Polirytmiczne akrobacje.
Zanim Kevin Martinez objawił się jako didżej i producent klubowej elektroniki, odebrał staranne wykształcenie w grze na akustycznych instrumentach – fortepianie i perkusji. Nic więc dziwnego, iż umiejętności te sprawiły, iż kiedy zaczął tworzyć własne nagrania, z miejsca zaskakiwały one oryginalnym tonem i aranżacją. Działając od końca minionej dekady pod pseudonimem Niño Árbol, producent z Guadalajary dorobił się trzech albumów, na których balansował od IDM-u, przez bass music, po techno. Najciekawsze rezultaty osiągnął na wydanym w ubiegłym roku krążku „Psiconomimesis”.
Zanim Martinez objawił swą własną twórczość, powołał również do życia kolektyw i wytwórnię Ssensorial. Promuje ona nie tylko jego nagrania, ale też innych wykonawców z Meksyku. Działania te przynoszą wymierny skutek: artysta zagrał dotychczas w ponad 24 krajach świata, mając na swym koncie udział w popularnym Boiler Roomie i występy w takich klubach, jak Berghain czy Sisyphos w Berlinie. Nic więc dziwnego, iż w zeszłym roku postanowił zresetować się i wyjechał na kilka tygodni do miasteczka El Cuyo na meksykańskim Jukatanie. Efektem tej wyprawy jest nowa płyta Niño Árbol.
„Cuyo” to nieco inna muzyka niż „Psiconomimesis”. O ile na tamtym wydawnictwie dominował IDM, tak tutaj otrzymujemy go adekwatnie tylko w finałowym „Bajo El Sol”. „Aquí Suspendido” i „Donde Aprieta” lokują się z kolei w formule techno, mając jednak zdecydowanie nieoczywisty charakter. Więcej tu wręcz archetypowego drum and bassu – choćby w „Una Vez Adentro” czy „Estratosfera”. Lwią część płyty stanowi jednak polirytmiczny tribal, w którym Meksykanin koncentruje się na perkusyjnych wariacjach, tworzących gęste i hipnotyczne struktury („Punto de Quiebre”).
Mocno perkusyjny charakter tego materiału sprawia, iż kilka więcej tu innych dźwięków. Najczęściej tę rytmiczną nawałnicę uzupełniają zimne i metaliczne pasaże syntezatorów, o industrialnym tchnieniu, usytuowane w tle poszczególnych nagrań („Todavía Flota el Resplandor”). Uzupełnia je szeleszcząca i chrzęszcząca siatka cyfrowych glitchy, które momentami wychodzą wręcz na pierwszy plan („Colapsó”). Z rzadka pojawia się tu bardziej nastrojowa elektronika („Antes del Suelo”).
Nie ma co ukrywać: dosyć oszczędny to materiał. Większość nagrań brzmi trochę jak demo – wstępne szkice, które powinny zostać rozbudowane i dopełnione. Kevin Martinez zdawał sobie z tego sprawę, ale postanowił pozostawić te utwory w takiej formie, w jakiej powstały w Cuyo. Jego nowa płyta spodoba się więc głównie tym, którzy lubią rytmiczne akrobacje, podane na minimalową modłę. Momentami słychać w tych utworach echa lodowatego drum and bassu w wykonaniu Photeka. jeżeli więc ktoś tęskni za takim brzmieniem, „Cuyo” przypadnie mu do gustu.
Ssensorial 2026
www.facebook.com/Ninoarbolx














