Nie wytrzymała – Wera składa pozew o rozwód podczas rodzinnej kolacji, a wszystko zmienia się na zawsze. Po cichym rozstaniu Artur poznaje nową żonę, otrzymuje spadek po wujku, buduje szczęśliwy dom pod Warszawą, podczas gdy była żona zaczyna żałować swojej decyzji i knuć intrygi – ale los ma dla wszystkich z nich własny plan…

newskey24.com 8 godzin temu

Nie wytrzymała

Składam pozew o rozwód powiedziała spokojnie Weronika, podając mężowi kubek herbaty. adekwatnie to już złożyłam.

Wypowiedziała te słowa takim tonem, jakby rozmawiali o codziennych sprawach jakby powiedziała: dziś na kolację będzie kurczak z warzywami.

jeżeli można zapytać, od kiedy Ech, dobra, nie przy dzieciach Janusz, widząc dwie zaniepokojone buzie, zaczął mówić ciszej i łagodniej. Czym ci zawiniłem? I to nie wspominając o tym, iż chłopcy potrzebują ojca.

Myślisz, iż innego ojca bym im nie znalazła? Weronika z ironią przewróciła oczami i uśmiechnęła się kpiąco. Czym zawiniłeś? Wszystkim! Miałam nadzieję, iż życie z tobą będzie spokojne, jak tafla jeziora, a nie jak rwąca rzeka!

Chłopaki, zjedliście już wszystko? Janusz nie chciał ciągnąć tej rozmowy przy dzieciach. Marsz się bawić. I choćby nie próbujcie podsłuchiwać! zawołał za synami, wiedząc, jacy są energiczni. No, teraz możemy dokończyć.

Weronika zacisnęła usta z niezadowoleniem. choćby tutaj musi stawiać na swoim! Udaje najlepszego ojca na świecie

Mam już dość takiego życia. Nie chcę codziennie spędzać po osiem godzin w pracy, uśmiechać się do kolegów i tłumaczyć klientom Chcę spać do południa, paradować po drogich butikach, chodzić do salonów piękności. A ty mi tego nie zapewnisz. Wystarczy! Oddałam ci najlepsze lata mojego życia

Możesz sobie darować te wzniosłe słówka? przerwał jej chłodno Janusz. Przypominam, iż to TY dziesięć lat temu na siłę próbowałaś za mnie wyjść. Ja jakoś do ślubu się nie paliłem.

Każdemu może się zdarzyć pomyłka.

Rozwód poszedł szybko, bez rozgłosu. Chłopców, z żalem, Janusz zostawił przy matce, ustalając, iż każdy weekend i wszystkie wakacje będą z nim. Weronika łatwo się na to zgodziła.

Pół roku później Janusz przedstawił synom swoją nową żonę. Usposobiona serdecznie, pełna ciepła Lubomira gwałtownie zdobyła ich sympatię, i teraz chłopcy nie mogli się doczekać następnych weekendów, co wyprowadzało Weronikę z równowagi.

Jeszcze bardziej podnosiło jej ciśnienie to, iż Janusz odziedziczył spadek po jakimś stryjecznym wujku, kupił ogromny dom pod Warszawą i żył jak u Pana Boga za piecem. Co prawda nie rzucił pracy, alimenty płacił skromne w zamian sam osobiście kupował synom ubrania i nowinki technologiczne. Wszystko zawsze kontrolował!

Gdyby tylko Weronika wytrzymała te pół roku Gdyby wiedziała, jak potoczy się los, teraz wszystko wyglądałoby inaczej!

Czy wciąż jeszcze jest nadzieja?

*************************

Może napijemy się herbatki? Jak dawniej zalotnie uśmiechnęła się kobieta, kręcąc na palcu jasny kosmyk włosów. Króciutka sukienka podkreślała jej zalety, a staranny makijaż odejmował lat Ach, napracowała się nad sobą i wyglądała olśniewająco!

Nie mam czasu Janusz rzucił jej chłodne spojrzenie. Chłopcy już gotowi?

Szukają jeszcze czegoś, pewnie zejdzie im z dziesięć minut, znam ich odparła Weronika z rozczarowaniem, ale nie traciła rezonu. Może Nowy Rok spędzimy razem? Kacper i Jurek pół dnia ubierali choinkę.

Ustaliliśmy w sądzie, iż ferie są moje. Spędzamy je w pięknej górskiej wiosce, będzie śnieg, narty i sanki. Lubomira już wszystko przygotowała.

Ale to przecież święto rodzinne

I świętujemy w rodzinie. Będziesz robić sceny, odbiorę ci chłopców.

