"Niestworzeni do pracy" chcą być jak nowi "Przyjaciele". Sprawdzamy, jak wyszło – recenzja

serialowa.pl 1 godzina temu

Kilkoro młodych dorosłych żyjących obok siebie na Manhattanie, mierzących się z zawodowymi i uczuciowymi perypetiami. Brzmi znajomo? „Niestworzeni do pracy” to właśnie taki serial – znamy go, choćby jeżeli nie widzieliśmy.

Raz na jakiś czas musi pojawić się serial, który z opisu może budzić skojarzenia, iż oto mamy nowych „Przyjaciół”, choć oczywiście tymi nowymi „Przyjaciółmi” nigdy nie będzie. „Niestworzeni do pracy„, nowy serial, za który odpowiada Mindy Kaling („The Office”), a który w Polsce możecie oglądać na Disney+, też budzi te skojarzenia i też nie wytrzymują one starcia z rzeczywistością. Okazuje się, iż coraz trudniej stworzyć komedię o grupce przyjaciół w wielkim mieście, bo też coraz trudniej powiedzieć w tym temacie cokolwiek oryginalnego.

Niestworzeni do pracy – o czym jest serial Disney+?

„Niestworzeni do pracy” to historia o piątce dwudziestokilkuletnich przyjaciół, którzy wkraczają w ten trudny etap w swoim życiu, gdy dorosłość nie tyle puka już do drzwi, co wyważa je razem z futryną. Młodzi, zdolni, pogubieni – tak można byłoby opisać całą ich piątkę. Łączy ich fiksacja na punkcie pracy, ale też walka z cudzymi oczekiwaniami i pierwsze poważne życiowe rozterki. Czy można zawieść rodziców i zrezygnować ze studiów medycznych? Czy ten szef, który ma zadatki na mobbera, może być fajnym facetem i materiałem na partnera?

Te wszystkie pytania będzie zadawała sobie grupka całkiem uprzywilejowanych ludzi. Wystarczy powiedzieć, iż wszyscy mieszkają – na dodatek obok siebie – w jednej z najbardziej olśniewających części Manhattanu. W przeciwieństwie jednak do Moniki i Rachel, tutaj będziemy wiedzieli, skąd mają na to pieniądze.

„Niestworzeni do pracy” (Fot. Hulu)

Niestety, choć piątka bohaterów funkcjonuje całkiem nieźle jako grupa, jako indywidualności raczej się nie sprawdzają. Na całe szczęście okazji do interakcji nigdy nie zabraknie, bo wszyscy mieszkają w dwóch usytuowanych obok siebie mieszkaniach. Mamy tu więc klasyczny, sitcomowy wręcz podział na mieszkanie chłopaków i mieszkanie dziewczyn.

To pierwsze zajmują Kel (Nicholas Duverney, „Biały Lotos”), który wbrew oczekiwaniom rodziców i w tajemnicy przed nimi rezygnuje z medycny, by dość przypadkowo zostać nauczycielem w prywatnej szkole. Jest też Josh (Jack Martin, „La Brea”), który może i ma kasę (ojca), ale przez to otoczenie traktuje go jak bananowego snoba, którym trochę jest i Davis (Will Angus, „Randka bez pary”), ulubieniec wszystkich ludzi, gość idealny, by go wrzucić do friendzone’u. W drugim mieszkaniu mamy próbującą odnaleźć się w roli stylistki gwiazd Abby (Avantika, „Życie seksualne studentek”), której współlokatorką zostaje AJ (Ella Hunt, „Dickinson”) – i to ona wprowadzi najwięcej zamieszania do fabuły.

