Nowa gwiazda polskiego serialu. Zastąpił aktora, grającego w nim od dziecka

swiatseriali.interia.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: INTERIA.PL


Pół roku temu Maciej Kucharski dołączył do stałej obsady "Klanu" jako nowy odtwórca Pawła Lubicza juniora, zastępując w tej roli Juliana Peciaka, który grał ją od dziecka. Jak się czuje w butach poprzednika? Czy zamierza osiąść w "Klanie" na dłużej i zestarzeć się razem ze swoim bohaterem?


Jak to się stało, iż wybór padł na ciebie?
Maciej Kucharski: - Był casting. Nietypowy, miał miejsce w hali, w której serial powstaje, w pełnej scenografii, pomiędzy zdjęciami. Miałem do przygotowania dwie sceny, z Dorotą Kamińską i Tomkiem Stockingerem, zagraliśmy je i już. To był najgorętszy dzień zeszłego lata, nie czułem się komfortowo, bo ja kocham zimę, ale mimo to chyba wypadłem nienajgorzej, skoro tę rolę dostałem.


Nie obawiałeś się, iż wchodząc w buty poprzednika, będziesz z nim porównywany?Reklama
- W ogóle o tym nie myślałem. Nie oglądałem serialu wcześniej, nie miałem zamiaru nikogo naśladować. Uznałem, iż dowiem się o tym bohaterze wszystkiego na planie i zagram go po swojemu.
Paweł jest postacią trochę młodszą od ciebie, dopiero studiuje...
- Ja nieustannie gram młodszych od siebie! To chyba oznacza, iż się dobrze trzymam (uśmiech)...


Wygląda na to, iż sporo się będzie wokół niego dziać...
- Też mi się tak zdawało, a i twórcy zapowiadali, iż chcą zmienić tor tej postaci. I faktycznie, wszedłem z impetem, miałem dużo zdjęć, ciekawie zarysowanych problemów... Ale na razie trochę to ucichło, sprawy młodego Lubicza odeszły nieco w cień, mam nadzieję, iż tylko chwilowo.
- Tak naprawdę tego nie wie nikt, scenariusze pisane są na bieżąco, czas pomiędzy ich powstawaniem, kręceniem zdjęć a emisją jest niedługi, przez co trudno powiedzieć, co się będzie działo dalej.
A co z Tolą (Klaudia Łapot), dziewczyną Pawła?
- Odziedziczyłem ją po poprzedniku. I odkąd przyszedłem do serialu, czyli pół roku temu, pozostajemy wciąż na tym samym etapie relacji, nic tu się nie zmieniło. To też jest niewiadoma, jak to się potoczy...
Co - po tym pół roku - możesz powiedzieć o planie "Klanu"?
- Na pewno jest tu inaczej niż w innych produkcjach. Pracuje się sprawniej, szybciej, nie ma przerw obiadowych, każdy coś tam przekąsi w wolnej chwili. Jest dużo fajnych osób, ogólnie przyjemnie.
Czy z Tomaszem Stockingerem, czyli doktorem Lubiczem, twoim serialowym ojcem, nawiązaliście jakąś szczególna więź?
- Nie powiedziałbym. Tomka widzę jako osobę konkretną, zdyscyplinowaną w pracy, bywa iż srogą dla innych, kiedy coś jest nie tak. Ale dla mnie jest miły, nie miałem z nim żadnych spięć. Może mam jeszcze taryfę ulgową z uwagi na krótki staż w tym serialu (uśmiech)?


"Klan" trwa nieprzerwanie już od ponad 28 lat, ty masz lat 26 - to znaczy, iż grasz w serialu z historią dłuższą niż twoja własna...
- No i iż "psuję" statystyki (uśmiech). Tomek Stockinger mówił ostatnio, iż średnia wieku aktorów grających w "Klanie" jest najwyższą ze wszystkich produkcji serialowych, co wynika z faktu, iż jest to najdłużej emitowana telenowela w Polsce. Chociaż ostatnio przybywa młodszych, jak patrzę na aktorów przewijających się przez plan, to można śmiało powiedzieć, iż mamy obsadę wielopokoleniową.
Masz zamiar starzeć się razem z "Klanem", osiąść w nim na lata?
- Z natury jestem osobą, która nie lubi za długo siedzieć w jednym miejscu, więc raczej tego nie przewiduję. Choć z drugiej strony - nigdy nie mów nigdy. Kto wie, jak się sprawy potoczą? Na pewno gra w "Klanie" jest dla mnie kolejnym ważnym doświadczeniem, wciąż się uczę, mam przyjemność pracować z profesjonalistami i to już jest plus. Jak długo ta przygoda potrwa i czy będzie tylko przygodą, czy dłuższym etapem mojej zawodowej drogi - czas pokaże.


