Nieproszeni goście: Jak radzić sobie z niespodziewanymi wizytami w polskim domu

twojacena.pl 1 miesiąc temu

**Nieproszeni goście**

Budzik nie musiał mnie dziś obudzić zrobił to telefon o piątej rano. Nieznany numer.

Tak? odpowiedziałam oschle.

Waluś? usłyszałam głośny, radosny głos kobiecy. To ty?

Ja odparłam obojętnie.

To ja! zawołała kobieta. Poznałaś mnie?

Oczywiście skłamałam z grzeczności, choć nie miałam pojęcia, z kim rozmawiam.

Wiedziałam, iż od razu mnie rozpoznasz! ciągnęła rozpromieniona. Jaki szczęśliwy traf, iż cię złapałam! Możesz teraz rozmawiać?

Mogę.

Świetnie! Jesteśmy z mężem i dziećmi już na dworcu. Wysiedliśmy z pociągu godzinę temu. Dobrze mnie słyszysz?

Dobrze.

Mówisz jakoś cicho Wszystko w porządku, Waluś?

Wszystko w porządku.

Cieszę się! Najpierw chcieliśmy wynająć hotel. Myśleliśmy, iż nie mamy tu rodziny. Ale potem przypomnieliśmy sobie o tobie! Rozumiesz?

Rozumiem.

To takie cudowne, iż ciebie tu mamy! Nie wyobrażasz sobie, jak się ucieszyliśmy. Zwłaszcza dzieci.

Wyobrażam sobie.

A mój mąż od razu powiedział: «Zadzwoń do Walerii. Ona cię nie zawiedzie».

Miał rację. Nie zawiedzie.

Więc pozwolisz nam się u ciebie zatrzymać? Dobrze zrozumiałam?

Dobrze. Pozwalam.

Nie zostaniemy długo! mówiła dalej z entuzjazmem. Tylko na kilka tygodni. Zwiedzimy miasto i wrócimy do domu. Bo, jak to mówią, gość w dom, Bóg w dom, ale w domu najlepiej. Zgadzasz się?

Zgadzam się.

Wiedziałam! Zwłaszcza mój mąż. Od razu stwierdził: «Przecież Waleria nas nie odtrąci». W końcu jesteśmy rodziną! choćby jeżeli daleką, choćby jeżeli nie widzieliśmy się od dziesięciu lat, ale rodzina to rodzina. Prawda?

Prawda.

Mieszkasz sama?

Sama.

W trzypokojowym?

Tak.

To znaczy możemy do ciebie przyjechać?

Przyjeżdżajcie.

Będziemy za godzinę. przez cały czas tam mieszkasz?

Nadal.

No to czekaj! Zaraz będziemy.

Czekam.

Waleria odłożyła telefon na szafkę nocną, przewróciła się na drugi bok, nakryła głowę kołdrą i zasnęła, choćby nie przejmując się specjalnie tym, iż wciąż nie miała pojęcia, z kim przed chwilą rozmawiała.

Godzinę później rozległ się dzwonek do drzwi. Waleria spojrzała na zegarek, zamknęła oczy i odwróciła się plecami. Telefon zadzwonił. Waluś spała.

Po chwili ludzie zaczęli stukać w drzwi. Waleria była obojętna. W końcu telefon znów zadzwonił.

Tak? powiedziała, nie otwierając oczu.

Waluś?! ta sama kobieta, jeszcze bardziej rozradowana.

Tak.

To my! Jesteśmy pod twoimi drzwiami! Dzwonimy, pukamy, ale nie otwierasz!

Dzwonicie?

Tak!

Dlaczego was nie słyszę?

Nie wiem

Spróbujcie jeszcze raz.

W mieszkaniu rozległ się dzwonek.

Dzwonimy! powiedziała kobieta.

Nie odparła Waleria nic nie słyszę. A teraz zapukajcie.

W drzwi rozległo się pukanie.

Pukamy!

Nie odpowiedziała Waluś przez cały czas nic.

Chyba się pogubiłam westchnęła kobieta.

Co?

Gdzie ty teraz jesteś, Waluś?

Jak to gdzie? W domu.

Gdzie w domu?

W Łodzi odpowiedziała Waleria pierwszą rzecz, która przyszła jej do głowy. A gdzie niby miałabym być?

Jak to w Łodzi?! A nie w Warszawie?

Przeprowadziłam się dziewięć lat temu. Zaraz po rozwodzie.

Dlaczego?

Dlaczego się rozwiodłam?

Dlaczego wyjechałaś?

Znudziła mi się Warszawa. Za dużo przykrych wspomnień.

A w Łodzi lepiej?

Oczywiście. Dużo lepiej.

Co tam jest lepsze?

Wszystko! Cokolwiek robię. I zero wspomnień. Ale po co to opowiadam? Przyjedźcie i przekonajcie się sami. Ile was w sumie jest?

Cztery osoby. Ja, mąż i dwójka dzieci. Starszy Paweł, młodszy Andrzej. Andrzej już trzeci rok próbuje dostać się na studia.

No to przyjeżdżajcie! U nas też świetna uczelnia.

Kiedy mamy przyjechać?

Choćby teraz.

Teraz się nie da Mam dużo spraw w Warszawie. Andrzej chce studiować tylko tam. A my przyjechaliśmy, żeby się tu urządzić. Planowaliśmy mieszkać z tobą rok. Ale cóż wyszło inaczej.

Więc dzisiaj nie przyjedziecie?

Nie.

Szkoda. Już się nastawiłam.

Nam też bardzo przykro. choćby nie wiesz jak.

Wiem.

Nie, nie wiesz. Jak pomyślę, co nas teraz czeka, to odechciewa się żyć.

Waleria uznała, iż czas zakończyć rozmowę.

No dobrze powiedziała jeżeli nie teraz, to przyjedźcie, kiedy będzie wam pasować. Zawsze was ugościmy. A jak już się urządzicie w Warszawie, od razu daj znać, gdzie mieszkacie. Ja też do was wpadnę. Na kilka tygodni. Zobaczymy, co dalej. W końcu w Warszawie nie mam już nikogo oprócz was. Umówione? Wyślesz mi adres?

Ale Waleria nie usłyszała odpowiedzi, bo połączenie się urwało.

Idź do oryginalnego materiału