Now Playing (209)

ekskursje.pl 1 dzień temu

Tytus mówi w którejś księdze do przyjaciół, iż nie mógł zasnąć, bo miał goń myślową. Pamiętam kolosalną ulgę z dzieciństwa, gdy się dowiedziałem z komiksu, iż nie jestem jedyną osobą na świecie, której się to przydarza.

Chciałbym, żebyśmy na blogasku chociaż na chwilę oderwali się od wojny i polityki i wrócili do jego popkulturowych korzeni. Z pewnych przyczyn jechałem ostatnio samochodem, w którym głównym źródłem rozrywki był fizyczny egzemplarz płyty „Phrenology” the Roots. Za to z głośnikami o wystarczającej mocy, żeby basy przyjemnie masowały łydki.

Miałem potem goń myślową, w której w tle słyszałem w kółko największego hiciora z tej płyty „Seed 2.0”, a konkretnie oczywiście jego linia basu. W końcu nie mogłem się powstrzymać i ją wyguglałem. Zasnąłem wyobrażając sobie, iż ją gram. Jest zwodniczo prosta, ale oczywiście jak zawsze w klimatach funky, i tak chodzi o te stumilionowe ułamki nuty, których amator nie odtworzy – więc najwyżej będzie grać jak MIDI.

Piosenka też w pewnym sensie mówi o goni myślowej. Jak wiecie, nie jestem przesadnym wielbicielem hiphopu, ale mam trochę szacunku dla „starej szkoły” (niczym tytułowy Bill od Tarantino, „I’m all about the old school”). Podobno dziś główne kryterium to „czy twórca używa auto tune’a”. Na tej płycie oczywiście wszystko jeszcze brzmi należycie analogowo.

Takie prawdziwe oldschoolowe rapowanie dobrze się nadaje do oddawania goni myślowej właśnie, w której jedno się rymuje z drugim, ale niekoniecznie się układa w spójną narrację. Kiedy to się zrobi porządnie, rap wzbija się na wyżyny tego, co kiedyś nazywano „piosenką aktorską”. interesujące swoją drogą czy ktoś to kiedyś analizował, „inspiracje tymi wszystkimi Brelami we współczesnym hiphopie?”.

Piosenka ma cyferkę „2.0”, bo jest wersją rozwojową prototypu z solowej płyty Cody Chesnutta. Nie jest to hiphop, ciocia Wiki klasyfikuje jego styl jako „R&B i neo-soul”.

Pierwotna wersja jest słabiutka, choć widać w niej zalążki przyszłego hiciora. Jest tam już na przykład w całości ta zachwycająca linia basu, ale zagrana nieporównanie słabiej (według Cioci Wiki, artysta nie miał warunków na porządną produkcję i nagrał to wszystko na amatorski magnetofon).

Jest też niemal cały ten tekst, który Chesnutt ponownie śpiewa w wersji „2.0”. Tylko iż bez rapu jest tragicznie słabiutki. Piosenka jest o seksie przedstawionym bez jakichkolwiek metafor – tak, tytułowe nasienie to nasienie.

Podmiot liryczny zapładnia swoją ukochaną (imieniem Mary), a ponieważ ma wielkiego i długiego, to na pewno się to uda. Poza tym „she don’t take no pill”. Podmiot liryczny oczekuje narodzin dziewczynki, której chce nadać imię „Rock and Roll”.

Gdybym znał tylko to, to bym kolesia nie polubił. Jakoś ogólnie odrzuca mnie od samochwalstwa, od razu myślę „koleś, uwierzę w ten twój Grosstalent dopiero jak Mary nagra piosenkę na jego cześć”.

W wersji „2.0” dochodzi do tego jednak rapowy monolog, który zawiera wspomnianą goń myślową, skonstrastowaną ze spokojną pewnością siebie monologu Cody Chesnutta. Wokalista, godzien swego pseudonimu Black Thought, jest pełen wątpliwości.

Czy ta Mary to w ogóle odpowiednia kobieta na matkę jego dziecka? Ona w ogóle nie szanuje jego muzyki, chce tylko „platyny, lodu i złota”. Zdaje się, iż gdy ją przygarnął, w była na najlepszej drodze do wejścia na złą drogę. Przecież jak coś się finansowo nie uda, ona natychmiast odejdzie.

W tej wersji „Seed 2.0” to już ponadczasowa opowieść, w której każdy może się odnaleźć. Wszyscy kiedyś przecież mieliśmy taką szamotaninę, choćby jak w piosence „Ostatnia nocka” Maleńczuka („wierzę jej czy nie wierzę”), też o nocnej goni myślowej przecież. Teraz można to choćby odczytać jako metaforę procesu twórczego („wyjdzie z tego świetna płyta!” / „to będzie kompletna porażka!”).

Płyta pochodzi z zupełnie innej epoki, gdy głównym kanałem promocji muzyki była tak zwana „muzyczna telewizja”, w uproszczeniu MTV. Nikt dziś nie uwierzy iż kiedyś było coś takiego! W każdym razie, tam po raz pierwszy usłyszałem / zobaczyłem „Seeds 2.0”. Bardzo mi się spodobał ten dialog „czarnych myśli” / „białych myśli”, choć oczywiście nie znałem wtedy wersji pierwotnej. Zaczynałem właśnie pracować nad pierwszą książką i mniej więcej tak się właśnie miotałem, „to nie ma sensu, to mnie przerasta” i „dam radę”.

Szczerze mówiąc, mam tak do dzisiaj. Nic się nie zmieniło, tylko dawna MTV już nie wróci…

Idź do oryginalnego materiału