Gdy za byłym mężem i roześmianymi dziećmi zamknęły się drzwi, Weronika w złości roztrzaskała na podłodze drogą porcelanę, prezent ślubny od rodziców Janusza. Lubomira! Znowu ta Lubomira! Czemu ona ciągle się wtrąca? Udaje, jak bardzo się cieszy z obecności chłopców, a na pewno odlicza dni do ich powrotu! Kto jak kto, ale Weronika wiedziała, jakie jej dzieci potrafią być rozkapryszone!

Chociaż Może to jest pomysł. Jeszcze nie wszystko stracone. niedługo fundusze Janusza mogą być tylko jej

********************

Co to ma być? Janusz uniósł brwi widząc walizki w progu.

A jak myślisz? Rzeczy. Kacpra i Jurka Weronika lekko trąciła dużą walizkę, aż się zachwiała. Skoro masz już swoje nowe życie, to ja też mam prawo zacząć własne. Ale rozumiesz, niewielu facetów zaakceptuje cudze dzieci, więc chłopcy zostaną już przy tobie. Zgłosiłam to też już w opiece społecznej, trzeba tylko sformalizować sprawę. Resztą się zajmiesz. Ja wyjeżdżam na urlop z bardzo obiecującym kawalerem.

Zostawiwszy osłupiałego Janusza, Weronika wolno ruszyła do czekającego auta. Ciekawe, jak długo ta święta Lubomira wytrzyma? Tydzień? Dwa? Pewnie dwa. A Janusz, wybierając między synami a nową żoną, na pewno wróci do niej. I ze wszystkimi pieniędzmi…

Minęły dwa tygodnie. Miesiąc. Drugi. A telefonu z żądaniem zabrania dzieci wciąż nie było. Z rozmów z chłopcami wynikało, iż Lubomira nigdy choćby na nich nie podniosła głosu! Jak to możliwe? Skąd to się wzięły nagle te dwa aniołki? To nierealne!

Jak chłopcy się sprawują? Już się na nich zmęczyłaś? Weronika nie wytrzymała i zadzwoniła do byłego męża.

Wspaniale! Słuchają się, pomagają, żadnych kłopotów głos Janusza od razu złagodniał, gdy zeszło na dzieci. Złote chłopaki!

Tak? zdziwiła się Weronika. U mnie ciągle coś rozrabiali

Bo z dziećmi trzeba pracować prychnął pogardliwie mężczyzna. Ty wiecznie w telefonie siedzisz. Aha, uprzedzam przeprowadzamy się. jeżeli będziesz chciała, przywiozę chłopców na ferie.

Ale To też są moje dzieci!

Sama zrzekłaś się do nich praw! zaśmiał się szczerze Janusz. Matka roku, nie ma co.

Weronice pozostało tylko gryźć się w łokcie. Nie odzyskała męża (czy raczej jego pieniędzy), z nowym adoratorem nie wyszło, a dzieci będą teraz daleko. Zresztą, szczególnie za nimi nie tęskniła zbyt polubiła wygodne, samolubne życie.

Co za niesprawiedliwość! Wytrzymać dziesięć lat, a zrezygnować pół roku przed dostatnim życiem…

NiesprawiedliwośćW mieszkaniu Weroniki panowała cisza, którą czasem przerywał brzęk powiadomień w telefonie nowa promocja, nowa sukienka, zaproszenie na event Ale żadne z tych powiadomień nie brzmiało jak dziecięcy śmiech ani głos wołający mamo. Weronika, odkrywając, jak puste potrafią być choćby najpiękniejsze apartamenty, nagle poczuła, iż najdroższe torebki nie zasłonią samotności. Usiadła przy kuchennym stole, spojrzała w lustro i pierwszy raz od dawna zobaczyła siebie bez makijażu, bez pozowania. I zaczęła płakać.

Tymczasem daleko, w rozświetlonym domku pod Warszawą, Lubomira przykrywała chłopców kołdrą, szepcząc im bajkę na dobranoc. Janusz odłożył telefon i spojrzał na swoich synów: spokojnych, szczęśliwych, przytulonych do nowej mamy. I poczuł, iż przyszłość może nie jest nigdy taka, jak ją sobie wymarzymy, ale czasem właśnie dlatego potrafi być lepsza, niż byśmy odważyli się marzyć.

Weronika długo jeszcze czekała na telefon, który nie dzwonił. W końcu zrozumiała: można mieć wszystko, ale jeżeli nie umiesz być szczęśliwa, nie dostaniesz już nic więcej. A najważniejsze okazuje się czasem to, co sami odtrącamy.

I choć na stole stała kawałek odstawiona filiżanka jej ulubionej herbaty, Weronika nie mogła się pozbyć goryczy w ustach.

Idź do oryginalnego materiału