Nigdy nie kochałem mojej żony i zawsze jej o tym mówiłem to nie jej wina, żyliśmy całkiem nieźle.
Nazywam się Jakub Nowak, mieszkam w Poznaniu, gdzie wspomnienia trudnych czasów wciąż gdzieś w nas tkwią. Nigdy nie kochałem mojej żony, Kingi, i mówiłem jej to jak gorzką prawdę, której sam nie potrafiłem znieść. Nie zasługiwała na to nigdy nie robiła scen, nie wyrzucała mi niczego, była czuła, troskliwa, niemal święta. A moje serce pozostawało zimne jak lód na Warcie w środku zimy. Nie było tam miłości, a to toczyło mnie od środka.
Codziennie budziłem się z tą samą myślą: odejść. Marzyłem o kobiecie, która rozpaliłaby we mnie ogień, która zabrałaby mi oddech. Ale los zagrał mi okrutnego figla i wszystko wywrócił do góry nogami, zostawiając mnie zagubionym. Kinga była wygodna jak stary fotel. Dbała o dom perfekcyjnie, wyglądała oszałamiająco, a znajomi pytali: Gdzie ją znalazłeś, szczęściarzu? Sam nie wiedziałem, co zrobiłem, by zasłużyć na jej wierność. Zwykły facet, bez niczego specjalnego, a ona kochała mnie, jakbym był dla niej całym światem. Jak to w ogóle możliwe?
Jej miłość mnie dusiła. Jeszcze gorsza była myśl, iż jeżeli odejdę, znajdzie kogoś innego. Kogoś bardziej spełnionego, przystojniejszego, bogatszego kogoś, kto doceniłby to, czego ja nie widziałem. Gdy wyobrażałem ją sobie w ramionach innego, ogarniała mnie ślepa wściekłość. Była moja choćby jeżeli nigdy jej nie kochałem. To poczucie własności było silniejsze ode mnie, silniejsze niż rozsądek. Ale czy da się żyć całe życie z kimś, przy kim serce nie bije mocniej? Myślałem, iż tak, ale się myliłem we mnie rosła burza, której nie mogłem powstrzymać.
Powiem jej wszystko jutro zdecydowałem przed snem. Rano, przy śniadaniu, zebrałem resztki odwagi. Kinga, usiądź, musimy porozmawiać zacząłem, patrząc w jej spokojne oczy. Jasne, kochanie, co się dzieje? odparła łagodnie jak zawsze. Wyobraź sobie, iż się rozwodzimy. Ja wychodzę, żyjemy osobno Roześmiała się, jakbym opowiedział kawał: Co za dziwne myśli! To jakaś gra? Słuchaj, mówię poważnie przerwałem jej. Dobrze, wyobraziłam sobie. I co dalej? spytała, wciąż uśmiechnięta. Powiedz prawdę: znajdziesz kogoś, jeżeli odejdę? Zastygła. Jakub, co się z tobą dzieje? Po co o tym myślisz? w jej głosie pojawił się niepokój. Bo nie kocham cię i nigdy nie kochałem rzuciłem jak cios.
Kinga zbladła. Co? Żartujesz? Nie rozumiem. Chcę odejść, ale myśl, iż zobaczę cię z kimś innym, odbiera mi rozum powiedziałem, głos mi drżał. Zamilkła, a potem, cicho i smutno, odpowiedziała: Nie znajdę nikogo lepszego niż ty, nie martw się. Odejdź, zostanę sama. Obiecujesz? wyjąkałem niechcący. Oczywiście skinęła, patrząc na mnie. Zaraz, ale dokąd mam iść? zawahałem się. Nie masz gdzie mieszkać? zdziwiła się. Nie, zawsze byliśmy razem. Chyba zostanę tu gdzieś blisko mruknąłem, czując, jak ziemia ucieka spod nóg. Nie martw się odparła Kinga. Po rozwodzie możemy zamienić nasze mieszkanie na dwa mniejsze. Serio? Nie spodziewałem się, iż mi tak pomożesz. Dlaczego? spytałem oszołomiony. Bo cię kocham. Kochając, nie trzyma się kogoś na siłę jej słowa zabrzmiały jak wyrok.
Minęło kilka miesięcy. Rozwiedliśmy się. A potem doszły do mnie plotki: Kinga okłamała mnie. Znalazła innego wysokiego, pewnego siebie, o ciepłym uśmiechu. Mieszkanie, które dostała po babci, choćby nie pomyślała, by podzielić. Zostałem z niczym bez domu, bez rodziny, bez wiary w ludzi. Zdrada wyszła na jaw jak cios nożem w plecy, a ja do dziś słyszę jej głos: Zostanę sama. Kłamstwo. Zimna, wyrachowana, a ja dałem się nabrać jak głupiec.
Jak teraz ufać kobietom? Nie wiem. Moje życie z nią było wygodne, ale puste, a teraz nie mam choćby tego. Siedzę w wynajętym pokoju, patrzę na ścianę i wracam do tamtej rozmowy. Jej spokój, jej słowa wszystko to była tylko maska. Znajomi mówią: To twoja wina, Jakub, czego się spodziewałeś? I mają rację. Nie kochałem jej, ale chciałem ją przy sobie zatrzymać jak rzecz. A ona odeszła, zostawiając mnie w samotności, której tak się bałem. Może to moja pokuta za chłód, za egoizm, za to, iż nie doceniłem jej serca. Teraz jestem sam, a cisza wokół boli bardziej niż jej odejście. Co myślą o tym, co zrobiłem? Sam nie wiem, kto jest większym głupcem ja czy ona.
