Nikt Cię Tutaj Nie Skrzywdzi

twojacena.pl 4 godzin temu

NIKT CIĘ NIE SKRZYWDZI

Gdzie się szlajasz? warknął przez zęby Przemysław, gdy tylko zobaczył swoją żonę wchodzącą do mieszkania.
Byłam w pracy odpowiedziała cicho.
Przecież dziś sobota!
No właśnie, pracuję też w soboty.
Pracujesz, a pieniędzy jak nie było, tak nie ma.
A ty sam nic nie robisz
Uważaj, jak się do mnie odzywasz syknął mąż, zbliżając się groźnie. Leć gwałtownie do sklepu! Nic do jedzenia nie ma w domu.
Przemek, zostało nam tylko dwieście złotych, a do wypłaty jeszcze tydzień. Może byś poszedł do pracy, albo przynajmniej trochę popracował jako kierowca?
Myślisz, iż będę się bawił w taksówkarza? Ciesz się, iż w ogóle pozwalam ci tu mieszkać otworzył drzwi. No, już! Do sklepu!
***
Łzy napłynęły Emilii do oczu. Jak bardzo ją to bolało! Czy to jej wina, iż wszystko w życiu poszło nie tak? Są już cztery lata po ślubie. Na początku nie było źle rodzice obojga pomogli im kupić dwupokojowe mieszkanie na warszawskim Ursynowie, potem udało się kupić samochód polskie, tanie auto, ale cieszyli się jak dzieci. Wszystko niestety zapisali na Przemysława, bo przecież głowa rodziny. Rodzice Emilii mieszkali na wsi w okolicach Siedlec, ale też dołożyli się do mieszkania.

Przemek prowadził z ojcem małą firmę kokosów to nie przynosiło, ale żyli skromnie. Ale Przemysław stwierdził, iż jest stworzony do czegoś lepszego, pokłócił się z ojcem i stracił wszystko. Już od roku nie pracował. Siedział w domu, a na Emilię przerzucił wszystkie obowiązki. Najpierw zaczął krzyczeć, potem podnosił na nią rękę. Pracowała sześć dni w tygodniu, a i tak ledwie starczało. Coraz częściej myślała, by wrócić do rodziców na wieś, ale tam już dwie jej młodsze siostry mieszkały nie chciała być dla nich ciężarem.

***
Wyszła z klatki, przetarła łzy i skierowała się w stronę sklepu. Do najbliższego nie poszła wolała taki, co stoi dalej, tam zawsze taniej, a i do domu się nie spieszyła.
Przy sklepie zatrzymał się duży SUV. Z auta wysiadł mężczyzna, lekko utykając. Zauważyła go kątem oka.
Emilka! usłyszała radosny okrzyk.
Odwróciła głowę: Wojciech!
To był jej kolega z klasy. Wojtek od dziecka był niepełnosprawny, coś miał z nogami i rękami. Chodzili razem od pierwszej do jedenastej klasy. Pół szkoły przeleżał w szpitalach, chłopcy często się z niego podśmiewali, ale Wojtek był uparty uczył się najlepiej w całej szkole. Po każdej rehabilitacji trochę lepiej chodził, a maturę zdał z medalem, choć jeszcze lekko utykał. A dzisiaj? Wysiadł z drogiego auta, szczerze się do niej uśmiechając.
Emilia, to na pewno ty? w jego głosie brzmiała pewność siebie. Coś cię dawno nie widzieliśmy. Ostatni raz Jola mówiła ci o spotkaniu, ale nie przyszłaś.
No różnie to bywa… odpowiedziała niezręcznie, co nie uszło jego uwadze.
Idziesz do sklepu? zapytał, by zmienić temat.
Tak.
Chodźmy razem! Też coś muszę kupić.
Pociągnął ją w stronę największego sklepu, ale ten był zdecydowanie za drogi dla Emilii. Po chwili się zorientował, w czym rzecz. Spojrzał na nią uważnie i odczytał z jej twarzy wszystko.
Emilia… zaczął ostrożnie.
Nie, Wojtek, do tego sklepu nie pójdę. Przepraszam.
Uwolniła dłoń i poszła dalej, do osiedlowego, tańszego sklepu.

