Mam sąsiadów, starsze małżeństwo, z którymi od lat dzielimy klatkę schodową. Ich córka, Zofia, również z nimi mieszka, razem ze swoimi trzema córkami. Wszyscy mówią, iż Zosia od zawsze była sierotą przynajmniej jeżeli chodzi o ojców swoich dzieci. Wieść niesie, iż każda z dziewczynek ma innego ojca.
O Zofii mówi się, iż wyszła za mąż bardzo wcześnie miała zaledwie osiemnaście lat. Jej pierwszy mąż, Krzysiek, kochał ją do szaleństwa. Rodzice Zofii nie oponowali, w końcu każdemu zależy, by własne dziecko było szczęśliwe. Przez pięć lat niby żyli zgodnie, ale dzieci się nie pojawiły. Ludzie wokoło zaczęli się roztrząsać, dlaczego tak jest jak to bywa, cała wina spadła na Zosię. Mówiono, iż pewnie źle się prowadziła i przez to nie może mieć dzieci.
Zosia nie miała szczęścia do teściowej. Teściowa pochodziła ze wsi i ciągle wmawiała synowi, iż potrzebuje porządnej żony, która urodzi mu dzieci. Krzysiek w końcu posłuchał matki i zostawił Zofię. Rozwód był formalnością, ale Zosia nie zawracała sobie głowy zmianą nazwiska mówiła, iż szkoda zachodu, tyle z tym biegania po urzędach.
Później poznała innego chłopaka niespodziewanie zaszła w ciążę. Okazało się więc, iż problemem nie była Zosia, tylko jej pierwszy mąż. Nowy partner jednak, gdy tylko dowiedział się o dziecku, od razu się ulotnił. Co miała robić zarejestrowała córkę pod nazwiskiem pierwszego męża.
Babcia nie była zła przecież zawsze marzyła o wnukach. Minęło trochę czasu i Zosia ponownie oznajmiła, iż jest w ciąży. Tym razem była już po ślubie. Nowy mąż, Tomek, nie był jeszcze gotowy na dziecko pech chciał, iż dziecko urodziło się z problemami zdrowotnymi. Tomek wystraszył się, uciekł, choćby nie złożył pozwu o rozwód.
Po jakimś czasie Zosia poznała kolejnego mężczyznę. Rodzice byli przeciwni w końcu ciężko wykarmić tak liczną rodzinę ale Zosia nie patrzyła na konsekwencje. Chciała jeszcze jedno dziecko i tak się stało. Ojciec trzeciej córki, podobnie jak poprzednicy, zniknął bez śladu. Nowa córka znowu dostała inne nazwisko.
Dobrze chociaż, iż Zosia z rodzicami wspólnie uzbierali na własne mieszkanie, na które zrzucili się wszyscy. Po jednej ostrej kłótni Zosia zrozumiała, iż musi znaleźć pieniądze na utrzymanie wszystkich dzieci. Postanowiła wystąpić o alimenty. Jakież było jej zdziwienie, gdy żaden z ojców nie uznał swoich dzieci. Jedni uciekali, inni grozili jej przez telefon.
I tak oto kończy się historia Zosi. Dzieci ma, ale co z tego? Znów musi podnieść się z kolan i samodzielnie stawić czoła życiu, jak tyle razy wcześniej. Patrząc na nią, zrozumiałem, iż życie potrafi rzucić nas na głęboką wodę, choćby jeżeli bardzo kochamy swoje dzieci. Trzeba jednak brać odpowiedzialność za własne decyzje i nie liczyć na szybkie happy endy w Polsce los bywa przewrotny, a nadzieja wiele kosztuje… Ale zawsze warto walczyć o siebie i najbliższych, bo nikt za nas tego nie zrobi.
