Hollywood pożegnało dziś legendę. Val Kilmer, aktor, którego ekranowa charyzma, talent i nieprzewidywalność zdefiniowały kino lat 80. i 90., zmarł 1 kwietnia 2025 roku w Los Angeles. Miał 65 lat. Informację o jego śmierci potwierdziła córka, Mercedes Kilmer. Przyczyną zgonu było zapalenie płuc.
Choć świat poznał go jako rywala Toma Cruise’a w "Top Gun" i mrocznego Batmana w "Batman Forever", jego droga artystyczna była znacznie głębsza i bardziej złożona. Rozpoczął od sceny teatralnej na Broadwayu, ale to kamera wydobyła z niego to, co najbardziej fascynowało widzów – intensywność, magnetyzm i niezapomnianą obecność na ekranie.
Przełomowa dla jego kariery okazała się rola w parodii „Ściśle tajne!”, która udowodniła, iż ma nie tylko talent dramatyczny, ale i komediowy instynkt. Kolejne produkcje – „Top Gun”, „Tombstone”, „Gorączka”, „Święty” – ugruntowały jego pozycję wśród najbardziej rozpoznawalnych aktorów swojej generacji. Jednak to rola Jima Morrisona w filmie „The Doors” przeszła do historii – Kilmer nie tylko wcielił się w ikonę rocka z aktorskim zaangażowaniem, ale samodzielnie zaśpiewał partie wokalne, zdobywając uznanie krytyków i fanów.
W 1995 roku został wybrany do jednej z najbardziej ikonicznych ról w historii kina – Batmana. Choć sam przyznawał, iż fizyczne ograniczenia kostiumu były trudne do zniesienia, film odniósł sukces komercyjny i zapisał się w popkulturze.
Z czasem jednak jego kariera zaczęła zwalniać. Postrzegany jako aktor o silnym charakterze i wysokich oczekiwaniach wobec reżyserów, zyskał reputację wymagającego we współpracy. Sam o sobie mówił: "Nie jestem trudny. Jestem ambitny. I nie przepraszam za to."
W 2014 roku zdiagnozowano u niego raka gardła. Poddał się leczeniu, które – choć skuteczne – odebrało mu głos, jego znak rozpoznawczy. Z trudem mówił, ale nigdy nie przestał tworzyć. W 2021 roku jego dzieci – Mercedes i Jack – wyprodukowały dokument „Val”, który stał się osobistym świadectwem życia, sławy, choroby i przemiany duchowej aktora. Film poruszył widzów na całym świecie.
Symboliczny powrót na ekran przyniósł rok 2022 i „Top Gun: Maverick”. W jednej z najbardziej emocjonalnych scen filmu, Val Kilmer – jako admirał „Iceman” – spotyka się z postacią graną przez Toma Cruise’a. Ich dialog, prowadzony częściowo przy pomocy klawiatury, kończy się krótkimi, wypowiedzianymi z trudem słowami. Jak wspominał Cruise, był to moment prawdziwego wzruszenia – na planie i poza nim.
Życie prywatne Vala Kilmera również budziło zainteresowanie. Był ojcem dwójki dzieci z małżeństwa z aktorką Joanne Whalley, a media przez lata łączyły go z wieloma znanymi kobietami – od Cher, przez Angelinę Jolie, aż po polską aktorkę Izabellę Miko, z którą tworzył związek w latach 2009–2012.
Mimo blasku Hollywood, Kilmer zawsze wydawał się poszukiwać czegoś głębszego. Był duchowy, refleksyjny, często mówił o wewnętrznych podróżach i doświadczeniach mistycznych. Być może właśnie dlatego jego role tak często nosiły w sobie ślad tajemnicy, emocjonalnej intensywności i autentycznego człowieczeństwa.
Dziś świat kina traci nie tylko aktora, ale postać, która nie bała się być sobą – niezależnie od oczekiwań branży. Val Kilmer zostawił po sobie role, które przetrwają dekady i pamięć, która – jak mówił jego bohater Jim Morrison – „żyje w duszy widza”.