Nikt cię nie skrzywdzi

newsempire24.com 3 godzin temu

NIKT CIĘ JUŻ NIE SKRZYWDZI

Gdzieś ty się podziewała? odburknął Przemek do żony, gdy tylko weszła do mieszkania.
W pracy byłam.
Przecież dziś sobota!
Ja w soboty też pracuję.
Pracujesz, a pieniędzy nie ma.
Ty to choćby nie próbujesz pracować
Jeszcze się odezwij, syknął przez zęby i stanął nad nią groźnie. Szybko, do sklepu! Nie ma w domu choćby co zjeść.
Przemek, zostało nam tylko czterysta złotych, a do wypłaty jeszcze tydzień. Może byś chociaż poszedł do pracy, albo pojeździł jako kierowca?
Ja ci taksówkarz? Ciesz się, iż mieszkasz w MOIM mieszkaniu, otworzył drzwi. Już, do sklepu marsz!

***
Łzy popłynęły po policzkach Magdy. Jak to możliwe, iż wszystko się tak posypało? Są małżeństwem od czterech lat. Początkowo wcale nie było źle. Obie rodziny, jej i jego, dołożyły się i kupili dwupokojowe mieszkanie. Później jeszcze uzbierali na samochód, polską markę, nic drogiego, ale ile było radości. Wszystko zapisali na Przemka w końcu głowa rodziny. Rodzice Magdy mieszkali na wsi, ale także dorzucili swoją część.
Przemek z ojcem mieli mały interes, nie przynosił majątku, ale dało się żyć. Jednak Przemek uznał, iż stać go na więcej. Popełnił błąd, pokłócił się z ojcem. Biznes się skończył. Już rok bez pracy, oczekuje nie wiadomo na co.
Zaczął krzyczeć na Magdę, a choćby podnosić na nią rękę. Magda pracowała sześć dni w tygodniu, ledwo starczało od pierwszego do pierwszego, a Przemek wciąż wrzeszczał, jakby to wszystko była jej wina. Często przychodziła jej do głowy myśl, by wrócić do rodziców na wieś. Ale tam przecież mieszkają jeszcze jej dwie młodsze siostry Nie chciała stać się kolejnym ciężarem.

***
Wyszła z kamienicy, otarła łzy i skierowała się do sklepu. Nie do najbliższego dalej, gdzie taniej, i gdzie mniej się chce wracać do domu.
Przy parkingu pod sklepem zatrzymało się ciemnozielone BMW, z którego wyszedł mężczyzna kulejąc lekko na prawą nogę. Magda kątem oka go zauważyła.
Magda! rozległ się czyjś pogodny głos.
Odwróciła gwałtownie głowę.
Wojtek!
To był jej kolega z klasy! Wojtek, który od dziecka miał poważne problemy z nogami i rękami. Razem chodzili od podstawówki aż do matury, a on połowę tego czasu spędził w szpitalach. Chłopcy się z niego śmiali, a on mimo to był najlepszym uczniem w klasie może choćby w całej szkole. Po każdej rehabilitacji chodził trochę lepiej. Do pierwszej klasy ledwo go wniesiono, a na rozdaniu złotych świadectw po jedenastej czuł się pewnie, choćby jeżeli kulejąc.
Teraz, wysiadając z wypasionego auta, podszedł z szerokim uśmiechem do Magdy.
Magda, to naprawdę ty?! w jego głosie było słychać siłę i pewność. Długo cię nie widziałem a przecież się zbieraliśmy dwa lata temu, na spotkanie klasowe, Ania mówiła, iż wszystkim dawała znać. Czemu nie przyszłaś?
Wiesz tak wyszło odparła niewyraźnie, co nie umknęło jego uwadze.
Idziesz do sklepu? zapytał, zmieniając temat.
Tak.
No to chodź! Ja też.
Ruszył w kierunku sklepu, do którego ona nie chciała wchodzić, bo był za drogi. Jej chwila zawahania wystarczyła, by się domyślił. Patrząc na nią uważnie, zrozumiał jeszcze więcej.
Magda zaczął delikatnie.
Nie, Wojtek, ja nie pójdę tu. Przepraszam.
Wyswobodziła dłoń i poszła gwałtownie do tańszego sklepu.

***
Przeliczała niemal każdy grosz, kupując niezbędne produkty. Wyszła przed sklep, a tam, przy chodniku, stał Wojtek, czekając przy swoim samochodzie. Pewnym ruchem otworzył drzwi i powiedział krótko:
Wsiadaj!
Magda nie protestowała, usiadła obok niego.
Powiedz mi wszystko, co się dzieje.
I ona, pociągając nosem jak dziecko, opowiedziała wszystko dokładnie.
To zostaw go i już!
Wojtek, gdzie mam pójść? Wszystko jest na niego.
Magda, jestem jednym z najlepszych adwokatów w mieście. Nie ważne na kogo zapisane; połowa ci się należy! wyjął telefon. Podaj numer.
Nieśmiało podała mu swoje cyfry. Wojtek od razu zadzwonił, jej komórka zabrzmiała melodyjką.
Jest sobota. W poniedziałek idziesz do urzędu po papiery rozwodowe. Ja ci powiem co i jak, pomogę napisać. przekręcił kluczyk w stacyjce. Odwiozę cię pod dom. Gdzie mieszkasz?
Na Słowackiego, koło poczty.
A ja właśnie się przeprowadziłem do tego bloku naprzeciwko wskazał na nowe osiedle.

***
Zatrzymali się pod jej blokiem. Wysiadł, otworzył drzwi przed Magdą.
Dasz radę, Magda. Zadzwonię w poniedziałek. Jakby coś się działo dzwoń od razu.
Wojtek, boję się
Nie bój się! i uśmiechnął się ciepło.

