaj pojawia się zasadnicze pytanie.

Czy Unia Europejska rzeczywiście ograniczy napływ tanich produktów spoza Wspólnoty, czy jedynie sprawi, iż będą one trafiać do konsumentów inną drogą, przez europejskie magazyny i centra logistyczne?

Spadek liczby zgłoszeń celnych nie daje jeszcze pełnej odpowiedzi. Aby ocenić skuteczność reformy, trzeba również wiedzieć, jak zmieniła się rzeczywista wartość importu, sprzedaż azjatyckich platform i ceny płacone przez konsumentów.

Jedno jest pewne. Od 1 listopada system importu towarów kupowanych przez internet będzie droższy dla podmiotów bezpośrednio sprowadzających je spoza Unii Europejskiej.

Czy stanie się dzięki temu bardziej sprawiedliwy i bezpieczny? To pokażą kolejne miesiące.

Idź do oryginalnego materiału