Wcześniej wystąpiłeś już w kilku serialach, pośród nich w "Zatoce szpiegów", produkcji wojennej, gdzie zagrałeś niemieckiego porucznika Jorga Schwarzenberga, postać, którą trudno zapomnieć...
- Było to trudne, wymagające zadanie, miałem obawy, czy uda się precyzyjnie oddać złożoność tej postaci i całej sytuacji. Wielkim wsparciem i podporą był dla mnie reżyser, Łukasz Ostolski, z którym się znakomicie współpracowało. Dodatkowy atut stanowił fakt, iż była to produkcja kostiumowa, w jakiej wcześniej nigdy nie grałem, mało tego - nie miałem choćby takiego myślenia... A okazało się, iż to przeniesienie się w inny czas, w inny świat, dostarcza niebywałych emocji. Mam nadzieję, iż powstanie kontynuacja tego serialu i iż będę w niej uczestniczył.
Jest też kolejny, tym razem komediowy serial, w którym również niebawem będzie można cię oglądać...
- Wygrałem casting do głównej roli w produkcji pod tytułem "Chomik w systemie", realizowanej dla nowej platformy internetowej WOW. Reżyserem jest Kordian Piwowarski, ekipa jest doborowa, zapowiada się fajna rzecz. Będzie emitowana wyłącznie w sieci, która - jak wiadomo - coraz mocniej konkuruje z tradycyjną telewizją.
Grasz też w teatrze?
- Tak. Wcześniej grałem we Wrocławskim Teatrze Współczesnym, a teraz w Teatrze Capitol Warszawa, gdzie mam przyjemność występować w dwóch przedstawienia dla dzieci: "Piotruś Pan" i "Królewna Śnieżka". To interesujące doświadczenie, dziecięca widownia jest wymagająca, ale wdzięczna i szczera w odbiorze, dobrze się razem bawimy.


Twoja aktywność artystyczna nie odgranicza się do grania, sam również próbujesz tworzyć sztukę...
- w tej chwili piszę scenariusz, a adekwatnie piszemy wspólnie z Mateuszem Osiadaczem, kolegą ze studiów. Był rok wyżej ode mnie, dobrze się rozumiemy. Tematem jest kondycja człowieka we współczesnym świecie i to jak powszechna dezinformacja, chaos komunikacyjny, wpływa na naszą psychikę i życiowe posunięcia. Mam nadzieję stworzyć z tego serial, z inteligentnym, metaforycznym przesłaniem, być może choćby uda mi się go wyreżyserować. Taki mam plan.
Czyli co? Zmieniasz zawód, rzucasz aktorstwo?
- To nie tak. Nie lubię zamykać sobie dróg, staram się robić różne rzeczy, być niezależnym, ale aktorem będę zawsze. Kiedy zdecydowałem się nim zostać i zdawać do szkoły aktorskiej, wiedziałem, iż to wybór na całe życie. Do egzaminów przygotowywała mnie Dorota Zięciowska - aktorka i wspaniały nauczyciel. Potrafiła zaintrygować mnie tym zawodem i zmotywować, tak iż do Akademii Teatralnej we Wrocławiu dostałem się za pierwszym podejściem!


Pochodzisz z Krakowa, studiowałeś we Wrocławiu, a mieszkasz w Warszawie - dużo przeprowadzek, a wszystko w ledwie parę lat.
- Kraków zawsze pozostanie moim najukochańszym miejscem na Ziemi, Wrocław wspominam znakomicie, a do Warszawy przeniosłem się, bo tu mam pracę. Uniezależniłem się szybko, już na trzecim roku zacząłem pracować, kiedy byłem na czwartym zagrałem w serialu TVN pt. "Bunt". Nie robiłem dyplomu na uczelni, zaliczyli mi go tym serialem...
Tak się da?
- Było trochę turbulencji, pani dziekan nie zapatrywała się przychylnie na to rozwiązanie. Ale były też przesłanki za i to całkiem sporo. Moja rola w "Buncie" stanowiła jedną z głównych, grałem ją przez dziewięć miesięcy - zatem spędziłem na tym planie więcej czasu niż koledzy przy próbach do dyplomu, byłem twarzą ramówki TVN. Poza tym skoro w szkole teatralnej można pisać pracę magisterką o filmie, to dlaczego by nie robić filmem dyplomu? Regulamin tego wprost nie zabrania! I tak oto stanęło na moim. Nie jestem pewny, ale byłem chyba pierwszą osobą, która ukończyła studia w ten sposób. No cóż? Zawsze w życiu lubiłem chodzić swoimi ścieżkami i wybierać niekonwencjonalne rozwiązania. Myślę, iż tak już mi pozostanie (uśmiech).
Rozmawiała: Jolanta Majewska-Machaj
Idź do oryginalnego materiału