***
Kupowała produkty, licząc każdy grosz. Gdy wyszła, Wojciech już tam czekał przy swoim aucie. Zdecydowanie podszedł, otworzył drzwi pasażera i powiedział:
Wsiadaj!
Emilia posłusznie usiadła. Usiedli razem z przodu.
Opowiadaj, co się dzieje!
I tak, kichając i pociągając nosem jak dziecko, opowiedziała wszystko.
Odejdziesz od niego i tyle! rzucił stanowczo.
Ale gdzie mam pójść? Wszystko zapisane na niego…
Emilia, jestem jednym z najlepszych adwokatów w mieście. To bez znaczenia połowa ci się należy. wyjął telefon. Podaj numer.
Niepewnie podyktowała, sam od razu zadzwonił, żeby miała jego numer.
Jest sobota. W poniedziałek składasz pozew o rozwód. Powiem ci, co i jak napisać. Odpalił silnik. Podrzucę cię do domu. Gdzie mieszkasz?
Na Słowackiego, obok poczty.
A ja mieszkam od niedawna właśnie tu wskazał na nowe, ładne blokowisko.

***
Pod podjazdem do jej bloku, wysiadł i otworzył jej drzwi:
Emilia, dasz radę! W poniedziałek zadzwonię. Gdyby coś się działo w weekend, dzwoń od razu.
Wojtek, boję się go!
Nie bój się! uśmiechnął się serdecznie.

***
Weszła do mieszkania, a na progu już stał wściekły Przemysław.
Z kim się woziłaś autem?
Z kolegą z klasy, spotkałam go przypadkiem
Mąż głodny, a ona się zabawia!
Potem posypały się przekleństwa i… cios.
Emilia upuściła zakupy, wybiegła z płaczem z mieszkania, a klatki i wpadła na Wojciecha.
Wsiadaj do samochodu!
Otworzył drzwi, usadził ją i ruszyli.

***
Emilia ocknęła się dopiero, kiedy Wojciech wprowadził ją do trzypokojowego mieszkania.
Wojtek, gdzie mnie przyprowadziłeś?
To mój dom, nikomu tu nic się nie stanie. Mieszkam sam.
W tym momencie zadzwonił telefon Emilii. W słuchawce zagrzmiał głos męża:
Gdzie się włóczysz?!
Znów padły obelgi. Wojciech wyjął telefon z jej rąk i stanowczo powiedział:
Emilia składa pozew o rozwód. Mieszkanie zostaje dla niej.
Kiii… chłopie, kim ty jesteś?
o ile się nie uspokoisz, zafunduję ci odpoczynek w areszcie.
choćby nie wiesz, z kim masz do czynienia!
Wszystko powiedziałem.
Wojciech odłożył telefon i zwrócił go Emilii. Wciąż płakała.
Spokojnie, rozgość się. Umyj się, zaraz zjemy coś ciepłego.
Gdy poszła do łazienki, Wojciech postawił wodę na herbatę i z kimś rozmawiał przez telefon.

***
Przy herbacie żadne z nich nie miało specjalnie apetytu. Wojciech powiedział stanowczo:
Trzeba się za to wziąć. Jedźmy porozmawiać z twoim mężem!
Nie w jej oczach malował się strach. Boję się…
Emilia odparł z uśmiechem Zrobimy dokładnie tak, jak ty będziesz chciała.
Pod blokiem czekał na nich radiowóz. Z auta wyskoczył młody funkcjonariusz i zameldował się:
Panie mecenasie, czekamy.
Przywitali się, wsadzili Emilię do środka.