***
Otworzyła mieszkanie. Do przedpokoju wybiegł Przemek:
Z kim się woziłaś samochodem?
Kolega ze szkoły.
Mąż w domu głodny, a ona się zabawia
Padły niecenzuralne słowa i cios.
Magda rzuciła siatkę, z trudem łapiąc oddech wbiegła na klatkę i wpadła prosto na Wojtka.
Wsiadaj do samochodu!
Otworzył drzwi, posadził ją i odjechali.

***
Magda ocknęła się dopiero, gdy Wojtek prowadził ją do dużego, rozświetlonego mieszkania.
Wojtek, gdzie mnie zabrałeś?
Mieszkam tu sam. Nikt cię tu nie skrzywdzi.
W tej chwili zadzwonił telefon Magdy burkliwy głos Przemka:
Gdzie polazłaś?
Znów obelgi, Wojtek pewnym ruchem odebrał telefon:
Magdalena składa papiery na rozwód. Mieszkanie zostaje jej.
Co?! Kim ty jesteś?!
Zaczniesz fikać, spędzisz trochę czasu za kratami.
A ty niby kto?!
Wystarczy. Wojtek się rozłączył, oddał jej telefon. Magda płakała.
Już, spokojnie! Idź do łazienki, ogarnij się, zjemy coś.

Gdy Magda była w łazience, Wojtek nastawił wodę na herbatę i wykonał gdzieś telefon.

***
Do kolacji apetyt nie przyszedł. Wojtek powiedział stanowczo:
Chodź, załatwimy sprawę z twoim mężem!
Nie! w jej oczach błysnęło przerażenie. Boję się
Magda spojrzał z zachętą. Zrobimy, jak będziesz chciała.
Pod klatką stał oznakowany radiowóz. Z auta wysiadł młody sierżant i zasalutował:
Panie Wojciechu, jesteśmy do dyspozycji.
Przywitali się mocno, Magdę usadzili na tylnym siedzeniu.

***
Po kilku minutach pukali do drzwi mieszkania Magdy.
Kto tam?! rozbrzmiało władczo. Drzwi otworzył Przemek.
Przemysław Turzyński? zapytał policjant ostro.
Tak.
Mam kilka pytań.
Przemek rzucił gniewne spojrzenie żonie i kazał wszystkim wejść.
Policjant sporządzał notatkę, Magda pakowała dokumenty i najpotrzebniejsze rzeczy.
Wojtek obserwował ją z czułością, od kiedy była w szkole była dla niego dobra. Wtedy myślały wszystkie dziewczyny o księciu na białym koniu lub chociaż o jakimś samochodzie nie o chłopaku, któremu trudno było przejść szkolny korytarz.
Zebrała dokumenty, oddała Wojtkowi, ten się uśmiechnął, ona zaczęła pakować rzeczy, nie myśląc już dokąd idzie. Serce przepełniała jej ulga czuła, iż teraz już nikt jej nie skrzywdzi.

Panie Wojciechu, już skończyłem, powiedział sierżant, odchodząc od stołu.
Dobrze! Chcę jeszcze z nim sam pogadać.
Usiadł naprzeciw Przemka:
W poniedziałek twoja żona składa papiery na rozwód. Potrzebujemy też twojego podpisu. Dzieci nie macie, przez urząd pójdzie szybko. Majątek podzielicie po równo.
A jeżeli się nie zgodzę? Przemek skrzywił się złośliwie. Mieszkanie jest moje.
Wtedy Magda składa trzy wnioski: rozwód, podział majtku, pobicie. Jestem szefem izby adwokackiej, wyroki są oczywiste.
Jeszcze dziś wieczorem porozmawiam sam z żoneczką.
A kto powiedział, iż zostaniesz z nią sam?
Póki jest moją żoną może tu zostać.
To mogę cię aresztować za pobicie do poniedziałku, a Magda tu zostaje. Taka opcja ci odpowiada?
Niech sobie idzie burknął w końcu Przemek.
I bardzo dobrze. W poniedziałek rano przyjadę po ciebie, pojedziemy razem.

***
Zabrzmiała melodyjka na komórce Magdy. Uśmiechnęła się mama!
Po rozstaniu z Przemkiem mama była do niej oziębła, nie pochwalała rozwodu sama z ojcem przeszli wspólnie przez życie bez kłótni przez ćwierć wieku.
Cześć, mamo! krzyknęła radośnie.
Cześć, córciu, w głosie matki nie brzmiała radość.
Mamo, co się stało? Dlaczego jesteś smutna?
Ty za to szczęśliwa Zadowolona, iż się rozwiodłaś?
Tak uczciwie powiem: tak, jestem szczęśliwa!
No to twoje życie, rób jak chcesz
Mamo, dzwoniłaś w jakiejś sprawie?
Ola wychodzi za mąż.
Naprawdę? Za kogo?
Za jakiegoś z miasta. Chce, tak jak ty, mieszkać w Krakowie. On nie ma nic poza miłością. Rodzice przyjeżdżali. Niby mają trzy pokoje, ale drugi syn z nimi mieszka. No, i gdzie oni Olę przyjmą? Zgadaliśmy się składamy się razem na kawalerkę w mieście, ale bez hucznego wesela. Ola teraz chodzi struta.
Niech na razie mieszkają u mnie, zobaczymy co dalej.
Magda, co ty wygadujesz? A gdzie sama będziesz?
Mamo, jej głos aż drżał z radości, ja wychodzę za mąż!
Nie zdążyłaś się jeszcze rozwieść, a już?
Obiecuję, to już na zawsze! On ma na imię Wojciech. Tak bardzo, bardzo go kocham!

Idź do oryginalnego materiału