Niechciane dziecko
Jak chcecie nazwać swoją córeczkę? Starszy lekarz z rutynowym uśmiechem patrzył na swoją młodą pacjentkę.
Imię jeszcze się nie pojawiło wtrąciła się Jadwiga, siedząca na krześle przy łóżku. To poważna sprawa, Zosia musi się dobrze zastanowić.
Nie chcę żadnego imienia. Ku zaskoczeniu wszystkich, zabrzmiał głos młodej mamy. Ja jej choćby nie zamierzam zabrać do domu. Podpiszę zrzeczenie.
Co ty wygadujesz? Jadwiga zerwała się i rzuciwszy gniewne spojrzenie dziewczynie, zwróciła się do lekarza: Ona nie wie, co mówi. Oczywiście, iż zabierzemy maleńką.
Później zajrzę, proszę odpoczywać. Lekarz był absolutnie nieciekaw rodzinnych kłótni.
Gdy drzwi za nim się zamknęły, Jadwiga rzuciła się na dziewczynę z pretensjami.
Jak mogłaś to powiedzieć? Co ludzie powiedzą? I tak już musieliśmy przeprowadzić się do Łodzi, żeby wszystko przeszło niezauważenie. To dziecko powinno zostać w rodzinie.
A czyja to wina? Zosia popatrzyła jej prosto w oczy. Gdybyś wtedy mnie posłuchała, nic by się nie wydarzyło. Skończyłabym spokojnie liceum, dostała się gdzieś dalej Skoro ten bachor ci jest tak potrzebny, to go sobie bierz.
Dziewczyna odwróciła się do ściany, dając wyraźnie do zrozumienia, iż nie ma ochoty rozmawiać. Jadwiga jeszcze przez chwilę próbowała przemówić do rozsądku córce, ale wtedy pielęgniarka poprosiła ją o opuszczenie pokoju pacjentka potrzebuje spokoju.
Zosia została sama. Cicho pochlipywała w poduszkę, modląc się do wszystkich świętych, by to się już wreszcie skończyło.
Nieśmiałe pukanie kazało jej przetrzeć oczy. Wzięła głęboki oddech, starając się nie okazywać roztrzęsienia.
Proszę wejść powiedziała.
Spodziewała się kogokolwiek z personelu, może ojca. Kobieta, która przekroczyła próg, była jej zupełnie obca.
Mogę w czymś pomóc? tylko Zosia wiedziała, jak ciężko było utrzymać maskę całkowitego spokoju.
Tak przypadkiem usłyszałam Lekarze rozmawiali przy mojej sali Kobieta krępowała się o coś zapytać, ale było oczywiste, na co czeka.
Tak, chcę zrzec się dziecka, to prawda. Czy to panią interesuje?
Widziałam, jak twoja mama
To nie jest moja mama! przerwała gwałtownie Zosia, gubiąc wszelką pozę Tylko macocha, co zbyt wiele sobie wyobraża. Moja mama pracuje za granicą.
Przepraszam, nie chciałam urazić kobieta była wytrącona z równowagi. Mam trójkę dzieci i nie potrafię zrozumieć twojej decyzji. A sama całe dzieciństwo w domu dziecka spędziłam i boję się o twoją córeczkę. Ona przecież niczemu nie winna.
Takie maluszki gwałtownie znajdują dom, tak mi mówili wzruszyła ramionami Zosia. choćby nie mogę się zmusić, by ją dotknąć, nie mówiąc o czymś więcej. Gdyby Jadwiga się wtedy nie wtrąciła, w ogóle by mnie tu nie było.
Przecież już jesteś pełnoletnia, sama możesz decydować. Masz więcej niż piętnaście lat, prawda?
Toż to wstyd! Zosia sparodiowała Jadwigę. Jak my ludziom w oczy spojrzymy!
Nie rozumiem
To może opowiem, przekrzywiła usta w sarkastycznym uśmiechu dziewczyna. Może przestanie mnie pani oceniać.
***************************************
Ostatni rok liceum Zosi był fatalny. Najpierw do wojska powołali Adama ukochanego, potem do klasy trafił Tomek. Syn jakiegoś ważniaka z Warszawy, wygnany przez ojca do „prowincji” za złe zachowanie.
Tomek rozdawał dziewczynom markowe gadżety, zapraszał do knajp, na dyskoteki. Każda miała nadzieję, iż zostanie wybranką „księcia”. Zosia nie ulegała. Miała serce zajęte, nikogo innego nie chciała poza Adamem. Niby w końcu chłopak się znudził jej oporem i dał spokój tak jej się zdawało.
Ale bardzo się myliła.
Pod koniec grudnia była impreza u przyjaciółki. Cała klasa, Tomek także zawitał, ale nie po to, by kogoś świętować.
Kiedy Zosia wyszła na korytarz odebrać telefon, po powrocie zastała Tomka na swoim miejscu. Z początku nie przejęła się tym wcale Później poczuła się bardzo źle.