***
Po chwili pukali do drzwi mieszkania Emilii.
Czego tu?! odburknął Przemysław, otwierając.
Pan Przemysław Tukański? zapytał policjant.
Tak.
Mam kilka pytań.
Przemek rzucił żonie pełne jadu spojrzenie, ale przepuścił ich do środka. Usiadł do stołu, policjant zaczął spisywać protokół.
Emilia, zbierz swoje dokumenty i wszystko, co będzie ci potrzebne na początek.
Wojciech powiedział to spokojnym, zdecydowanym głosem a jej po raz pierwszy od dawna zrobiło się cieplej na sercu. Tyle miesięcy nie miała nikogo po swojej stronie, tylko awantury i pretensje.

Gdy była w szkole, Wojtek też był jej dobrym kolegą, ale przecież nikt wtedy ani ona, ani inne dziewczyny nie myślał o niepełnosprawnym chłopaku jak o kimś więcej. Wtedy śniło się o księciu na białym koniu, a najlepiej w nowym białym aucie a nie o chłopaku z kulą i wózkiem, choć był tak dobry i ciepły.
Zebrała dokumenty i przekazała je Wojciechowi, który spojrzał na nią uważnie i ciepło się uśmiechnął. Zaczęła pakować podstawowe rzeczy robiła to odruchowo, choćby nie myśląc, po co to wszystko i co dalej, ale czuła, iż gorzej już nie będzie. Czuła, iż Wojtek jej nie zostawi, a w sercu rodziło się ciche szczęście.

Panie mecenasie, gotowe powiedział policjant, wstając.
Dobrze. Dajcie mi chwilę sam na sam z panem Przemysławem.
Usiadł naprzeciwko jej męża:
Przemku, w poniedziałek Emilia składa pozew o rozwód. Ty też musisz złożyć swoje podanie. Dzieci nie macie, więc przez Urząd Stanu Cywilnego wszystko pójdzie szybko. Majątek podzielicie po połowie.
A co, jak się nie zgodzę? prychnął Przemysław. Wszystko jest na mnie!
Wtedy Emilia złoży pozew o rozwód, podział majątku i doniesienie o znęcanie się. Jestem przewodniczącym kolegium adwokatów w Warszawie, więc możesz być pewny, iż sąd podejmie sprawiedliwą decyzję.
Jeszcze pogadam sobie dziś wieczorem z żoneczką, wszystko będzie, jak chcę zakpił.
A kto panu powiedział, iż żona zostanie z panem sama?
Póki jest moją żoną, ma siedzieć w moim mieszkaniu!
W takim razie jeszcze dziś zostanie pan zatrzymany za pobicie żony i weekend spędzi pan w areszcie, a Emilia zostanie tu. Odpowiada to panu?
Niech idzie, gdzie chce mruknął po chwili ciszy.
No i dobrze. W poniedziałek rano przyjadę po was, pojedziemy złożyć dokumenty.

***
Telefon Emilii zadzwonił. Rozpromieniła się to dzwoniła mama. Po rozstaniu z Przemkiem mama raczej jej nie popierała rodzice byli po ślubie ponad ćwierć wieku i nie rozumieli decyzji o rozwodzie.
Cześć, mamo! zawołała radośnie.
Witaj, córko głos mamy był jednak smutny.
Co się dzieje? Czemu taka przygnębiona?
A ty widzę, iż szczęśliwa? Cieszysz się, iż po rozwodzie.
Przyznam szczerze, mamo twardo powiedziała Emilia bardzo się cieszę!
No, twoje życie, twoje decyzje.
Dlaczego dzwonisz?
Ola wychodzi za mąż.
Serio? Za kogo?
Za chłopaka z miasta. Mówi, iż przeprowadzi się do miasta, mieszkania nie mają, rodzina mieszka w trzypokojowym razem z rodzeństwem. Ustaliliśmy, iż kupimy im razem z jego rodzicami jednopokojowe mieszkanie, ale bez wesela. Ale twoja siostra teraz jakaś smutna chodzi
Niech na razie zamieszkają u mnie, zobaczymy potem.
Co ty mówisz?! A gdzie ty będziesz?
Mamo głos Emilii aż promieniał euforią wychodzę za mąż.
Ledwo się rozwiodłaś, a już?
Przysięgam to na pewno na całe życie! Nazywa się Wojciech. Kocham go z całego serca!

Idź do oryginalnego materiału