Niechciane dziecko
Jak chcecie nazwać swoją córeczkę? Starszy lekarz z życzliwym uśmiechem zwrócił się do młodej pacjentki.
Jeszcze nie wybraliśmy imienia wtrąciła się Barbara, siedząca na krześle przy łóżku. To poważna sprawa, Iza musi jeszcze przemyśleć.
W ogóle nie chcę jej nazywać powiedziała niespodziewanie sama młoda mama. Nie zamierzam jej zabierać. Napiszę zrzeczenie.
Co ty wygadujesz?! poderwała się kobieta, rzucając gniewne spojrzenie na dziewczynę i zwracając się do lekarza. Nie wie, co mówi. Oczywiście zabierzemy małą do domu.
Wpadnę później, odpoczywajcie lekarz już nie miał ochoty być świadkiem rodzinnej awantury.
Gdy drzwi zamknęły się za mężczyzną, Barbara rzuciła się na córkę z wyrzutami.
Jak możesz tak mówić? Co ludzie sobie o nas pomyślą? I tak musieliśmy przeprowadzić się do tego miasta, żeby zrobić wszystko po cichu. To dziecko musi zostać z nami!
A czyja to wina? Iza spojrzała matce prosto w oczy. Gdybyś wtedy mnie posłuchała, nie doszłoby do tego. Skończyłabym liceum i poszła gdzieś na studia. Więc jeżeli tak bardzo chcesz to dziecko, to sobie je zostaw.
Dziewczyna odwróciła się do ściany, sygnalizując, iż rozmowa zakończona. Barbara jeszcze przez chwilę próbowała przekonać córkę, ale zaraz weszła pielęgniarka i poprosiła o pozostawienie pacjentki w spokoju.
Iza została sama na sali. Cicho szlochała w poduszkę, modląc się w duchu, żeby to wszystko i jej ból gwałtownie się skończyły.
Nieśmiały stukot w drzwi zmusił ją do otarcia łez. Głęboko odetchnęła i powiedziała:
Proszę.
Myślała, iż to ktoś z personelu, może ojciec. Jednak kobieta, która weszła, była zupełnie obca.
W czym mogę pomóc? Iza z trudem opanowała emocje i zachowała pozory spokoju.
Usłyszałam, zupełnie przypadkiem! Lekarze gadali pod moją salą
Tak, chcę się zrzec dziecka. To prawda. O to pani chodzi?
Widziałam, jak twoja mama
To nie moja mama! Iza rzuciła ostro To tylko macocha, co myśli, iż jest kimś ważnym. Moja prawdziwa mama pracuje za granicą.
Przepraszam, nie chciałam cię urazić kobieta zamilkła speszona. Mam troje dzieci, ciężko mi zrozumieć twoją decyzję. Sama dorastałam w domu dziecka i bardzo się boję o twoją córeczkę. Przecież ona nie zawiniła!
Takie maluszki gwałtownie adoptują, podobno wzruszyła ramionami Iza. Ja nie mogę się przemóc, żeby ją choćby wziąć na ręce. Gdyby Barbara się nie wtrącała, tu by mnie nie było.
Ale jesteś już dorosła, masz więcej niż piętnaście lat, prawda?
To przecież taki wstyd! Iza sparodiowała macochę. Jak my ludziom w oczy spojrzymy!
Nie rozumiem
Opowiem pani, żeby przestała mnie pani oceniać krzywo się uśmiechnęła.
**********************************************
Ostatni rok w liceum był dla Izy fatalny. Najpierw jej chłopak, Maciek, trafił do wojska, a potem do klasy doszedł nowy Damian. Warszawski “banan”, którego ojciec zesłał na prowincję za rozpasane życie. Damian pragnął tylko podbojów, nie szukał związku, a kolejnych odhaczonych nazwisk.
Damian obdarowywał dziewczyny drogimi prezentami, wyciągał do klubów czy restauracji. Jedna po drugiej ulegały, każda wierząc, iż zostanie jego narzeczoną.
Najodporniejsza okazała się właśnie Iza. Kochała Maćka i nie potrzebowała nikogo innego. Wydawało się, iż Damian w końcu zrozumiał i przerzucił się na inne dziewczyny. Jakże się pomyliła!
Pod koniec grudnia jedna z koleżanek miała urodziny. Zjechała cała klasa, Damian też był. Ale zależało mu nie na jubilatce.
W środku imprezy ktoś zadzwonił do Izy. Wyszła na korytarz, a gdy wróciła, przy jej miejscu siedział Damian. Nie zwróciła uwagi, potem jednak poczuła się dziwnie
Rano Iza z trudem się ocknęła. Obok leżał Damian, zadowolony z siebie.
No i zobacz, tak się opierałaś powiedział z uśmiechem. To taki twój prezent ode mnie. Szok, iż twój Maciek taki frajer.
