Nikt go nie widział, nikt go nie znał, urósł do rangi eksperta. Fałszywy dziennikarz z Montrealu publikował w kanadyjskich mediach

goniec.net 8 godzin temu

Fałszywy dziennikarz z Montrealu publikował w kanadyjskich mediach. Zdjęcie wygenerowała sztuczna inteligencja, a sprawę ujawnił portal z Turcji.

Przez niemal dwa lata osoba podająca się za Daniela Robsona – niezależnego kanadyjskiego dziennikarza z Montrealu specjalizującego się w ekstremizmie, terroryzmie i bezpieczeństwie narodowym – publikowała artykuły opinii i analizy w czołowych kanadyjskich mediach. Jego teksty ukazywały się m.in. w „Ottawa Citizen”, „Montreal Gazette”, „The Hub”, „Policy Options”, „Western Standard” czy „Open Canada”. Łącznie chodziło o ponad dwadzieścia tekstów (według niektórych szacunków choćby kilkadziesiąt). Problem w tym, iż Daniel Robson nie istnieje.

Jego zdjęcie profilowe, używane konsekwentnie na stronach redakcji i w mediach społecznościowych, okazało się wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Narzędzia do wykrywania obrazów AI oceniały je jako fałszywe z prawdopodobieństwem około 97 proc. – najprawdopodobniej pochodziło z serwisów w rodzaju ThisPersonDoesNotExist.

Redaktorzy przyznają dziś, iż także same teksty i korespondencja e-mailowa nosiły ślady intensywnej pomocy modeli językowych. Robson odmawiał rozmów wideo, spotkań osobistych i – co nietypowe dla początkującego freelancerów – honorariów. Gdy redakcje naciskały na weryfikację, tłumaczył się operacją stomatologiczną (trismus, szczękościsk), pobytem we Francji u rodziny albo innymi wymówkami uniemożliwiającymi kontakt telefoniczny czy osobisty.

Sprawa wyszła na jaw pod koniec września 2026 roku, gdy Robson spróbował opublikować materiał w tureckim portalu „Türkiye Today”. Proponował artykuł o rzekomej kanadyjsko-tureckiej siatce handlu narkotykami i przemytu migrantów, której centralną postacią miał być marokańsko-kanadyjski biznesmen i youtuber Hicham Jerando, otwarty krytyk marokańskich władz mieszkający w Montrealu. Do tekstu dołączono „wycieki” przypisywane grupie hakerskiej Atlas Hacks, sympatyzującej z Marokiem. Kwoty transferów, które miały udowadniać „imperium”, wynosiły zaledwie 1,5–2,5 tys. dolarów – co od razu wzbudziło wątpliwości. Gdy turecka redakcja zażądała wideorozmowy, Robson odmówił. Wówczas dziennikarze „Türkiye Today” zaczęli sprawdzać jego dotychczasowe publikacje w Kanadzie i powiadomili kanadyjskie redakcje.

Okazało się, iż „Robson” konsekwentnie bronił interesów Maroka i atakował jego krytyków. Oprócz Jerando celem był m.in. Mehdi Hijaouy, były funkcjonariusz marokańskiego wywiadu przebywający na emigracji w Kanadzie. W tekstach dla kanadyjskich mediów pojawiały się argumenty o konieczności zacieśnienia relacji Kanady z Marokiem, pochwały reform króla Mohammeda VI czy oskarżenia pod adresem kanadyjskich platform cyfrowych o tolerowanie „destabilizacji” Maroka. „The Globe and Mail” ustaliło ponadto, iż adres e-mail używany przez Robsona powiązany był z marokańskim kontem Microsoft aktywnym do początku września 2026 roku. Sam Jerando publicznie wskazywał na możliwy związek z marokańskimi służbami lub osobami powiązanymi z projektem „Made in Morocco”.

Kanadyjskie redakcje zareagowały szybko, choć z opóźnieniem wobec samej weryfikacji. „Ottawa Citizen” usunął trzy artykuły opinii z 2025 roku. Nicole Feriancek, redaktor naczelna, napisała wprost, iż zdjęcie i teksty „wydawały się wygenerowane przez AI”, a próby kontaktu osobistego lub telefonicznego kończyły się wymijającymi odpowiedziami. „The Hub” wycofał sześć tekstów opublikowanych między sierpniem 2025 a marcem 2026 roku i zapowiedział obowiązkowe rozmowy wideo oraz niezależną weryfikację tożsamości nowych autorów. Podobnie postąpiły „Montreal Gazette”, „Policy Options” (redaktor naczelny Les Perreaux przyznał, iż redakcja zbyt mocno polegała na „kaskadzie zaufania” – skoro ktoś już publikował gdzie indziej, to musi być prawdziwy) oraz inne tytuły.

Część mediów zaostrzyła procedury: niektóre wymagają teraz spotkania osobistego i zdjęcia wykonanego przez własnego fotoreportera, inne – rozmowy wideo przed pierwszym tekstem.

Historia Daniela Robsona pokazuje, jak łatwo w erze generatywnej AI można zbudować wiarygodną personę dziennikarską i wykorzystać ją do wpływania na debatę publiczną – zwłaszcza gdy redakcje, przytłoczone liczbą propozycji, ograniczają się do sprawdzenia wcześniejszych publikacji zamiast podstawowej weryfikacji tożsamości. Sprawa ujawniła też słabość kanadyjskich procedur w obliczu potencjalnych operacji wpływu zagranicznego. Kto stał za „Robsonem”, pozostaje niejasne. Pewne jest natomiast, iż przez prawie dwa lata jego teksty – w dużej mierze przygotowane z pomocą AI – kształtowały dyskusję o bezpieczeństwie, imigracji i ekstremizmie w renomowanych kanadyjskich mediach. A wszystko zaczęło się od zdjęcia, które nigdy nie przedstawiało prawdziwego człowieka.

Idź do oryginalnego materiału