Następnego poranka obudziła się słaba, z silnym bólem głowy. Obok niej leżał Tomek i bezczelnie się uśmiechał.
Widzisz? Tak się broniłaś, a jednak. To na pocieszenie, Adam to cienias.
Dojście do domu było gehenną zataczała się, wszystko wirowało. Przechodnie patrzyli na nią z odrazą.
Nawet nie sięgnęła po klucze, tylko zadzwoniła. Wiedziała, iż macocha w domu.
Gdzieś ty była? wściekła się Jadwiga. Nie spałaś w domu, nie odbierasz, pijana wracasz. Gdyby twój ojciec to zobaczył
Wołaj lekarza i policję, Zosia przerwała twardo. Chcę złożyć zawiadomienie, niech go wsadzą.
Jadwiga zmrużyła oczy. Raptem, zestawiwszy obraz i słowa, jasno się domyśliła.
Kto?
Tomek! Kto? Inny choćby nie byłby w stanie! Dzwoń zaraz, inaczej sama idę.
Poczekaj Jadwiga kalkulowała, jak zawsze. I tak go wyciągną. Zrobimy inaczej. Skontaktuję się z jego ojcem, niech płaci.
Zwariowałaś? Jaka rekompensata? Ja zaraz sama pójdę na policję!
Nigdzie nie idziesz! mocno chwyciła ją za ramię i zaciągnęła do pokoju. Zosia nie miała siły się buntować. Na końcu i tak ty zostaniesz winna, wszyscy będą palcami pokazywać. Sama załatwię.
Telefonu Zosia nie miała zgubiła albo zostawiła u przyjaciółki. choćby wyjść nie była w stanie macocha zamknęła drzwi. W głowie wirowało coraz bardziej
Po paru dniach wysłali ją do babci, 100 kilometrów od ich miejscowości. Babcia była już leciwa, więc Zosia udawała, iż nic się nie dzieje.
Miesiąc później prawda doszła do niej jak grom: tamta noc miała konsekwencje. Dziecko jej dziecko!
Jadwiga szalała z radości: ten maluch miał im zapewnić dostatek! Dziadek, by ratować syna, zapłaci krocie, a potem dorzucać dalej. Byleby nikt się nie dowiedział do piątego miesiąca.
Czego chce Zosia, nikt nie pytał. Gdy zasugerowała aborcję, Jadwiga zrobiła awanturę i nie spuszczała jej z oczu, ani na sekundę.
Dziadek nie był zachwycony, ale pieniądze przelewał. I obiecał utrzymanie po polsku w złotych, i porządne.
********************************
Rozumie pani? Zosia łkała. Przez to dziecko straciłam wszystko. Adam mi nie uwierzył, przyjaciółki się odwróciły, musiałam się przenieść, choćby liceum nie skończyłam!
Przepraszam, osądzałam, nie znając historii kobiecie było wstyd. Ale przecież maleństwo jest niewinne.
Zosiu, musimy poważnie porozmawiać! do sali wpadła Jadwiga, ciągnąca za sobą ojca. Postronnych proszę wyjść, to sprawa rodzinna!
Nieznajoma spojrzała współczująco na dziewczynę i wyszła, zamykając cicho drzwi.
Nie pozwolę ci zrujnować moich planów. jeżeli tu zostawisz dziecko, nie wracaj do domu. Gdzie pójdziesz? Babcia zmarła, mieszkanie dostał twój wujek. Zostaniesz bez niczego?
Nie, ona pojedzie ze mną. W drzwiach stanęła elegancka kobieta. Zosia aż rozpromieniała.
Mamo! Przyleciałaś!
Oczywiście, iż tak. Nie mogłam cię zostawić w takiej sytuacji objęła ją mocno. Gdybyś powiedziała wcześniej, już dawno zabrałabym cię do siebie. Myślałam, iż tu będzie ci łatwiej maturę zrobić.
Myślałam, iż mnie nie potrzebujesz zaszlochała Zosia. Niezależnie od tego, wciąż pozostawała dzieckiem.
Pewna osoba mi tłumaczyła, iż nie chcesz ze mną kontaktu. Prezenty wracały nierozpakowane, zadzwonić nie mogłam Pomyślałam, iż mnie nie wybaczysz. Ale już dobrze, kobieta wytarła jej łzy. Wyjedziemy. O wszystkim zapomnisz
***********************************************
Zosia wyjechała. Jadwiga zabrała dziecko, marząc o łatwym życiu, ale Gdy dziadek się o wszystkim dowiedział, przyjechał do Łodzi i zabrał wnuczkę do siebie. Tomek został zmuszony do uznania ojcostwa, choć bardzo się bronił.
Za to Zosia jest szczęśliwa. Jest z ukochaną mamą, która nigdy jej nie zawiedzie…