Niestworzeni do pracy – nowa komedia gwiazdy The Office

„Niestworzeni do pracy”, których cały sezon (dziewięć odcinków, z których na premierę wyszły już trzy) miałem okazję zobaczyć przedpremierowo, żadną rewolucją w swojej kategorii oczywiście nie są, ale takowej chyba nikt się nie spodziewał. Serial Mindy Kaling nie jest oryginalny w żadnym aspekcie i adekwatnie odhacza wszystkie te punkty, których oczekujemy po serialu tego typu. Miłosne rozterki? Są. Skomplikowane relacje z rodzicami? Jak najbardziej. Problemy w życiu zawodowym? Ależ oczywiście, w końcu te sugeruje nam już sam tytuł.

Wszystkie te rzeczy są zarazem największą zaletą, jak i największą wadą „Niezdolnych do pracy”. Schematyczność i brak jakiejkolwiek oryginalności kontra sprawdzone i dobrze nam znane rozwiązania – to widz będzie musiał zdecydować, co jest dla niego wyżej w hierarchii.

„Niestworzeni do pracy” (Fot. Hulu)

Na całe szczęście mimo tej swojej wtórności „Niestworzeni do pracy” potrafią być naprawdę zabawni. Nie, nie będziecie tutaj śmiali się w głos, absolutnie nie jest to w stylu Mindy Kaling, ale znajdziecie sporo powodów do uśmiechu. I właśnie w takich momentach, gdy bawimy się naprawdę dobrze, możemy zacząć żałować, iż serial finalnie nigdy nie potrafi zrobić jeszcze jednego kroku do przodu. Na końcu brakuje w tym wszystkim odwagi, bo Kaling, która napisała też scenariusze do dwóch pierwszych odcinków, i jej współpracownicy nie pokusili się o próbę stworzenia czegoś więcej niż serialowy odpowiednik kurczaka z ryżem. Proste danie, smaczne, no ale ile można? Gdzie w tym jakaś ambicja?

Niestworzeni do pracy – czy warto oglądać serial?

Całkiem świeże mogą być jeszcze nasze wspomnienia z 3. sezonu „Wielkiego powrotu”, który trochę nabijał się z seriali dobrych do tego, by lecieć w tle, gdy my robimy w tym czasie cokolwiek innego. I „Niestworzeni do pracy” finalnie właśnie takim serialem są – niezbyt angażującym, ale też nieirytującym na tyle, byśmy chcieli go wyłączyć. Idealna wręcz komedia środka, dla której epoka streamingu to złote czasy.

W mojej opinii ten serial jest idealny właśnie do binge’owania, emisja cotygodniowa – a na taką, choć w nieco podkręconej wersji, postawiono – tylko uwypukli jego wady. Zanim bowiem sięgniemy po kolejne odcinki, z pewnością zdążymy zapomnieć, co działo się w serialu wcześniej. Inna rzecz, iż praktycznie zawsze odpowiedź jest ta sama – niezbyt wiele.

„Niestworzeni do pracy” (Fot. Hulu)

Jeśli jednak mielibyście zostać przy „Niestworzonych do pracy”, jest szansa, iż znajdziecie tu coś dla siebie. Po pierwsze dlatego, iż choćby jeżeli problemy bohaterów są tu nieco przerysowane, to ostatecznie mówimy o tematach bliskich młodym dorosłym niezależnie od tego, czy ci żyją w Nowym Jorku, Londynie czy Warszawie. Jasne, tu schemat goni schemat – gdy bohaterka kłóci się z mężczyzną przy food trucku i wyzywa go od dupków, wiadomo, iż to początek czegoś większego – ale z tą schematycznością też można się oswoić, a choćby ją polubić.

„Niestworzeni do pracy” to produkcja bezpieczna nie tylko dla jej twórców, ale także dla widza, który wie, czego się spodziewać i dostaje dokładnie to, czego oczekuje. Gdyby nie nazwisko twórczyni, prawdopodobnie mało kto zainteresowałby się tym serialem, ale skoro to Mindy Kaling, to pewnie warto sprawdzić, prawda? Mimo ani grama oryginalności satysfakcja (niemal) gwarantowana.

Niestworzeni do pracy – odcinki we wtorki na Disney+

Idź do oryginalnego materiału