Wrócić do domu kosztowało ją dużo wysiłku. Słaba, z bolącą głową, przyciągała niechętne spojrzenia przechodniów.
Nie wyjmowała choćby kluczy, po prostu zadzwoniła. Wiedziała, iż Barbara jest w domu.
Gdzie ty byłaś?! warknęła macocha, widząc Izę. Nie wróciłaś na noc, nie odbierasz, a w jakim ty stanie! Ojciec by cię wyklął.
Zadzwoń po lekarza i policję przerwała jej Iza. Chcę zgłosić przestępstwo. Niech go wsadzą.
Barbara zbladła. Widząc stan dziewczyny, dodała dwa do dwóch.
Kto?
Damian, kto inny ledwo mówiła Iza. Nikt inny by się nie odważył. Dzwoń albo sama wezwę.
Poczekaj. Barbara myślała tylko o tym, jak obrócić to na swoją korzyść. I tak go wybronią. Zrobimy inaczej. Skontaktuję się z jego ojcem, niech płaci odszkodowanie.
Zwariowałaś? Jakie odszkodowanie? Idę na policję!
Nigdzie nie idziesz! szarpnęła Izę i zaciągnęła do pokoju. Dziewczyna nie miała sił się wyrywać. Jeszcze ciebie obwinią! Cała wieś będzie gadać! Ja wszystko załatwię.
Telefonu nie miała zgubiła go albo zostawiła u koleżanki. Wyjść nie mogła Barbara zamknęła drzwi. Głowa bolała coraz bardziej, łóżko wciągało…
Po kilku dniach Iza pojechała do babci, która mieszkała sto kilometrów od ich wioski i miała już swoje lata. Chciała ją chronić, więc udawała, iż wszystko w porządku.
Miesiąc później tragedia dała o sobie znać. To, co się stało, nie pozostało bez skutków. Będzie miała dziecko.
Barbara była w siódmym niebie. To dziecko miało zapewnić im dobrobyt! Dziadek dobrze zapłaci, już nie raz synka krył. Byle do piątego miesiąca nikomu nie mówić.
A co czuła Iza, nikt nie pytał. Gdy tylko wspomniała o aborcji, Barbara zrobiła karczemną awanturę i pilnowała jej na każdym kroku.
Dziadek nie był zachwycony, ale dał pieniądze. Obiecał dalej płacić wysokie alimenty.
************************************************
Teraz już pani rozumie? Przez to dziecko tyle przeszłam. Maciek mnie porzucił, nie uwierzył w żadne wyjaśnienia. Koleżanki się odwróciły, musiałam się wyprowadzić. choćby nie skończyłam szkoły!
Przepraszam, oceniałam cię, nie znając wszystkich powodów kobieta spuściła wzrok. Ale twoja córeczka naprawdę niczemu nie zawiniła.
Iza, musimy poważnie porozmawiać! do sali weszła pewnym krokiem Barbara, ciągnąc za sobą męża. Proszę opuścić salę, to sprawa rodzinna!
Obca kobieta spojrzała współczująco i wyszła, zamykając drzwi.
Nie pozwolę ci zrujnować mojego planu! rzekła Barbara ostro. Zostawisz tu dziecko do domu nie wracaj! I gdzie pójdziesz? Babcia nie żyje, jej mieszkanie przejął twój wujek. Będziesz żebrać?
Nie, pojedzie ze mną do sali weszła elegancka kobieta, a Izie rozjaśniły się oczy.
Mamo! Przyjechałaś!
Oczywiście, kochanie. Nie mogłam cię zostawić w biedzie Anna objęła mocno córkę. Gdybyś powiedziała wcześniej, już dawno byś była ze mną. Myślałam, iż tu łatwiej skończysz szkołę.
Myślałam, iż mnie nie chcesz Iza zaszlochała. Była jeszcze dzieckiem, mimo wszystko.
Ktoś ci wmówił, iż nie chcę kontaktu. Prezenty oddawane, nie mogłam się do ciebie dodzwonić. Myślałam, iż masz mi za złe. Ale nieważne otarła córce łzy wyjedziemy, zapomnisz o bólu i zaczniemy od nowa.
********************************************************
Iza wyjechała. Dziecko zabrała Barbara, wierząc, iż zapewni jej to komfortowe życie. Jednak gdy wpływowy dziadek dowiedział się o tym, przyjechał, zabrał wnuczkę do siebie i zmusił Damiana, by uznał dziecko, choć ten się wzbraniał.
Iza odetchnęła była z najbliższą sercu osobą, która zawsze jej pomoże. Zrozumiała też, iż rozliczanie się z przeszłością pomaga rozpocząć nowe życie. Każda rysa w sercu kiedyś się zagoi, a przyszłość zaczyna się wtedy, gdy otworzymy się na pomoc tych, którzy naprawdę nas kochają.









