„Null”, powieść oszczędna
I rzeczywiście, to nie jest epopeja ani powieść pięknych zdań i sentencji – przeciwnie, jest oszczędna, utrzymana w jednej, niskiej tonacji, opisuje kilka dni w piwnicach i okopach grupki żołnierzy o ksywach Koń, Małpa, Szczur, Jagoda, Aryjec. Jej język jest popsuty, to taka mieszanka, którą tworzy sytuacja wojenna, wymiana szybkich, technicznych komunikatów.
Kim jest Koń, główna postać „Nulla”? Ukraińcy mówią, iż to Polak, który nie może się zdecydować, kim jest. Nie musiał znaleźć się na tej wojnie. Ale chciał. Skąpo poznajemy jego historię rodzinną. Dziadek, Ukrainiec z Przemyśla, który wstąpił do SS-Galizien, babka miała korzenie niemieckie, a z drugiej strony dziadkowie to Polacy spod Wołynia. Mieszanka zapalna. Ojciec Konia czuł się Polakiem i odrzucał ukraińskie dziedzictwo. I Koń też aż do pewnego momentu nie czuł żadnych związków z Ukrainą, skończył studia w Warszawie.
I ta Ukraina nagle się w nim odezwała. Ale dlaczego poszedł walczyć? Bo odezwał się w nim gniew, opisany już w „Iliadzie”, gniew Achillesa. Musiał go przekształcić w działanie. Kierował nim gniew wobec niesprawiedliwości wobec Ukrainy z jednej strony, a z drugiej gniew na własne życie.
U Twardocha sama wojna staje się tożsamością. „Gdyby już nie było nulla, a na niebie pojawiły się cywilne samoloty zamiast rakiet, to co mielibyście ze sobą począć, wy, dla których wojna stała się życiem i śmiercią, jedynymi, jakie znacie?”. Różne motywacje kierowały tymi, którzy w powieści znaleźli się na froncie – nie wszyscy wierzą w słuszność walki i w to, iż zbrodnie Rosjan muszą zostać rozliczone. Są i tacy, którzy walczą od 11 lat, bo nie mają innego życia. Niektórzy pamiętają jeszcze armię radziecką. Poglądy w ich położeniu nie mają już znaczenia. Koń dowiaduje się, iż miły kumpel, z którym dobrze się gada i pije, jest specjalistą od tortur. Wszystko się miesza. A jednocześnie w tej bliskiej soczewce widzimy przede wszystkim ich wzajemną troskę o współtowarzyszy: osłaniać zagrożonego, ratować rannego.
Dla tych ludzi nie ma nic poza wojną, nie ma przeszłości i przyszłości, nie ma świata zewnętrznego. Okazuje się też, iż najbardziej na wojnie przeszkadza nadzieja. Lepiej być martwym wewnętrznie i nie myśleć o żadnym końcu wojny. „Nikt z nas przecież końca tej wojny nie dożyje. My trupy. (…) Jak ktoś chce doczekać końca wojny, to wojna staje się nie do zniesienia i lepiej już nie żyć, niż czekać na jakieś życie po wojnie”. Dlatego nikt nie chce rozmawiać o końcu wojny.
Twardoch zagląda w ciemność
Ta powieść ma wyraźny kontekst, którym jest „Wojna peloponeska” Tukidydesa. Już tam znajdziemy najważniejsze motywacje wojenne ludzkości, „wieczną chwałę”, dla której się walczy, i sytuację, na którą patrzymy dziś: mocarstwo, a choćby dwa mocarstwa żądają, żeby słabsi się poddali. Koń przypomina sobie swój egzemplarz „Wojny”, który został w warszawskim mieszkaniu. Wraca do opowieści o wyspie Melos. Kiedy Ateńczycy przystąpili do ataku na neutralną w wojnie peloponeskiej wyspę, zaczęli negocjować, by skłonić Melijczyków do kapitulacji. Ateńczycy argumentują, iż ich racją jest potęga, więc Melos musi się poddać, bo jest słabsze. Melijczycy wybrali walkę i obronę wolności, ale nie dostali posiłków od Sparty i zostali pokonani.
Rosyjskie ultimatum dla dzisiejszych Melijczyków brzmiało na pewno w sposób mniej wyrafinowany. „Nie umiesz uchwycić tej najważniejszej myśli dialogu melijskiego, Koniu, bo twoje serce bije już bardzo szybko, bo wie, iż zaraz będziesz musiał wyjść z tej dobrej piwnicy, a ty świadomie myślisz bardzo intensywnie o tonie tego ateńskiego ultimatum, tego pierwszego wykładu politycznego realizmu”. Koń, wracając do tego tekstu, powtarza sobie: „Bo tutaj Sparta jednak przyszła z odsieczą. To jest ta różnica”.
Czytając powieść Twardocha, chcemy, żeby ta walka nie była stracona i żeby Koń, Małpa czy Jagoda przeżyli. Ale ciemność jest tu wszechogarniająca. Twardoch nie oszczędza czytelników. Pozwala nam zajrzeć w tę ciemność. I tym bardziej jesteśmy świadomi, jak ważna jest ta wojna dla nas. I jak ważne jest nasze zaangażowanie wbrew coraz bardziej rozszalałej propagandzie rosyjskiej i podsycanym nastrojom antyukraińskim. W kontekście tej powieści niespodziewanie nazwa nagrody – Nike – odzyskuje swój zapomniany kontekst. Ukraina, i my też, potrzebujemy jej, bogini zwycięstwa.




![Sieć, w którą można bezpiecznie spaść. Z przyjaciół, sąsiadów, znajomych [ROZMOWA]](https://cdn.oko.press/cdn-cgi/image/trim=534;0;540;0,width=1200,quality=75/https://cdn.oko.press/2026/10/20261002-Sikora-JakWyjscZSiebie-ilu-IK.jpg)

